Rocznik Biblioteki Naukowej
PAU i PAN w Krakowie
Rok XLVIII (2003)
PL ISSN 0079-3140
Przedruk
z oryginału za zgodą Wydawcy
1
[Kraków, ok. 21 I 1907]
Droga
Marynio,
Winien bardzo jestem przed tobą i w ogóle przed całą twą rodziną, że
teraz tylko siadam do listu. Wszak ja już trzy miesiące jak jestem w
Galicji, teraz mianowicie w Krakowie. Po długich peregrynacjach siedzę
tu nie powiem, żeby z ogromnej ku temu chęci.
Zaraz po przyjeździe chciałem skomunikować się z Wami, ale nie mogłem
dostać adresu; przysłał mi go na koniec brat [1] z
Petersburga, ale muszę wyznać, że prawie miesiąc temu. Na
usprawiedliwienie mogę chyba powiedzieć, że czułem się niezdrów, miałem
od samych Świąt coś w rodzaju influency i oprócz kaszlu, słabości,
byłem zupełnie przygnębionym. Może być nie mogę już znosić zbyt dużo
wrażeń, które się wyniosło jakoś dość gęsto ostatni miesiąc. A zapewno
oddziaływa dziwnie skomplikowane i [nie]-zbyt
wesołe położenie, w
którem się znalazłem, bez pewności, że nadejdzie na pewno lepsza dola.
Na Świętach była u mnie siostra Ludka
[2],
którą teraz tylko poznałem. Oszukała nawet mię, bo zjawiła się niby
jakaś studentka, przysłana od mego przyjaciela z[e] Szwajcarii i minut
10 z nią rozmawiałem, przyjmując za czystą monetę
to, co mi mówiła. Została jeszcze Ciocia Stefka [3],
która jednak wybiera się już na powrót do Wilenka. Co dzień spędzam z
Ciocią pół dnia, bo ranek poświęcam pracy. Dziś cały wieczór mówiłem z
nią o Was, opowiadałem o czasach petersburskich, które zostaną
najdroższemi dla mnie na zawsze. Przypomniałem wszystko, co razem
kiedyś z wami przeżywaliśmy.
Wróciłem do domu, marząc jeszcze w drodze o mojej pierwszej szczerej
miłości dla Zosi* i o serdecznej przyjaźni dla was i... Nie mogę się
powstrzymać, by dziś nie zważając na późną noc (już po pierwszej) nie
napisać do Ciebie. Marynio [5], a razem do Zosi, Zeni [6],
Mamy twojej.
Gdy
wspomnę owe błogie czasy, zamykam oczy i mam przed sobą Zosieczkę z
jasną wesołą twarzą, uśmiech której przenika mi do głębi serca,
krnąbrną siostrzyczkę jej Marynię, na którą my żadnej uwagi nie
zwracamy i garbatego „cerbera" (waszą niańkę, tak ją nazywaliśmy)
odprowadzającego swe panienki do domu. Potem po powrocie już Zosi z
Petersburga te lato, co mieszkaliśmy na Antokolu. Znalazłszy chwilkę
wolną od łóżka chorej matki [7],
spieszyłem do domku, gdzie na brzegu Wilii mieszkaliście u
Brzozowskich. Pod wrotami traciłem pewność siebie, wstydziłem się,
wahałem się i tylko z ogromnym wysiłkiem woli otwierałem drzwiczki, po
czem już ucieczka była niemożebna. Był to czas, gdy starałem się i
główkę mej przyjaciółki dzieciństwa napełnić ekonomiami politycznemi,
spoiecznemi naukami i temi ideami, które kiełkowały i w moim umyśle.
Zima następna z czytaniami u Cioci Hołowniny [8],
a potem moje lekcje u Zosi muzyki. Najdroższe dla nas chwile, gdy
zostajemy sam na sam w saloniku za małym pianino. Bezwiednie, by
przedłużyć je, i wykorzystać je dla rozmowy we dwoje już po przegraniu
wszystkiego, brząkamy coś po klawiszach, upewniając tem znajdującą się
w drugim pokoju drogą mamę, że jeszcze lekcja się odbywa [9].
Po
ciężkiem rozstaniu zdawało się na zawsze może. znowu spotkanie w
Petersburgu. Ileż to uciechy, ile wiary w jasną przyszłość! A wszystko
to tak niedługo... Wkrótce coś z...[10]
l Data: list bez daty i
miejsca. W prawym rogu u góry notatka inną ręką: „koniec 1906 lub
początek 1907 r."
[1] Kazimierz Pilsudski
(1871-1941) - syn Józefa Wincentego i Marii z Billewiczów, przed l
wojną światową związany z Petersburgiem, w Polsce Odrodzonej pracował w
bankowości, później w Najwyższej Izbie Kontroli w Warszawie, był żonaty
z Julią Louvar. Po napaści Armii Czerwonej na Polskę aresztowany w
Wilnie (1939), wraz z bratem Janem przeszedł przez więzienia sowieckie,
m.in. Łubiankę i Butyrki w Moskwie; znękany przejściami w Rosji zmarł w
Bucharze 19 XII 1941.
[2] Ludwika
(Luda) z
Piłsudskich Majewska
(1879-1924) — córka Józefa Wincentego i Marii z
Billewiczów, korespondowała z bratem Bronisławem, jesienią 1903 r.
zamierzała odwiedzić go na Sachalinie, konflikt rosyjsko-japoński
przekreślił te plany; z końcem stycznia 1908 r. poślubiła w Wilnie
Leona Majewskiego, pochowana na wileńskiej Rossie.
[3] Stefania Lipmanówna
(1838-1910) — działaczka społeczna, skoligacona z Piłsudskimi, najmocniej była związana z
Bronislawem i Józefem. Pochowana na cmentarzu Rossa w Wilnie. „Żyła tylko jedną myślą: Piłsudskimi,
ich działalnością konspiracyjną, ich troskami i nadziejami oraz wiarą w wyzwolenie Polski" (T. Katelbach,
Połąga [w:] „Lithuanica". Materiały dotyczące spraw litewskich, s.
21-22. Zbiory Instytutu im. Józefa Piisudskiego w Nowym Jorku).
[4] Zofia
Baniewiczówna (ur. ok. 1868) - córka
Michała i Heleny Baniewiczów, pierwsza miłość Bronisława
Piłsudskiego, po opuszczeniu Wilna zamieszkała na stałe w Petersburgu; wyszła za mąż
(nie znamy nazwiska jej męża), miała dwie córki, młodszą Aldonę oraz starszą, uczęszczającą
wówczas do szkoły, którą autor listów określał mianem: „Kota".
[5] Maria z
Baniewiczów Żarnowska
(ok. 1869-1911) — córka Michała i Heleny Baniewiczów, siostra Zofii,
Juliana i Leona; po zesłaniu Bronisława Piłsudskiego na katorgę sachalińską, w 1889 r.
poślubiła Jana Nepomucena Żarnowskiego. Dotknięta nieuleczalną chorobą (rak piersi), w maju 1911 r.
zmarła w Petersburgu, spoczywa na cmentarzu na Rossie w Wilnie.
[6] Zenona Piotrowska
— siostrzenica Heleny Baniewiczowej, mieszkała razem z ciotką i jej córkami Marią i Zofią
w Wilnie i w Petersburgu, uzdolniona muzycznie kształciła się w petersburskim
konserwatorium, utrzymywała się z pracy biurowej.
[7] Maria z Billewiczów Piłsudska (l 842-1884) — córka Antoniego Billewicza
i Heleny
Michałowskiej, od 1863 r. żona Józefa Wincentego Piłsudskiego; miała
dwanaścioro dzieci, w tym Bronisława i Józefa. Zmarła l IX 1884 w
Wilnie, pochowana w Sugintach; w czerwcu 1935 zwłoki jej przewieziono z
Sugint do Wilna i tymczasowo złożono w kaplicy kościoła Św. Teresy; 12
V 1936 trumnę umieszczono w krypcie na cmentarzu Rossa w Wilnie, obok
trumny ustawiono urnę z sercem Marszałka Józefa Piłsudskiego, na płycie
grobowej zamykającej kryptę wyryto napis: ,,Matka i Serce Syna".
[8] Ludwika Hołownina
-
ciotka Bronisława Piłsudskiego, w swym wileńskim mieszkaniu urządzała
przyjęcia i bale; w jej salonie bywali młodzi Piłsudscy, a także m.in.
Helena Baniewiczowa z córkami Zofią i Marią oraz siostrzenicą Zenoną
Piotrowską. Spotkania towarzyskie poświęcano też literaturze polskiej.
