Z  Rykowa (6) [1]

Wieś Rykowskoje. Luty [2]  18. 1889.r.

Drogi Ojcze!

Piszę do was, bo powstała we mnie ku temu nieokreślona potrzeba. Teraz są ostatki. Tutejsi mieszkańcy zbierają się w grupy i starają się bawić chociaż przez kilka dni: lubią jeździć na sankach, zjeżdżają z lodowych górek, spacerują. Taki wspólny nastrój otaczającego świata mimowolnie przechodzi też na mnie.  Ale nie ma towarzystwa, z którego byłbym zadowolony. W takich przypadkach wszystkie moje myśli biegną do was na Ojczyznę, widzę wtedy, jak mi się wydaje, każdego z was i chociaż zaspokajam swoją potrzebę obcowania z ludźmi, oni są mi najbardziej potrzebni. Przyzwyczaiłem się kochać i być kochanym w kręgu ludzi zaprzyjaźnionych i podobnych do mnie, teraz właśnie najciężej jest mi znosić tą samotność i
oderwanie się od wszystkiego co żywe i dobre. Życie tu i „zamarło i zdrętwiało”, ruch w nim, jeżeli nawet jest, to ten z najgorszej strony. Ludzi z Sachalina, miejsca przybywania przestępców, wzbudzają w mojej duszy przy patrzeniu na nich z boku – współczucie, przy bliższym zetknięciu się z nimi – tylko wstręt. Więc przestanę o nich myśleć i wrócę znowu do was. Zdjęcia dostałem dzień wcześniej, niż negatywy dzieci. Janek bardzo się zmienił, z trudem go poznałem. Rysy twarzy Adasia , Kazika i Mani zmieniły się nieznacznie, tylko Ludka i Kacperek pozostali tacy sami, jakimi ich pozostawiłem. To tylko rok, a jaka powstała dzięki niemu różnica – kiedy powrócę i znów ich zobaczę – nie poznam swoich braci i sióstr.

Jestem bardzo wdzięczny za przysłanie mi zdjęć i bardzo bym się ucieszył ze zdjęć pozostałych drogich mi osób. – 28 stycznia dostałem list z września [i] zdjęcia, 29 stycznia – gazetę „Świat” z czerwca, sierpnia i września, kilka książek i walonki z pończochami. – Te ostatnie będą na następny rok, bo w tym roku silnych mrozów nie będzie. W ogóle w tym roku marzłem o wiele mniej. Uszyłem sobie pończochy z sukna (z naszego służbowego surowego sukna) oprócz tego wkładałem jeszcze pod nie wełniane pończochy, które miałem jeszcze z Petersburga. Żeby osiągnąć normalny stan bytności, naprawdę rozumiem, że niezbędnym jest polepszenie jakości jedzenia. Brak nie tylko świeżej żywności, ale ogólnie produktów spożywczych odczuwam cały czas. Natomiast śpię bardzo dużo. Rzadko kiedy zdarza się, iż śpię miej niż 8 godzin, nawet więcej, tak – bywa to bardzo często. Odczuwam senność po obiedzie i wieczorem – to moja stała wada. Jeżeli to nie jest spowodowane klimatem, to na pewno wpływają na to ogólne warunki życiowe, bo spać lubią prawie wszyscy tutejsi mieszkańcy.

Korespondencja, przepisana ze „Słowa”, jest prawdziwa i wygląda na to, że napisana jest przez człowieka znającego Sachalin. Lekarz Jesienowski nie przyjeżdżał, chyba że jeszcze przyjedzie. – Teraz rzeczywiście można oczekiwać przyjazdu różnych nowych urzędników, bo dużo poprzednich wyjeżdża, jak na swoje życzenie, tak i życzenie nowego naczelnika Ostrowa. – W Tymskim Okręgu jego jeszcze nie było. Nie pierwszy raz na niego czekają, teraz też oczekują pod koniec tego miesiąca. Tu nie przewiduje się dużych zmian, w każdym razie nasz naczelnik chyba pozostanie.

Od lutego pracuję w kancelarii. Praca trwa od 8 do 12 rano i po obiedzie od 13 do 19. – Pracuję w kancelarii Okręgowego Urzędu Policji. – Czasu mniej mam niż więcej, jednak teraźniejsza praca bardziej odpowiada mojemu charakterowi i przyzwyczajeniom. – Teraz mój dzień mija następująco: wstaję między 6 a 7, piję herbatę, trochę czytam i wychodzę do pracy. O 12 wracam do domu i jem obiad z kolegą Wołochowym, z którym teraz mieszkam. Obiad teraz nam przynoszą. Dajemy prowiant i dopłacamy po 4 ruble. Po obiedzie godzinę czytam i, jeżeli pogoda jest dobra, czyli nie ma zamieci, idę na spacer, idę zazwyczaj drogą biegnącą do
Małe-Tymowo, bo nie prowadzi przez całą wieś. Podczas spaceru odpowiada mi samotność, żeby nikt nie przeszkadzał mi w moich rozmyślaniach. Przyglądam się budowie nowego mostu przez rzekę Tym, budowie młyna na jednym z dopływów, który już wkrótce będzie skończony ( do tego czasu w Rykowie był tylko 1 młyn, który należał do osiedleńca, tutejsi mieszkańcy najczęściej wozili mleć żyto do M. Tymowa albo do Debrińsku, gdzie są państwowe młyny wodne). Często pod czas spaceru spotykam Gilaków, którzy mieszkają w tych okolicach i spędzam czas na rozmowie z nimi. O 15 zjawiam się w kancelarii i pracuję do 18 lub 19, w zależności od pracy. Potem wracam do domu i piję herbatę, jem kolację, również w tym czasie
rozmawiam z Wołochowym, po tym jak już trochę poczytam, idę spać. Czasem w dzień wpadam do Juwaczewa. Gorkunowa widuję codziennie, bo on również pracuje w kancelarii, Kanczer znajduje się w M. Tymowie.

