Z Rykowa  (5) [1]

 Od 16 marca do 10 maja (1888r.) [2]
 wieś Rykowo

Kochany Ojcze!
Nie pisałem do Ciebie w kwietniu, gdyż łączność między Sachalinem a Syberią, a nawet między Rykowem a Aleksandrowem, była zerwana przez cały ten czas. Tu wiosna zaczyna się w kwietniu. Śnieg osiada, a potem szybko spływa, co wygląda bardzo interesująco przy takiej jego ilości (ponad dwa arszyny). Przy schodzeniu z gór woda podmywa drogi, burzy mosty, zalewa niżej położone tereny, ale teraz mknie już ona niezliczoną ilością rzeczek i przenika przez żwir, który wszędzie tu pod powierzchnią czarnoziemu zalega cienką warstwą, czasem nie większą niż kilka wierszków. Tutaj wiosna trwa krótko, oprócz kwietnia można do niej zaliczyć maj. W tym roku wiosna przyszła późno, śnieg zszedł już pod koniec kwietnia, ale wciąż jest zimno, zieleni prawie nie ma, orać zaczęto na dniach. Lato trwa przez czerwiec, lipiec i sierpień, często bywają silne upały. Od listopada zaczyna panować długa zima. Są bardzo silne mrozy, nieustające zamiecie śnieżne. Tutaj przez okrągły rok ciągle wieją dwa wiatry NW i SO, uwarunkowane obecnością gór, o których pisałem wcześniej. Wiele jest pochmurnych dni, a słonecznych bywa od 30 do 40 rocznie. Jest jeszcze zbyt mało danych, aby wyliczyć średnią temperaturę roczną, ale póki co kształtuje się ona w okolicach 0o, lub nieco poniżej. Do osobliwości miejscowego klimatu należą gwałtowne zmiany pogody w ciągu jednego dnia. Wiatr często wypierany jest przez ciszę i na odwrót. Rankiem bywają silne mrozy, a w ciągu dnia słońce grzeje już całkiem mocno – różnica temperatur dochodzi do 30oC. Choć w Rykowie taka wilgotność jest całkiem normalna, co dowodzi, iż klimat w dolinie rzeki Tym jest kontynentalny, jednak opadów jest tu bardzo dużo. Wyjaśnić można to chyba tylko tym, iż wiatry przyganiając tak dużo chmur powodują zbliżenie się do granicy przesytu, podczas gdy w najbliższej ziemi atmosferze do tej granicy jeszcze daleko. Oto kilka informacji o tutejszym klimacie. W późniejszym czasie, jeśli uda mi się je dostać, przyślę bardziej dokładne dane liczbowe. Sprawozdania z obserwacji stacji meteorologicznych nie są nigdzie drukowane, a przechowywane są one w archiwum Akademii Nauk. Dane o klimacie Sachalina można spotkać tylko w połączeniu z klimatem Syberii, Azji itp. Szczegółowego opisu tutejszych warunków klimatycznych jako do tej pory nie było. Należy przypuszczać, iż wkrótce się one ukażą, gdyż mówi się, że u  miejscowego  kierownika punktu medycznego i stacji meteorologicznych dr med. Suprunienki zebrane są bogate materiały (z wszystkich dziedzin nauk przyrodniczych) , dotyczące sachalińskiej flory i fauny. Trzy Twoje listy i dwie przesyłki otrzymałem po 20 marca (na Sachalin dotarły one 9 marca), i choć bardzo się ucieszyłem, zwłaszcza z książek, to muszę Ci powiedzieć, iż zupełnie zbytecznym było przesyłanie mi pocztą tak wielu książek i bielizny. Prosiłem o przesłanie kilku książek pocztą, aby otrzymać je szybciej, co zaś tyczy się bielizny, to pisałem, iż można będzie ją dostarczyć razem z innymi rzeczami i resztą książek parostatkiem O. D. F., o warunkach i ilości przyjmowania ładunków już pisałem. Nie należało wydawać ok. 20 rubli na jedną przesyłkę przy naszej, obecnie krytycznej, sytuacji i w czasie, gdy odmawiacie sobie najpotrzebniejszych rzeczy. Nie róbcie tak więcej. Ja i tak, mieszkając w zupełnie innych warunkach, nie jestem obciążony tymi troskami i nieprzyjemnościami, na które narażeni jesteście Wy. Tylko listy, a częściowo i przysyłane gazety, dają mi możliwość przeżywać i zajmować się tymi, co i Wy sprawami. Piszesz, iż w Petersburgu obiecano Ci dać mi możliwość zajęcia się nauką. Rzeczywiście, czasu mam pod dostatkiem, ale i tak nie mam możliwości się uczyć, gdyż nie ma tu na to miejsca, a jedno bez drugiego istnieć nie może. Z początku miałem czas, ale nie było ani środków, ani miejsca do nauki, teraz zaś, kiedy mam już kilka książek, tylko brak wygodnego miejsca nie pozwala mi na poważnie wziąć się do nauki. Ciągnąć się to będzie do czasu, kiedy w końcu będzie można żyć poza koszarami. Ale kiedy możliwe będzie wyrwanie się z tego moralnego więzienia, uwolnienie się od wszystkich nieprzyjemności związanych z życiem w nim – pytanie to, mimo jego rangi, pozostaje dla mnie bez odpowiedzi. Jak na razie jednym z pierwszych moich dążeń tu, na Sachalinie, jest znalezienie sobie zajęcia odpowiedniego do obecnych warunków. Już Ci pisałem, jak źle znoszę przymusową bezczynność i że do tej pory na próżno starałem się czymkolwiek zwalczyć ten chaos, który przez cały czas panował w moim