Józef Piłsudski m.in. czytał Pana Tadeusza
A. Mickiewicza.
[9] O sprawie tej w
Dzienniku B. Piłsudskiego (zapiska z 3 III 1885) czytamy: „Zosia
trochę
pobrząkała na usilne moje prośby. Matka tymczasem wyniosła się swoim
zwyczajem i zasnęła. Ja wiedząc, że ona zawsze wyłazi ze swego pokoju,
skoro tylko my grać przestaniemy, zacząłem prosić Marynię. Ta na koniec
musiała się zgodzić i grała, a ja z Zosią koło pieca gruchaliśmy jak
gołąbki [...]. Marynia przez len czas grała".
[10] Tu urywa się fragment nie
ukończonego listu i nie wysłanego do Petersburga.
Droga Marynio,
już kilka miesięcy jak jestem w kraju polskim, jednak niezupełnie się
jeszcze czuję u siebie. Już nieraz postanawiałem pojechać do zupełnie
rodzinnego miejsca, lecz ostatecznie po namyśle i radach innych
odkładam do czasu, gdy się uciszy cokolwiek. Te plany moje
powstrzymywały mię od napisania wam listu. Tak mi się chciało zobaczyć
się, ale wolałem zrobić to bez uprzedzenia, by urządzić powitanie
znienacka. Zapewno że mię byście nie poznały. Jeżeli tylko wjadę do
granic rosyjskich, to zapewno zasiądę w Petersburgu, dokąd mię wzywają,
mógłbym mieć zajęcie przy Akademii Nauk [1],
Tam najlepiej było by mi opracować i wydać materiały etnologiczne,
którem zebrał. Ale jeszcze los na to mi nie pozwala, muszę trochę się
potułać i po Europie.
Co
to teraz w waszej rodzinie się dzieje? Czy mama zdrowa? Gdzie Zosia,
jak się czuje? Zenia czy nie wyszła za mąż? Leon i Julek [2] co robią?
A
brat Zeni [3]
zapewno
już pułkownikiem, jeżeli nie porzucił tę przeklętą służbę. A ty Marynio
zapewne się zmieniłaś, już nie pozwoliłabyś siebie traktować, jak
kiedyś za niedouczonego podlotka, z kr[n]ąbrnym
charakterem.
Napisałem
raz list,
przepełniony wspomnieniami z tych drogich dla mnie czasów, które na
zawsze zostaną złotemi, najlepszemi w mem życiu. Ale nie dokończyłem go
i nie posyłam*.
Od czasu jak
dałyście mi telegram na święta Bożego Narodzenia w 1903/[190]4 r. nie
miałem o was wiadomości. Trochę mi opowiadał prof. Morozewicz [5],
który
tutaj jest w Krakowie i u którego mieszkałem po przyjeździe cały
miesiąc. A też słyszałem coś niecoś i od Cioci Stefki, która
przyjeżdżała, by zobaczyć swego siostrzana. Wyobraźcie [sobie] chcą mię
siostry i ciotki ożenić i odebrać mi złotą wolność, zaprząc do jarzma
rodzinnego. Lękają się o zaniknięcie rodu Piłsudskich. Jestem w wielkim
kłopocie, bo właśnie życie teraz mi i jednemu jaśniej się uśmiecha. A i
do zapaleń miłosnych człek już mniej zdolny. W sercu ognia mniej. Czar
wiosny życia ulotnił się i nazad go nie wrócisz. Wszak mam
czterdziestą! No póki co to wojuję i skutecznie. A więc wiwat wolny
semper stan!
Objechałem
Japonię i Amerykę. Po życiu w dzikich lasach i górach Sachalinu, wśród
jednostajnego tła pierwotnych stosunków moich miłych tubylców, ogrom
nowych wrażeń i tempo życia kulturalnego męczyły mię i męczą w większej
ilości używane. Klimat też niezupełnie mi służy. Ta zmienność atmosfery
wpływała, że miałem tu już cztery razy influencę. Ale pal ją sześć.
Na lato wybieram się do
Zakopanego. Czy nie moglibyśmy się spotkać. Wszak zapewno wyjeżdżacie z
dusznego Pitra choć na parę miesięcy.
Redaktorka „Nowego
Słowa" [6], kobiecego pisma w Krakowie jeździ po
Król[estwie] Polsk[im],
propagując związek dążący do równouprawnienia kobiet. Chciała pojechać
i do Petersb[urga] i tam mieć
odczyt dla kobiet polskich. Czy to by jej
się udało. Czy mogłaby powrócić koszta podróży i przeżycia w
Pitrze. Jeżeli
możesz, to wskaż do kogo się udać. W „Nowym Słowie"
jest i mój artykuł
o japońskich kobietach [7], z
którymi się zaznajomiłem. Wypiszcie i
propagujcie to pismo — będziemy wdzięczni (adres ul. Szujskiego 7,
„Nowe Słowo").
Na ten raz przerwę, bo nie wiem, czy zechcecie mi odpowiedzieć.
Serdecznie ściska was wszystkich wasz stary braciszek Broniś.
Czy był dr Podlewski [8], z którym się poznałem w Japonii?
2 Data: ,,Kraków. Topolowa 16". W lewym
górnym rogu listu: „16/IV 1907 r."
[1] B. Piłsudski po nielegalnym
opuszczeniu Syberii w 1905 r. już nigdy nie przekroczył granic rosyjskiego imperium,
nie był w Petersburgu, nie odwiedził też rodzinnej Litwy; w okresie represji po rewolucji 1905
r. obawiał się ponownego zesłania na Sybir.
[2] Julian i Leon
Baniewiczowie w 1886 r. z matką Helena Baniewiczowa i
siostrami, Marią
i Zofią, wyjechali z Wilna do Petersburga, gdzie mieszkali jeszcze
przed l wojną światową. Julian był żonaty;
informacje S. Pawłowskiego jakoby jeden z braci w 1948 r. zmarł w
Milanówku nie
zostały potwierdzone. W tym miejscu uprzejmie dziękuję Pani Zofii
Żuławskiej za przeprowadzenie
gruntownej kwerendy archiwalnej dotyczącej rodziny Baniewiczów.
[3] Zapewne Bohdan Piotrowski,
oficer armii rosyjskiej, w 1907 r., kiedy był w garnizonie w Omsku „wychodził do dymisji". Drugi z
braci Zenony, Roman
Piotrowski, był wówczas zatrudniony w konsulacie
rosyjskim w Mediolanie, korespondował z Marią Żarnowską.
[4] Zob. list 1.
[5] Józef Marian
Morozewicz (1865-1941) — mineralog i petrograf; po
zakończeniu wyprawy
na Wyspy Komandorskie w 1903 r. zatrzymał się na Sachalinie, gdzie
poznał B. Piłsudskiego
i zajął się przewiezieniem jego kolekcji etnograficznej. W 1904 r.
powołany na stanowisko
profesora mineralogii Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1918 r. członek
czynny PAU. Po powrocie
Piłsudskiego z Sachalinu, znajomość obu uczonych
została odnowiona. Ożeniony z Walentyną z Kraszewskich,
miał córkę Zofię, zamężną Różycką.
[6] ,,Nowe Słowo'', dwutygodnik
społeczno-literacki, redakcja: Kraków, ul. Józefa Szujskiego 7, od 1907 r. przy
ul. Szewskiej 21. Pismo założyła i redagowała Maria z
Prus-Głowackich Wiśniewska
(pseud. Maria
Turzyma, ur. ok. 1850-1922), pisarka okresu Młodej Polski, walczyła o równouprawnienie
kobiet. W Zakopanem (ul. Krupówki 78) prowadziła Pensjonat Dietetyczny „Hygea", w
którym na przełomie 1907/1908 r. mieszkali Józef i Bronisław Piłsudscy.
M. Wiśniewska,
uczestniczka walk o niepodległość, była odznaczona Krzyżem Virtuti
Militari; zm.
21 sierpnia 1922 r. we Lwowie.
[7] B. Piłsudski,
Kobiety
Wschodu. Japonka [w:] „Nowe
Słowo", R. VI: 1907, nry 7, 9-12.
[8] Bliższych danych nie
udało się ustalić. Może to Kazimierz Poraj Podlewski, lekarz specjalista chorób skórnych i
wenerycznych, w 1913 r. mieszkał we Lwowie przy ul. Zimorowicza 5.
3
[Kraków], 22 X-24 X [1907]
Moja
ty droga Maryńciu,
unosi cię chyży pociąg
coraz bliżej do twych drogich kochających istot, a ja tylko myślą
podążam za tobą czując się coraz dalej od Ciebie, ale nie od twego
serca. Do niego też ślę te słowa swego sprawozdania, które ci obiecałem
zdawać szczerze i akuratnie.