– W tamtym roku był tu nieurodzaj i większość mieszkańców teraz już głoduje, odżywiając się samymi ziemniakami i rybą. – Teraz na Sachalinie panuje ruch, większość osadników, którzy przeszli już w chłopstwo, dostają bilety na kontynent, wyprzedają swoje mienie i zbierają się do wyjazdu. To było skryte marzenie wszystkich mieszkańców. Oni długi czas myśleli, że po skończeniu  prac będą ich wywozić na Syberię, -- tak myśląc nic nie robili i przepuszczali ogromne pieniądze, które to rozdawali wtedy pierwszym kolonizatorom w postaci pomocy ze strony państwa. – Przekonawszy o beznadziejności tych myśli, wzięli się za gospodarstwo i już od 2 lat (86 i 87) mamy dobre urodzaje, w 88 r. zebrano mniej z powodu brzydkiego lata i jesieni. Czy osiedleńcy poprzestaną teraz na tym – przyszłość pokaże. W każdym bądź razie, nie sądzę, aby Syberia cieszyła się z podobnych gości, których i tak ma w nadmiarze. W tym roku ostatki są bardzo spokojne. – Nowy generał, na szczęście mieszkańców, ale na nieszczęście tych nielicznych, którzy lubią spokój, nie jest zbytnio hojny na spirytus. Tutaj na wielkie święto lub ślub dają po ?  butelki, albo 1 butelkę spirytusu  po państwowej cenie.

– Na ostatki nic nie dostaliśmy, bo generał nie ma spirytusu. Prawdę mówiąc, niektórzy z tych co przechowali spirytus, sprzedają go teraz po 6, 7 a nawet 8 rubli za butelkę. Z baku spirytusu tu
piją wodę kolońską, dla tego handlowcy sprowadzają ją w dużych ilościach i sprzedają z ogromnym zyskiem. – Jestem już na tyle Sybirakiem, że wszystkie sybirskie sprawy bardzo mnie interesują. Staram się nadążać za rozwojem życia w tamtym społeczeństwie. Tutejsze życie, nawet całkiem nie skomplikowane, też mnie interesuje. W ogóle zauważyłem już w sobie trzecią przemianę: od samego początku pozbawienia wolności dużo myślałem o przeszłości, potem marzyłem o przyszłości, teraz, wreszcie, najbardziej mnie zajmują sprawy teraźniejsze, najbliższy jutrzejszy dzień. – Czasem wydaje mi się, że mało o was myślę, moi drodzy, gniewam się na siebie za to, że myślami jestem przy czym innym. Oczywiście wpływa na to w dużej
mierze to, że tylko ja sam mogę o was myśleć i was wspominać. Miłość moja do was z tego powodu jednak wcale nie maleje.

– Piszcie tylko, moi kochani, do mnie częściej – ta korespondencja będzie stałym połączeniem między nami. „Kraju” do tych czas nie otrzymałem. Będę bardzo wdzięczny za „Głos” lub „Przegl. Tygodn.”, jakość i ukierunkowanie gazety
pozwólcie że sam osądzę. Każda opieka nad gustami jest całkiem niepotrzebna. – Teraz w lutym czekam na ostatnią zimową przesyłkę pocztową, bo w marcu nie zawsze jest połączenie między Nikołajewskim i Sachalinem. – Później przez kilka miesięcy nie będę miał żadnych wiadomości od was. Józio pisze do mnie często, ostatnio dostałem 3 listy. On składał podanie o przeniesienie do mnie, odpowiedzi jeszcze nie dostał. Może wcale nie dostanie.[3]

Gdyby spełniło się nasze życzenie! Już dwa lata nie widziałem ojczyzny, dwa lata nie
obejmowałem was, moi kochani. Robię to teraz, chociaż tylko w myślach, i proszę pisać o sobie
częściej waszemu na zawsze

                                                               Bronkowi

 [1] Ten list jest przechowywany w Bibliotece Litewskiej Akademii Nauk w Wilnie jako
<Pilsudskiu seimos rankrasciai,III Bronislovas Pilsudskis>
 [2] Ta data odpowiada 2 marca 1889 według współczesnego kalendarza
 [3]  Tak naprawdę, Józek nigdy nie otrzymał pozytywnej odpowiedzi

Źródło: Pilsudskiana de Sapporo no. 1
 „Dear Father!” A collection of B. Piłsudski’s Letters, et alii; Edited, compiled translated, annotated and written by Koichi Inoue [PREPINT], Sapporo 1999.

                                                                Tłumaczenie: Diana Oboleńska