życiu wewnętrznym, i ciągły upadek sił i ducha, doprowadzający mnie albo do apatii, albo do bezsilnej rozpaczy. Przez cały kwiecień byłem w takim stanie i czuję, że im dalej, tym gorzej. Oczywiście, dopóki nie utracę zmysłów, walczę i będę walczyć, i to jedno daje mi nadzieję, że jeszcze nie zostałem pokonany i że nawet w obecnych ciężkich warunkach wykrzesam energię, wytrwałość i siłę woli, co stanowi jedno z ważniejszych zadań w czasie mego nie wiecznego, mam nadzieję, wygnania. Nadchodzi lato i pojawia się większa możliwość zapomnienia się w pracy. Zwłaszcza teraz, kiedy wraz ze współtowarzyszami ze wspólnych środków kupiliśmy około dziesięciny ziemi i myślimy o zajęciu się ogrodnictwem. Obecnie nie mam możliwości zająć się teorią rolnictwa, dlatego też będę, na ile to możliwe, przygotowywał się do tego praktycznie. W następnym liście napiszę Ci o przebiegu prac; teraz właściwie nie ma o czym pisać, gdyż z powodu trwających chłodów wszyscy, i my także, dopiero zaczynamy obrabiać ziemię. Za 45 rubli kupiliśmy połowę działki, którą ma tu każdy zesłaniec. Pieniądze płaci się właściwie nie za ziemię, a za pracę włożoną w jej wykarczowanie i za możliwość uprawy roli, gdyż tutaj nikt nie jest właścicielem ziemi, a każdy korzysta z tej ziemi, którą sam uprawia. Teraz martwimy się o to, by nasze gospodarstwo nie pochłonęło zbyt wiele pieniędzy. Przy każdej drobnostce trzeba się wstrzymywać, bo przecież niczego nie mamy. Oszczędzając jak się da, staramy się zamienić pracę najemną na pracę własnych rąk. Ale czy na długo starczy sił – nie wiem. Na razie wszyscy wzięli się ochoczo do pracy, we mnie obudziła się dawna miłość do gospodarki. Czy można tu zająć się rolnictwem, czy nie, co tak Cię interesuje, jest dla mnie trudnym do odpowiedzi pytaniem. Specjaliści agronomowie, którzy tu przebywali, głosili odmienne opinie, a teraz nie ma żadnego przedstawiciela nauki z tej dziedziny. O tym, co pokazało doświadczenie, oraz o konkluzjach i wnioskach z tego płynących, napiszę Ci w następnych listach. Ja ze swym wykształceniem nadaję się tylko do zbierania danych. Klasyczne wykształcenie jest teraz konieczne tylko do wstąpienia na uniwersytet. W życiu nie tylko niczego ono nie daje, a wręcz przeciwnie, odciąga od niego, ucząc tylko pracy umysłowej. Raz przerwawszy kształcenie się, człowiek zostaje bez tego wszystkiego, czego można się w życiu chwycić, bez żadnego praktycznego przygotowania, a wtedy kształcenie się należy ukierunkować w zupełnie inną stronę, a nawet zacząć wszystko prawie od początku. Osiem, dziewięć lat, a i więcej drogocennego czasu, powinny odejść bezpowrotnie i bez śladu. Dlatego też znaleźć sobie lub otrzymać inteligentniejsze od państwowego zajęcie jest strasznie trudno. Wiele z tego, co wiem w ogóle nie jest mi potrzebne i z pewnością to zapominam. A tego, z czym ciągle się w życiu stykam i czego wielu potrzebuje, nie wiem i powinienem jeszcze się uczyć. Teraz czuję się silniejszy, nadchodzące lato bardziej temu sprzyja, niż tutejsze surowe zimy. Ostatnią wiadomość miałem od Was w końcu lutego i bardzo się niepokoję, że od tego czasu nic nie wiem. Czy wszyscy jesteście zdrowi? Nieustannie zadaję to pytanie i czekam z niecierpliwością, czy aby nie dostanę od Was na nie odpowiedzi, choćby w dwóch słowach. Wydawałoby się, że dopiero co zacząłem pisać, a już, na nieszczęście, powinienem kończyć rozmowę z Wami. Dlatego też bądźcie zdrowi i nie zapominajcie o pamiętającym i kochającym Was wszystkich
                                                                                                         Bronku
 

[1] List ten przechowywany jest w archiwum Biblioteki Litewskiej Akademii Nauk w Wilnie jako <Pilsudskiu seimos rankrasciai, III. Bronislovas Pilsudskis> zbiór 161- 49: 1- 3.
[2] Opracowujący przyjął ostatnią liczbę za datę napisania tego listu, tj. 10–go maja, który odpowiada 22–mu maja według nowego kalendarza. W liście brak wskazania roku. Na skutek tego opracowujący był zmuszony domyśleć się, że rokiem napisania listu był 1888. Podstawą były tu fakty, iż, po pierwsze, w liście tym Piłsudski opowiada o swoich „świeżych” obserwacjach klimatu i życia na Sachalinie, i, po drugie, ostatni list do domu wysłał on akurat 27(15)–go marca 1888 roku (patrz „Z Rykowa (4)”).
[3] Cała fraza w nawiasie wykreślona jest poziomą linią, najwidoczniej przez samego autora.

Źródło: Pilsudskiana de Sapporo no. 1
 „Dear Father!” A collection of B. Piłsudski’s Letters, et alii; Edited, compiled translated, annotated and written by Koichi Inoue [PREPINT], Sapporo 1999.

Tłumaczenie Katarzyna Matwiejczyk