Przejechałem się
wygodnie w II klasie dzięki tobie. Nie mogłem jednak czytać i
książeczki przywiozłem nietknięte. Nieposłuszna myśl rwała się w inną
stronę, nie chciała znać ani Eskimosów, ani Murzynów, gdy los pozbawił
mię mej małej. Drżałem o ciebie, czy dobrze przejedziesz
najprzykrzejsze miejsca. Powodu nie było, zdaje się, ale czemuś
zjawiały się wątpliwości.
Do Landych [1] była
pierwsza moja wizyta po przyjeździe do Krakowa. Malinowskich nie było,
potem się dowiedziałem, że oni byli u mnie. Opowiedzieli mi Landowie
dziwną ich historię. Rodzice ich rozstali się już dawno i córka
wychowywała się przy matce (akuszerce), syn przy ojcu w Warszawie. Brat
kocha bardzo siostrę, ale jest zasmucony jej kierunkiem, a głównie jej
lekkomyślnością. Ona prawie co miesiąc ma nowych narzeczonych. Ja
przypisuję to zupełnie wpiywom Wschodniej Syberii, gdzie na l kobietę
zawsze 5-8 mężczyzn przypadało i już w 6-7 letniej dziewczynce
rozwijano istotę drugiej pici. Okropna gmatwanina wychodzi u tego
młodego przyrodnika. On nie wie formalnie jak wybrnąć. Rodzice jego
chcą go koniecznie rozłączyć z żoną (nieślubną) i dlatego dają mu
środki, jeżeli pojedzie za granicę, siostrę bez niego też nie
puszczają, a tymczasem żona niezdrowa i go wzywa nazad; a tam nie ma co
robić, jeść.
Byłem u Morozewicza.
Rzeczywiście okazało się, że ani żony, ani córki jego nie ma. Zapraszał
mię przenieść się do niego, ale ja się nie zgodziłem. Grubość,
lubowanie się sobą tak mię od niego odstręczają. Rad nawet byłem, że
żona nie spieszy jechać, może zaczyna go bojkotować i choroba jej
krewnej może jest zmyśloną. Bardzo jednak prosił, by przyjść do nich,
gdy wrócisz. Wyrażał niezadowolenie, że nie napisałem adresu swego i
nie mógł przyjść nas odwiedzić.
Wieczór od 8½
spędziłem w [sali] jadalnej
pensjonatu. Kilku z młodzieży rozpytywało
się o Japonię i zbyt się zapaliłem opowiadając, bo wyszedłem stamtąd
tylko o 11-ej. Nie miałem męstwa wypowiedzieć, że się wynoszę jutro, bo
stara tak uprzejma; dała mi mleka czy śmietanki do herbaty, prawi
komplementy, dowodzi, że im będzie smutno, gdy ja wyjadę itp.
Samotny,
pusty pokój
czekał mię po kolacji. Wieczór zimny powiększał jeszcze poczucie
osamotnienia, którego już więcej pięciu miesięcy nie zaznałem. Ale i ty
moja miła źle spędzasz tę pierwszą noc po rozstaniu. Jeżeli nie śpisz w
tej chwili, to przyjm mój długi, szczery całus.
10/23. Wczoraj napisałem list do Mamy, a dziś go wrzuciłem. Wyszedł
krótszy niż oczekiwałem, bo już byłem bardzo zmęczony.
W gazetach dzisiejszych
przeczytałem o zderzeniu się pociągów na kolei iwangorodzkiej
[dęblińskiej] i przelękłem
się na razie, wnet się jednak przekonałem,
że to nieszczęście stało się do twego przejazdu; mogło to wszakże
wstrzymać cię trochę w drodze i wpłynąć na opóźnienie.
Poślę
ci ten list wprost do Pitra, bo w Wilnie byś go nie otrzymała już.
Przyjechali Ziukowie [2] i
z nimi spędziłem wieczór. Nawet zgrzeszyłem, bo wypiliśmy po dwa
kieliszki wina. Ziuk wygląda dobrze, ale Marysia bardzo źle. Chce
zwrócić się do lekarzy.
Cały
dzień miałem
rozerwany, bo chodziłem to w sprawie Płoskich [3], to
dla sprzedaży
biletów na koncert. Wyobraź sobie, że w kawiarni, dokąd zabrnąłem dla
widzenia się z niektórymi facetami, mię zrysowano. Zauważyłem, siedząc
koło stolika z kilku znajomymi, że ktoś na mnie patrzy, bo zwykle czuję
jakiś niepokój wówczas. I rzeczywiście odnalazłem jegomościa
niejakiego, który uporczywie na mnie spoglądał. Lecz zamiast zaprzestać
tego, gdym już ja zaczął przypatrywać się jemu, on prędko podnosił oczy
i znów je spuszczał,
tak
że mi się wydal
nienormalnym. Tylko gdy zwróciłem uwagę swego sąsiada on mi objaśnił,
że ten pan zajęty jest zrysowaniem. Podskoczył mój znajomy do niego i
zobaczył w ręku mały kajecik ze szkicem. Zrobiliśmy hałas (nieduży
wprawdzie) i ci wynieśli się szybko, oglądając się na nas z niedobrze
mówiącymi minami. Co to jest, trudno powiedzieć. Kelner upewniał nas,
że to doktor jakiś ze swym synem malarzem; ale możliwie, że są to złe
dusze austriackie, albo nawet sąsiedniego kraju. Landy się śmiał z tego
i powiada, że będziesz miała przyjemność oglądać mię wkrótce w
jakimkolwiek humorystycznym piśmie, w jakiejś niezwykłej pozie i
otoczeniu. Pal ich licho. Tak nie cierpię te kawiarnie i po jednym
razie tak się wpakować.
11/24.
Moje przenosiny
wywołały popłoch. Pani Jakubowska [4] wyra[ża]ła żal, nagadała tysiące
kompiementów i mnie, a tobie zdaje się jeszcze więcej. Zaprasza
usilnie, by zajeżdżać do niej. Młodzież niby zażalona, bo czuła się
niby tak dobrze z nami.
Malutka
ty moja. Czy
dobrze sobą [się]
opiekujesz? Tutaj raptownie zjawił się chłód i coraz
to zimniej. Żebyś tylko się nie przeziębiła. Otrzymałem odkrytkę twą i
ucieszyłem się tak, iż gotów byłbym całować wszystkich..., ale nikogo
odpowiedniego nie było pod ręką.
Smuci
mię, że wahasz się co do Wilna. Czyżbyś go musiała ominąć?
Dzisiaj
cały ranek
biegałem w sprawach swoich i Płoskiego. Coraz więcej ciągnie mię do
Lwowa, bo tam łatwiej o miejsce. Były dwa i bardzo sympatyczne: jedno w
redakcji pisma poświeconego emigracji. Piszę dziś list redaktorowi,
robiąc ofertę, jeżeli nie co do siebie, to dla Płoskiego.
Panna
Malinowska [5]
staje
się moją pupilka; obiecuje mi poznać się w Paryżu ze wschodnimi ludami
i być moją korespondentką w sprawach mię interesujących. Ciotka jej
chodzi do konserwatorium w Krakowie. Chce się dowiedzieć szczegółów dla
ciebie, mała.
Przerwała
się u ciebie teraz myśl galicyjska i wracasz zapewno z ochotą do
starego trybu życia i myśli petersburskich.
Bardzo
możliwie, że
otrzymam zamówienie napisać niedługi popularny opis
geograficzno-etnograficzny (o Gilakach i Ajnosach), więc koniecznie
trzeba by dowiedzieć się i w Pitrze u wydawców, czy nie dadzą mi
zamówienia takiego samego [6].
Trzeba tylko umawiać się więcej
detalicznie. Z wydawcami czy sama, czy przez kogo pewnego będziesz
musiała pomówić i w innej sprawie, o której ci nic nie mówiłem przed
odjazdem, ale o tym w drugim liście. Teraz się spieszę posłać choć tę 2
ćwiartki.
Panna
Wanda
Chrząstowska [7]
pisała Jadwidze, żeby się dowiedziała o adres Jasia [8],
chce mu napisać. Dopytują się o fotografie obiecane.
Zaraz
po powrocie do
Zakopanego przejeżdżamy do Turzymy. Marysia grozi, że oczekuje mię
praca układania i przenosin. W Zakopanem rozpoczęły się też mrozy.
Czy
starczy ci moja droga monety? Staraj się jak najprędzej wydobyć coś za
rękopisy i póki co nie posyłaj.
Uściskam
cię mała moja,
zielone oczki twoje załzawione stoją stale przede mną. Pierwszej nocy
śniłem cię, ale tak krótko. Było to jedna twoja główka spuszczająca się
z góry. Widziałem ją jasno jak żywą. Zbliżyłaś się do mnie, złożyłaś
całus, ja się obudziłem, a ty znikłaś! Ach czemu tak prędko?
Twój dręczyciel Broniś. Twoich
wszystkich uściskam.
3 Data: „9-22/X". W
lewym górnym rogu podany nr listu: „I"
oraz uwagi: „listy numeruj, będę
pewniejszy, że nie tracą się". W prawym górnym rogu: „Po otrzymaniu
tego listu adresuj do Zakopanego; adres tymczasem stary". Jest
to
pierwszy list Piłsudskiego do Żarnowskiej pisany po jej wyjeździe z
Zakopanego do Petersburga.
[1] Aleksander
Robert Landy (1881-1969) — lekarz pediatra, działacz
społeczny;
relegowany z Uniwersytetu Warszawskiego (1905), studia ukończył w
Krakowie, gdzie 25 I 1908 uzyskał dyplom
doktora nauk
lekarskich; wkrótce wyjechał do Moskwy, gdzie pracował w szpitalach
dziecięcych; w grudniu 1921 r. wrócił do Polski; był żonaty z Romaną
Golde.
[2] Józef Piłsudski
(1867-1935) — pierwszy Marszałek Polski i jego pierwsza żona Maria Kazimiera z
Koplewskich Piłsudska
l° v Juszkiewiczowa (1866-1921), w publikowanej korespondencji
Bronisław swego brata Józefa stale nazywa zdrobniale Ziukiem, a bratową — Marysią.
[3] Edmund W. Płoski
(1859-1942) - prawnik, Sybirak, na zesłaniu (16 lat katorgi) towarzyszyła mu poślubiona w
1883 r. Maria Zofia z Onufrowiczów (1862-1922);
na Sachalinie
B. Piłsudski zaprzyjaźnił się z Płoskimi, którzy po powrocie z Syberii
również zamieszkali
w Krakowie.
[4] Zapewne Florentyna
Jakubowska — właścicielka pensjonatu przy ul. Lenartowicza 2
(narożnik
ul. Siemiradzkiego), gdzie jesienią 1907 r. mieszkał Piłsudski z
Żarnowską przed jej wyjazdem do Petersburga.
[5] Bliższych danych nie
udało się ustalić.
[6] Książka poświęcona
tubylcom Sachalinu nie została napisana, choć Piłsudski w swej
korespondencji wciąż powracał do tej sprawy. W liście pisanym 10 XII
1907 do Futabatei Shimei czytamy: ,,w
najbliższym czasie zajmę się
wspomnieniami. Jest na to popyt [...]. Byleby tylko znaleźć wydawcę".
[7] Wanda z
Chrząstowskich Gudowiczowa,
Gudavićius-Gudas (zm. po 1964) — żona lekarza, prof.
uniwersytetu kowieńskjego (1935-1941) Pranasa
Gudowicza, Gudavićiusa
(1876-1956), pochodziła z rodziny ziemiańskiej spod Telsz. Ukończyła
gimnazjum w
Kownie, studiowała historię na uniwersytecie w Petersburgu i w
paryskiej Sorbonie; od r. 1907 była nauczycielką historii w
progimnazjum (1907-1909), a następnie w gimnazjum (1909-1915) w Telszach, które założyli
związani z ruchem litewskim Stanisław Narutowicz i jego żona spokrewniona z Piłsudskimi,
kierująca szkołą Joanna (Hanna) z Billewiczów. W 1944 r. oboje Gudowiczowie wyemigrowali na
Zachód, ostatnie lata życia spędzili w Stanach Zjednoczonych, zob. L. Mitkiewicz,
Litwinka o
Ziuku [w:] „Wiadomości",
Londyn 11 X 1964, nr 41.
[8] Jan Żarnowski
(l890-1950) — syn Jana Nepomucena
Żamowskiego i jego pierwszej żony Marii z Baniewiczów,
historyk sztuki, konserwator w petersburskim Ermitażu, pracownik
Biblioteki Polskiej
w Paryżu związanej z PAU. Latem 1907 r. odwiedził matkę bawiącą z B.
Piłsudskim w Karlsbadzie.
Pochowany podobnie jak Piłsudski na cmentarzu polskim w podparyskim
Montmorency.
4
[Kraków], 27 X 1907
Marusia moja droga,
dwa dni ci nie pisałem,
będąc ciągle w wichrze dla siebie niezwykłego życia. Dziś postanawiam
przebyć już dzień ostatni w Krakowie i jutro koniecznie jadę do
Zakopanego, bo już obszedłem wszystkich, zrobiłem to, co nakreślałem i
tak już się zamęczyłem z tym ciągłym obcowaniem z ludźmi, że chcę się
uspokoić w ciszy zakopiańskiej, gdzie tak łatwo być po kilka godzin sam
na sam lub na łonie pociągającej ku sobie dusze marzycielskie przyrody.
Ty malutka przeciwnie,
rozkoszujesz się teraz miłym towarzystwem swoich i znajomych i czujesz
się chyba coraz lepiej pod wpływem atmosfery stolicznego życia. Ciesz
się Marusia, uciesz i ich, naszych drogich zapracowanych i zapewno do
ciebie stęsknionych.
Opowiem ci o swoich
peregrynacjach [1] i
spotkaniach. Tego dnia, gdy wysłałem ci list, byłem
dość długo u Wasilewskiego [2],
literata, którego ty
widziałaś
w Zakopanem.
Żonę jego, wielką sympatie Ziuka, znałem już, a u nich byłem po raz
pierwszy. Przesiedziałem dłużej, niż zamierzałem, bo tak się przyjemnie
czułem w ich towarzystwie. Dużo też praktycznych rzeczy dowiedziałem
się, które się przydać mogą. On już dawno pisze i żyje tylko z zarobku
literackiego. Pisuje i po rosyjsku. Bezwarunkowo otrzymuje on tam
więcej, lecz stosunki cięższe, trzeba koniecznie mieć kogoś, kto
chodziłby, dobijał się osobiście o zamówienia, wydobył pieniądze itd.
Robi mu to siostra jego. Na listy nie odpowiadają zwykle i mało można
dopiąć jedną korespondencją.
Więc widzisz moja
droga, że ty masz duże zadanie i bez twej pomocy nic wyjść by nie
mogło. Po rękopisy trzeba koniecznie chodzić po kilku dniach, bo bywa,
że po kilku miesiącach zaledwie wracają z odmowną odpowiedzią. Przy
zamówieniach zawsze prawie dają zadatek.
No ale dość ci o tej
prozie życiowej słyszeć, gotowaś odrzucić list na stronę, tym bardziej
jeżeliś tylko co po śpiewaniu jakiej arii, unoszącej daleko od ciężkich
warunków naszego życia.
Wolę więc ci opowiedzieć o moich wywiadach co do szkół śpiewu.
Pani Wasilewska
słyszała o lwowskim konserwatorium dużo dobrego, ale to rzeczy
ogólnikowe. Więcej cię zainteresuje taki fakt. Krewna panny
Malinowskiej [3] uczy
się w Krakowie u Lalewicza [4] i
Horbowskiego [5].
Jest to
młoda lat 23-24 panna, ze ślicznym głosem, wysokim sopran[em]
koloraturowym. Jeszcze w gimnazjum, które ukończyła w Eupatorii [6],
marzyła o scenie i do niej się przygotowuje teraz. Kończy w tym roku i
jedzie potem na czas jakiś do Mediolanu. Jak widać i Horbowski
przygotowuje artystk[i].
Podoba ci się zapewno i to, że ta panna
Certowicz tak się żenuje, że w gimnazjum zgadzała się śpiewać spoza
parawanów, nie śpiewa nigdy przy krewnych i stara się nawet o tym nie
mówić, rzadko bardzo się zdarza, że wypowie swą myśl wymarzoną. Ona
uczyła się w Odessie, ale po pogromach razem z prof. swoim Lalewiczem
ona i drugie uczenice przeniosły się do Krakowa. Możliwa rzecz, że
poznam ją dziś na koncercie na rzecz emigrantów i dowiem się nowych
szczegółów, bo panna Malin[owska]
nie może dobrze rozpylać pomimo moje
wskazówki.
Panna Wanda
Chrz[ąstowska] pisała swej
siostrze Jadwidze prosząc o adres Jasia,
jeżelibym ja uważał i teraz, że jej listy mogą być korzystne dla niego.
Pozostawiając
ostateczną decyzję szanownej twej osóbce, jednak potwierdziłem swą
uprzednią propozycje i prośbę. Oczekują obie panny [na] fotografie
obiecane przez twego synalka.
Wieczorem tegoż dnia
byli u Płoskich Ziukowie. Wspominaliśmy ciebie, robiliśmy
przypuszczenia co do twego pobytu w Wilnie. Czyżbyś go minęła? Jak moja
pieszczotka twój kaszel? Jak ukończyło się twe niezdrowie? W jakim
stanie stanęłaś przed [gronem]
srogich krytyków —mamy, sióstr i braci.
Napisz mi otwarcie, bo bardzo się niepokoję, że będą napadali, iż mało
się poprawiłaś, a w tym i moja duża wina. Nie wiem, czy uwierzą, że
nadal będę więcej dbał o ciebie i śledził, byś szanowała swe zdrowie.
Może mi tylko schlebiałaś czasem dowodząc, żeś się poprawiła przy mnie,
a nawet z niektórych stron dzięki mnie.
Ogromnie zasmuciła rnię
Ziukowa. Ona tak źle wyglądała po przyjeździe 1 rzeczywiście silnie
chora. Chodziła już do jednego doktora i ten jej wskazał poważną
operację. U niej jest jakiś nowotwór na macicy i przy pomocy cięcia
cesarskiego mają jej wyrżnąć go. Jednak potem już na pewno nie będzie
mogła być matką. To ostatnie ją ogromnie smuci, bo mieć dzieci było od
dawna jej najsilniejszym marzeniem. Pisywała mi czasem o tym, gdy
jeszcze się znaliśmy.
Nowotwór
taki czasem sam usycha i znika, ale u kobiet w wieku dojrzalszym, a u
niej jest obawa, że może zbyt się rozróść. Sama jeszcze nie wie, co ma
robić. Bo główna jej chęć, to stać się płodną i uszczęśliwić Ziuka
potomkiem.
Moja ty mała Marynko,
gdybyś ty zwróciła należytą uwagę na tę stronę twego zdrowia, nim nie
będzie późno... Na wpół obiecałaś, że poradzisz się, a może nawet się
poleczysz, o ile będzie wygodnym tam u swoich.
Zapewno trochę się
niecierpliwisz mojem grzędzeniem [zrzędzeniem]
i nie tego oczekiwałaś
od moich listów. Wybacz jak to robisz nieraz, dzięki swej
wyrozumiałości i czytaj dalej bez marszczenia czoła, na którym składam
ci braterski pocałunek.
Byłem drugiego dnia u
Szymańskiego7. Przyjemny i przyjazny dla mnie człowiek. A biedny syn
jego to rzeczywiście jakiś W7suszony cień, słabe echo swego trochę
zdziwaczonego ojca. Zastałem ich za herbatą na wpół ubranych. Oprócz
samowaru i bułek na stole stał duży garnek kapusty. Spożywali ją
jarosze zamiast masła i sera. Wydobyłem u Szym[ańskiego] jego nowelki
w tłómacz[eniu] [!]
niemieckim dla Japończyków. Dowiedziałem się, że
Szymańscy mają sporo środków. Żyją bardzo nie skąpo, zajmują 4 pokoje i
tracą duże środki na zbieranie biblioteki pedagogicznej. Mają już
więcej 2000 tomów, z tych dużo rzadkich i drogich dzieł. Jednak co do
poparcia Płoskiego i znalezienia mu zajęcia, to mało wskórałem:
obietnicę, że się z tym i owym pomówi. Ja i sam też mam widoki otrzymać
jaką stalszą pracę przy redakcji, bibliotece lub
muzeum, ale wprost
o tym nie mówię, gdyby znalazło się coś dla Płoskiego, to byśmy mogli
wykombinować, dla którego byłoby to odpowiedniejszym.
W tej sprawie zaszedłem
do jednej panny Okołowiczówny, brat [8]
której ma duże stosunki we Lwowie
i niedawno poszukiwał kogokolwiek dla pomocy w nowym wydawnictwie
„Polski Przegląd
Emigracyjny". Zadurzyła mi głowę ta panna, bo trochę
narwana i nie wiem, czy szczerze, ale przejęła się propagandą moją o
zbliżeniu się do Wschodu i rwie się teraz do Japonii. Prosi o
rekomendację i wskazówki. Wybiera się pojechać do Japonii na parę lat.
Obiecuje, że dołoży starań, by moje projekty się urzeczywistniały.
Wizyty te w końcu
miasta i obie dość długie rozbiły mi dzień i przeszkodziły mi zjeść
obiad. Poszedłem już wprost do Landych, dla ułożenia rzeczy. One mnie
ogromnie krępują. Dużo bym zabrał z sobą nawet na miesiąc, ale tak się
nie chce ciągać tam i na powrót. Rzeczywiście nieokreśloność dalszego
pobytu nawet w ciągu zimy bardzo daje się we znaki i krępuje. Wolałbym
nawet zostać na czas twej nieobecności w Krakowie, bo tu bym mógł z
walkami przyjść do ładu. Nie dostałem dotychczas fonografu i zapewno
znowu się odłoży to na czas nieokreślony.
Moja pięknotka, jakżeż
tam podobał się twój kapelusz? Czy otrzymujesz nagonki, że zaniedbałaś
estetykę co do swej osoby?! A może rozumieją, że i ta przyjemność
bujnie się rozrasta, gdy są porninione inne strony wielce złożonego i
niełatwego życia inteligentnej jednostki w nasze krytyczne czasy? Chce
się mi wierzyć, że są wyrozumiałymi, jak i to moja droga, że ty nie
bardzo na mnie w tym kierunku wygadujesz. Na pewnej przestrzeni, z
daleka, może prędzej się przekonasz, że nie jestem stretyczałym[!] lub
zdziczałym człowiekiem, lecz tylko spokojnie godzącym się z
koniecznością dławiąca człowieka nie bogatego.
Dzień wczorajszy znowu
przeszedł w wizytach. Limanowskiego [9]
złowiłem na koniec w „Naprzodzie".
Mocno żałował staruszek, że cię nie poznał, bardzo serdeczny i dobrze
tym razem wyglądał (Szymańscy prosili ci przesłać ukłony). Ogromnie się
cieszył, że ty Litwinka. Gdybyśmy zamieszkali we Lwowie, zajechał by do
nas, bo musi poszperać w tamecznych bibliotekach i przebyć tam jaki
tydzień.
Poznałem trochę bliżej
Heryngów [10].
Wykłady jego idą, ale w „polskich Atenach" jak on mówi mało
jest szczerych Ateńczyków. Po ukończeniu swych lekcji marzy pojechać
do Zakopanego, o ile będzie trwała dobra pogoda. A ta nam stale
dopisuje. Znowu ciepło, a niebo jasne, błękitne; noce ciche, księżycowe.
Wczoraj wieczorem był u
nas twoja sympatia Kon [11],
siedziała i moja pupilka panna Malinowska, a
potem była i Ziukowa. Odprowadzałem ją do domu, lecz zmusiła mnie zajść
do kawiarni na herbatę, do „Secessji" [12].
Gdy wracałem do domu
było już w pół do 12-ej. Kraków spał snem zacnych ludzi, niczym
niezaniepokojonych. Na rynku zawsze ślicznie wyglądającym w jasna noc
spotkałem kilkaset maszerujących ze śpiewem „Marszu Dąbrowskiego"
akademików [13].
Ugrupowali się przed pomnikiem Mickiewicza i tutaj z
głowami odkrytymi śliczny chór głosów mieszanych prześpiewai „Boże, coś
Polskę". Stanąłem pod filarami Sukiennic i przysłuchiwałem się tak
błogo mnie usposabiającej scenie.
Miłość
dla ojczyzny,
połączona stale z tym szczerym głębokim smutkiem (a nie z arogancją, z
zarozumiałością i nienawiścią dia wszystkiego, co obce), ma dla mnie
zawsze ogromny urok. Uczucie takie podnosi człowieka, może wzbudzić dla
niego uszanowanie. Była to młodzież studencka narodowo-demokratyczna,
która wracała z wiecu w uniwersytecie. Nie wierzyło się, by wszyscy ci
tak silnie bolejący za swój kraj szarpany poszli ślepo w ślady za
menerami [przywódcy stronnictwa
politycznego] politykanów
narodowo-demokratycznych.
Marysio maleńka,
dzieweczko wątła, jak też przenosisz chłody? Czy nie marzniesz w nocy?
Długo nie mogłem zasnąć, myśląc o tobie, a nogi tymczasem musiałem
ogrzewać, by choć cokolwiek przybliżyć je do temperatury reszty ciała.
Wybierałem
się już dziś
pojechać do Zakopanego, ale chciałem pójść na zebranie ludowe, zwołane
przez Guciuka Wróbl[ewskiego] [14] i innych w sprawie prostytucji.
Jest to
pierwsze zebranie zwołane w tej sprawie w Galicji. Dotychczas
p[r]uderia, fałszywa cnota
nie pozwalała władzie[!] dać
podobne
zezwolenie.
Gorące
były debata.
Ślicznie mówił Dr Bobrowski [15],
socjalista, zapatrujący się trochę
głębiej niż Guciuk na tę kwestię. Ostatni nie tyczy się podwalin tej
choroby społecznej — wadliwego ustroju społecznego. Jednak jako
człowiek oddany swej pracy wierzy, że podniesieniem charakterów,
obyczajowości możemy złagodzić nasze rany społeczne. Jeżeli będą
szczegółowsze sprawozdania, to ci poślę, lub zostawię do twego
przyjazdu.
Wszak
nastąpi on,
Maryniu? Jednak nie krępuj się maleńka, gdybyś dla jakichś powodów
uznała za potrzebne do mnie nie wracać. Pamiętasz raz w Karlsbadzie,
całą noc przepłakałem i przesmuciłem się walcząc sam z sobą na myśl, że
to szczęście, które mi dałaś, kiedykolwiek sama odbierzesz. Przemogłem
siebie i wówczas jeszcze postanowiłem, że muszę znieść cios jak
najspokojniej. Masz swobodę wyboru..., ale tymczasem, nim mi nie
zawyrokowałaś, uściskam cię tak jak kocham ciepło,
silnie i długo;
całuję twe piękne, choć duże usteczka. Twój Broniś.
Mamie całuję rączki, Zosię, Zenię,
Jasia, Juluka, Leona uściskam.
4 Data: ,,14/27 października 1907 r.". W
lewym górnym rogu podany nr listu: „II".
[1] W autografie:
perygrinacjach.
[2] Leon
Wasilewski (1870-1936) — pisarz,
historyk, polityk związany z Józefem Piłsudskim, jeden z twórców
i członek PPS, redaktor „Przedświtu".
[3] Bliższych danych
dotyczących Malinowskiej i jej krewnej Certowicz, uczennicy
krakowskiego konserwatorium, nie udało się ustalić.
[4] Jerzy Lalewicz
(1875-1951) — pianista, kompozytor, pedagog, w 1. 1902-1905 profesor
wyższego kursu gry fortepianowej w Odessie, od r. 1905-1912 w
Konserwatorium Towarzystwa Muzycznego w Krakowie, gdzie wykształcił 28
pianistów i pianistek; po wyjeździe w 1921 r. do Buenos Aires był
profesorem gry fortepianowej w Conservatorio National.
[5] Mieczysław Horbowski
— profesor konserwatorium muzycznego w Krakowie; w autografie tu i
niżej mylnie: Chrobowski.
[6] Uzdrowisko w obwodzie
krymskim, nad Morzem Czarnym, starożytna osada Scytów, w XV w.
rezydencja chanów krymskich, w 1783 r. przyłączone do Rosji.
[7] Adam Szymański
(1852--1916) — pisarz, redaktor, Sybirak, od 1903 r. prowadził w
Krakowie działalność pedagogiczną. Syn Adama, Jan Szymański
(1881-1953), odziedziczoną po ojcu książnicę pedagogiczną przewiózł do
Warszawy i połączył z własną biblioteką. Bogaty księgozbiór już po
powstaniu warszawskim został spalony przez Niemców.
[8] Józef Jan Okołowicz
(1876-1923) —publicysta, działacz społeczny, redaktor czasopisma ,,Polski Przegląd Emigracyjny" (Lwów);
jego siostra to zapewne Stanisława Okołowiczówna (l 870-1923) —
nauczycielka, od 1906 r. związana z radykalnym ruchem oświatowym Krakowa, prowadziła prywatną
szkołę początkową; współpracowała z H. Radlińską.
[9] Bolesław Limanowski
(1835-1935) — uczestnik powstania styczniowego, historyk, publicysta, działacz
socjalistyczno - niepodległościowy, blisko związany z Józefem i
Bronisławem Piłsudskimi.
[10] Zygmunt Samuel
Heryng (1854-1931) — ekonomista, publicysta, Sybirak,
działacz
PPS-Frakcji Rewolucyjnej w Galicji; jesienią 1907 r. miał w Krakowie
odczyty o socjalizmie naukowym.
[11] Feliks Kon
(1864-1941) — publicysta, wydawca, Sybirak; w 1907 r. miał w Krakowie odczyty, od 1917 r.
przebywał w Rosji bolszewickiej.
[12] Kawiarnia „Secesja" w
Krakowie otwarta została z końcem XIX w. w narożnej kamienicy przy ul. Wiślnej i św.
Anny, po śmierci J. Skotnickiego (1906) jej właścicielem był Fryderyk Bański. Obecnie Powszechny
Dom Towarowy.
[13] Zapewne jedna z wielu
patriotycznych manifestacji młodzieży narodowodemokratycznej Uniwersytetu
Jagiellońskiego, związanej z utworzoną w 1905 r. organizacją studencką
„Zjednoczenie";
jej prezesem honorowym był prof. Kazimierz Morawski.
[14] Augustyn Wróblewski
- lekarz, propagował idee odrodzenia moralnego w Polsce, walki z alkoholizmem i
prostytucją; w czasie pobytu w Krakowie wydawał pisma: „Czystość", dwutygodnik (1907-1908) oraz
miesięczniki „Przyszłość" i „Przyszłość dla ludu". W liście B. Piłsudskiego
- pisanym z Krakowa (21 XI 1906) do japońskiego
przyjaciela Futabatei Shimei czytamy: „Jeden mój siary kolega, dr Wróblewski,
walczy z pijaństwem i niemoralnością. Organizuje
spotkania, towarzystwa pomocy moralnej itp. Bardzo jest zainteresowany
takim samym ruchem w Japonii. Czy nie mógłby Pan poprosić,
żeby odpowiednie towarzystwa przysłały tutaj swoje wydania sprawozdania o
działalności", zob. M. Ciesielska, Bronisław Piłsudski
i Futabatei Shimei
w świetle korespondencji [...], Stęszew 1994, s. 120.
[15] Emil
Bobrowski (1876-1938) lekarz
krakowski, członek PPS, płk WP, od 1930 senator RP.
5
Zakopane, 29 X 1907
Miła
Maryś,
dziękuję ci droga moja
za twój list z Warszawy. Zaraz po przyjeździe pobiegłem do karczmy, a
potem na pocztę i tam otrzymałem pierwszy twój dłuższy list.
Wyobrażałem cię, maleńka ty dzieweczko, chodzącą po dużym mieście
smutną, samotną, „nie kochaną"... Odczuwałem za ciebie przykrość
położenia podobnego, ale jednocześnie uczucie zadowolenia przebiegło
wstydliwie przez mą świadomość. I samaś temu winna, boś wyznała w
liście, że wówczas lepiej i cieplej wspomniałaś o mnie. Ja zawsze do
głębi duszy się cieszę, gdy widzę, czuję lub słyszę twe zeznanie, że ze
mną tobie dobrze. Już ci mówiłem raz, pamiętasz w ciemnym lesie
jodłowym, do któregośmy zboczyli z ulicy Zamoyskiego późnym wieczorem,
że ciężko mi czuć, stale znosić jedynie poświęcenie twoje dla mnie. A
świadomość, że ja znękany życiem, nadłamany człowiek jeszcze jestem
zdolny dać odrobinę szczęścia mej ukochanej mię podnosi, wzmacnia chęć
do pracy, do walki z przeszkodami życiowymi, daje boską, rzewną, lecz
krzepiącą ducha rozkosz.
Teraz
nie możesz się
skarżyć na samotność. A i przywiązania, hołdu dowodów odbierasz co
chwila bez miary. Czy w takich chwilach przyjdzie ci na myśl twój
Broniś? Czy miłość jego dla ciebie nie wyda ci się zbyt szarą, mało
efektowna i niezadowalniajacą?
Wybacz
Marynko, że cię
zarażam swym ciężkim dzisiejszym usposobieniem. Rozumiem, że to
chwilowy, przemijający stan. Zamiast tylko się cieszyć, jednocześnie
wlewam i truciznę wątpliwości. Jest to wyraz smutku, tak często, jak
wiesz dobrze, mnie nawiedzającego bez przyczyny, który po raz pierwszy
od twego odjazdu tak silnie dławi me myśli i serce.
Od
wczorajszego
wieczoru, gdy się wniosłem do pustego, zimnego mieszkania [1]
naszego,
jestem zupełnie jeden. Grzałem się długo pod dwiema kołdrami twojemi i
nie mogąc zasnąć, czytałem Zycha smutne opowiadanie Rozdziobią nas
kruki i wrony [2].
Oprócz pustki, tak przykrej w mieszkaniu, gdzie się
pamięta inne weselsze życie z drogimi osobami, cięży jeszcze szalony
bezład, chłód i wilgoć, przenikające przez nieszczelne okna z zewnątrz.
Dla dopełnienia i pogoda się zmieniła. Kropi jesienny deszczyk.
Stalowe, ciemne chmury opuściły się na szczyty gór, wiatr posyła
czasami z daleka smętne wycia.
Gaździna
zgotowała mi
na śniadanie jaja i dała mleka, bo Zosi już nie ma. Nie chce się mi iść
na obiad i w ogóle nie ciągnie mię do ludzi. Z konieczności pójdę tylko
do Maryniutki [3]. Ona
ma się dobrze. Stale się poprawia. Pani Gawlikowa,
którą wczoraj wieczór spotkałem na ulicy, i która z daleka mi
zakrzyczała „Pan Broniś",
ogromnie zadowolniona z przebiegu choroby i
stanu duchowego Maryniutki. Zgodziła się, by jej zrobiono jeszcze jedną
operację, byle tylko jeszcze prędzej wyzdrowieć. Wczoraj załatwiłem
wszystkie interesa po przyjeździe do Zakop[anego], a więc byłem u
Sirków [4] i
Kuczewskich [5].
Rozpytywali o Ciebie i prosili przesłać ukłony.
Twoje
halki i szlafroki
wiszą na miejscu, wzdychają, kiedy ich pani raczy być dla nich łaskawą
i wdzieje te szaty na swą wiotką kibić.
Kaszel
przeszedł mi
zupełnie w Krakowie i sądzę, że go i tutaj nie nabędę, bo będę się
wystrzegał, to ci obiecuję, moja królowa. Ale i od siebie proszę cię,
ma mało[!], byś zwróciła
uwagę na swe dolegliwości i dalej piła
karlsbadską sól; a może tę wodę Vichy. co to pani Boraczewskiej [6] tak
pomogła i była wskazaną przez prof. Pareńskiego [7]
znakomitość na całą
Polskę.
Od jutra już zacznę
wyczekiwać od Ciebie listów z Petersb[urga]
i gazet. Bardzo mię
interesuje, jak Cię spotkali twoi, Jaś, znajomi. Czy wszyscy wiedzą o
zmianie twego położenia? Czy nie będziesz się czuła trochę niezręcznie?
Jakie będą twe wizyty u tych wszystkich, z którymi będziesz musiała
widzieć się dla moich interesów. Nadawałem ci ich moc, czy nie będą
zbyt cię nużyły? A jednak Maryńciu trzeba będzie tobie wciągać się do
takich misji. Sądzę, że dłuższy czas przejdzie, nim możliwie będzie mi
samemu z tym się załatwiać. Wczoraj otrzymałem bardzo niepocieszający
list ze Wschodu. Bardzo nie radzą mi wjeżdżać [do Rosji]. Donosy tam
panują. Ludzie najpodlejsi tym się zajmujący są wszechsilni, zmuszają
nawet administrację do bezprawnych aktów, bo mają stosunki z
Petersburgiem i duch czarno-secinny [8]
bierze górę. Niedawno lekarza [9],
który w czasie wolnościowym napisał artykuł o manifeście 17
października, a teraz wrócił do Władywost[oku], pozbawiono praw i
zesłano na 5 lat do Jakutki. A jednak prokuratoria cywilna nie znalazła
żadnej winy, ale donosiciele pisali do Pitra i stamtąd przyszło
rozporządzenie oddać lekarza sądowi wojennemu, który go zasądził. Nic
lepszego i mnie nie obiecują. Dziwne, że dotychczas nie odpowiadają mi
w sprawie paszportu.
Co
to za projekta układałaś w Warszawie? Bardzo mię interesuje to? Wszak
od tego będzie zależało miejsce naszego pobytu?
Pannę
Certowicz, tę
która się uczy w konserwatorium krakowskim poznałem na koncercie na
rzecz emigrantów. Jest to możliwie twoja rywalka. Młoda, bardzo się
żenująca, mało i nie bardzo chętnie opowiadała, że Marso [10] jest
do
niczego, że u niego kilka miesięcy się uczyła, ale porzuciła go, bo
psuje głos. A Horbowskim zadowolniona. Przechodzi z nim sama opery, ale
jedna. Oper zaś nie przygotowują całą klasą.
O
Lwowie nic nie wie.
Napisz mi Marysiu, czy pisać do pani Krauzowej [11], czy
Lwów w twoich
projektach jest zupełnie wykluczonym? Co do mnie, to jednakże
największy dotychczas mam do niego pociąg. Tam sądzą wszyscy i dla mnie
najłatwiej o jaka posadę czy przy redakcji, czy przy Muzeum, czy w
bibliotekach. Jednakże to niech nie przesądza twojego wyboru, który
jest daleko ważniejszym. Bo mi i w Krakowie w stokroć razy lepiej niż
na Sachalinie, a z tobą mój duchu opiekuńczy wszędzie będzie mi dobrze.
W
Wilnie ciebie mocno
czekali, pisali o tym Maryniutce. Jak byliby zasmuceni, gdybyś ominęła
Wilenko. W takim razie napisz im droga moja list, choć króciutki,
objaśniający przyczynę. Jednak więcej chce mi się wierzyć, żeś się
widziała z moimi, którzy na pewno cię kochać będą nie tylko z powodu
mnie, ale i dla ciebie samej. Nie sądź moja ty stoliczno różyczko [!],
że ciebie cenić są zdolni tylko Rosjanie [12].
Takie przeświadczenie u
ciebie czasem przebijało. Masz już i tutaj szczerych zwolenników, a
gdybyś więcej i bliżej ludzi poznała, to bądź pewna, iż ilość
przyjaciół i poza ponurym Pitrem urosłaby znacznie.
Zdążaj
Masio do opery i
napisz mi z kim byłaś, co słyszałaś. Kiedy pierwszy raz zaśpiewałaś? I
co takiego wybrałaś? Tam na pewno prędzej cię zmuszono, niż tutaj, niż
ja na to byłem zdolny, do wydobycia ślicznych dźwięków z twej piersi,
która wszak sama tak mocno potrzebuje wdychania fal harmonijnych,
unoszących nas w świat marzeń, dalekich nieuchwytnych ideałów...
Nie
chce się nic robić.
Chłodno. Ręce marzną i będziesz się dziwiła moim krzywym literom.
Marutko, bądź wesoła i zdrowa, ściskam cię lekko (bo od mocnych objęć
zawsze ci bolą kosteczki), ale całuję mocno główkę, ręce i łabędzie
piersi.
Twój Broniś!
Pisz mi jak najwięcej szczegółów twego życia.
Wszystkich
twoich uściskam. Mamie rączki całuję. Czekam listów i rozporządzeń mej
królewny.
Adresuj do Turzymy, bo zapewno się
przeniosę w tych dniach.
5 Data: „Zakopane 16/29 października 1907".
W lewym górnym rogu podany nr listu: ,,III".
[1] Z końcem października
1907 r., po wyjeździe z Krakowa do Zakopanego, Bronisław Piłsudski na kilka
tygodni zatrzymał się w niewielkim domu Daniela Gąsienicy (Droga
do Poronina, od
1927 r. ul. Jana Kasprowicza 32), gdzie wcześniej mieszkał z Żarnowską
i z Ziukami (Marią
i Józefem Piłsudskimi).
[2] Opowiadanie S. Żeromskiego
(pseud. M. Zych); natomiast „krótki artykulik" Zycha pt. Sen o szpadzie
(wyd. Kraków 1906 r.), przełożony na język rosyjski przez M. Żarnowską,
w liście z 8
III 1908 Piłsudski przesłał do Futabatei Shimei „ze specjalną prośbą [...], żeby przetłumaczył go na język japoński";
zob. M. Ciesielska, op. cii., s. 275.
[3] Maria z
Łada-Zabłockich Piłsudska
(zm.5 IV 1911) — żona adwokata Jana Piłsudskiego,
młodszego brata Bronisława i Józefa, w gronie rodzinnym zwana
Maryniutka; niemal dwa lala (1907-1908)
mieszkała w Zakopanem, gdzie leczył ją Jan Gawlik, chirurg, dyrektor zakopiańskiego
szpitala (1900-1912); pochowana na cmentarzu Rossa w Wilnie.
[4] Wacław Sieroszewski,
pseud. W.
Sirko (1858-1945) — powieściopisarz, etnograf, Sybirak, od 1899 r. ożeniony
ze Stefanią
Mianowską. Badacz Ajnów na Hokkaido wspólnie z B. Piłsudskim, autor jego
biografii, a także bliski współpracownik i biograf Józefa Piłsudskiego.
[5] Antoni Kuczewski
(1870-1941)—ur. w pow. Świeciany, działacz społeczny, w latach 1906-1912 lekarz naczelny
Domu Zdrowia Pomocy Bratniej (Pomoc Bratnia) w Zakopanem (ul. Sienkiewicza 8), gdzie
latem 1907 r. - po powrocie z Karlsbadu - B. Piłsudski i M. Żarnowska spędzili kilka
miesięcy. Kuczewski i jego żona Józefa z Antoniewiczów (1875-1948) zmarli w Zakopanem i zostali
pochowani na nowym cmentarzu.
[6] Właściwie Stanisława
Buraczewska — rodem z Litwy, znajoma B. Piłsudskiego.
[7] Stanisław
Pareński (1843-1913) — uczestnik powstania styczniowego,
lekarz internista,
prof. UJ, prymariusz szpitala św. Łazarza w Krakowie.
[8] Czarnosecińcy - skrajne
ugrupowania
prawicowe, organizowali w Rosji pogromy żydowskie, krwawo tłumili
demonstracje robotnicze i ruchy chłopskie; „Czarną sotnią" zwano różne organizacje policyjne
utworzone do walki z rewolucją 1905 r.
[9] Zapewne doktor Szeboidajew
— w swym artykule pisał o Manifeście Październikowym (17 X
1905). w którym car Mikołaj II zapowiadał nadanie
mieszkańcom Rosji konstytucyjnych swobód.
[10] Juliusz Marso
profesor szkoły operowej w konserwatorium w Krakowie; 29 IV 1907 r.
jego uczniowie, z udziałem Chóru Akademickiego, urządzili
przedstawienie Halki
Moniuszki, 19 V 1913 w Teatrze Miejskim wystawili
operę Gounoda Faust.
[11] Maria Katarzyna
z Goldsteynów Kelles-Krauzowa
(1873-1943) — pianistka (uczennica T. Leszetyckiego),
pedagog, działaczka PPS, żona Kazimierza Kelles-Krauza, pochowana na cmentarzu
Łyczakowskim we Lwowie.
[12] Maria Żarnowska była od
wielu lat silnie związana z rosyjskim środowiskiem „stolicznego" Petersburga, polskie
życie kulturalne i towarzyskie nie budziło jej większego zainteresowania, najczęściej
współpracowała z polskimi i rosyjskimi organizacjami lewicowymi.
6
Zakopane, 29 X-31 X [1907]
Moja
milutka niewiasto,
odesłałem ci dzisiaj
list, ale chcę ci jeszcze raz przed snem napisać słów parę.
Dowiedziałem się od Maryniutki, żeś zajeżdżała do Wilna [1] i
przebyła tam
dwa dni. Tak się tym ucieszyłem, żem od razu stał się weselszym. Myśli
szybszym tempem poleciały daleko przez przestrzeń nas dzielącą do
Ciebie i chciało się tak cię uścisnąć, tak cię pokręcić w koło siebie,
ponosić na rękach, ucałować, aż byś zakrzyczała z radości i strachu.
Zuch ty rozumna dzieweczko! Wypełniłaś wszystko, co zamierzałaś i
zapewno teraz z większą jeszcze przyjemnością rozprawiasz w ciepłym
pokoiku, otoczona przez swych najbliższych. Ot cię zapewno rozrywają.
Powiedz mi prawdę, kto więcej mówi, czy ty i oni wszyscy słuchają, lub
ty ich rozpytujesz, a oni ci zdają relację, co było w twej
nieobecności. A Jaśkowi [2]
zapewno uszy trochę po macierzyńsku potargasz,
że tak w ostatnie czasy się rozlenił i nie pisywał. Gdyby to nie tylko
w bajkach udawało się ludziom latać na dywanach, to bym teraz na pewno
zleciał nad zadymioną potworną siedzibą biurokratów i odnalazł waszą
Konną ulicę. Przez komin bym się spuścił aż do waszego pokoju i
słuchałbym przytajony, a potem w nocy tylko tobie jednej odkryłbym się
na krótką chwilkę. Marusia daj mi buziaka! i pozwól trochę popracować.
30/X. Wyczekiwałem listu, ale bez
skutku. Zaczynam się niepokoić o ciebie, chociaż rozum każe
mi czekać do jutra. Wyliczam dla pewności na palcach, na który dzień
musiałby przyjść list i przypuszczam, że tylko nazajutrz po przyjeździe
mogłabyś napisać.
Co za przykre te pełne niepewności czekanie bez możności [by] zapobiec, pomóc lub oddziałać
na przyspieszenie!
Turzyma napędza, bym
się przenosił: pokój na drugim piętrze przygotowany. Czysty i dość
jasny, tylko już bardzo niewielutki. Dobrze mi i tu tymczasem.
Szczególniej we dnie, gdy słonko świeci, pokoik nasz taki miły,
przypomina mi tyle chwil błogich. Twoja kanapka tylko pusta,
opuszczona...
Wczoraj z Maryniutką grałem w karty i ogromnie ją zgrałem. Śmiała się i
upewniała, że Janek ją więcej wspomina niż ty mnie. Nie chciało się
wierzyć, a jednak wszak i to możliwe. Dziś u niej omal nie zasnąłem,
tak mi nudno zrobiło się, gdy zaczęła z
doktorową [Gawlikową]
porównywać kuchnię i potrawy galicyjskie z litewskimi.
Dzisiaj
czytałem i
napisałem kilka listów, które już od niepamiętnych czasów odkładałem
jako niezbyt przyjemne, bo z prośbami w kwestiach materialnych — do
Landych i do Ameryki — o kupienie wałków, rzeczy ajnoskich, fotografii
i zebranych materiałów; a także do Lwowa do redaktora „[Polskiego]
Przeglądu
Emigracyjnego".
W
sprawie popularnych
opisów o życiu tubylców Sachalinu (Gilaków i Ajnosów), to trzeba
najlepiej zwrócić się przez Juwaczowa [3] lub
wprost do wydawnictw
odpowiednich, bo nie wiem, czy kto inny pomoże. Stern[berg] [4]
zawsze
jest przeciwny popularyzacji, a i stosunków takich nie ma. A ta praca
na ten raz wydaje zaś się najłatwiejszą do wykonania. Nawet bardzo się
skłaniam do rozpoczęcia [pisania]
nawet bez zamówienia z Warszawy i z
Petersb[urga], i powstrzymuje
mię myśl, że szkoda będzie napróżnej
pracy. Teraz ruch wydawniczy osłabł i może rzecz leżeć latami, a
wkładać w takim razie pracę i przykro i niemożliwie.
Turzyma
ma cały pak nut
do śpiewu, ale w Krakowie. Ponieważ jej córki zupełnie nie śpiewają, to
chcę ją prosić, by wypisała. Może znajdą się tam opery tobie potrzebne.
Maryniu
droga, zimno mi
i tęskno; nie mogę ci wyliczyć tych wszystkich pieszczot, które w
myślach ci posyłałem za dzisiejszy dzień dużo, dużo; gdyby nawet po
drodze „ostygły", jak ty mówisz, to jednakże muszą ci sprawić
przyjemność.
Dobrej
nocy kochanko! Gdzie mała ty sypiasz? Jakie masz sny?
31(X). Najdroższa
Maryniu, czy ty odczuwasz, jak mi smutno. Znowu listu, na który już na
pewno prawie rozliczałem nie ma. Tak się czułem przygnębionym i
opuszczonym, że nie byłem zdolny pisać lub czytać. Ze strachem
odpędzałem świdrującą mózg i serce ciężką myśl, co bym robił, gdybym
znowu musiał wrócić do samotnego życia. Dokąd iść, co robić, po co? Za
kilka miesięcy naszego współżycia ty dałaś mi tyle szczęścia, serce
czuło się tak pełnym, przyszłość jasną, teraźniejszość przyjemną,
pociągającą, a o tym ciężkim, co się przeżyło, prawie się nie
pamiętało. Zaczynało się życie na nowo, i jakie silne oparcie dawałaś
mi ty swoją przyjaźnią, chęcią zrozumienia mię, swymi pieszczotami,
swym uściskiem, dotąd mi nieznanymi, kobiety szczerze kochającej.
Kruchy,
niestały budynek, który starałem się sam z gruzów swej rozdwojonej
duszy ulepić przy twojej pomocy, już się wznosił pewniej, gruntowniej i
wyżej. Stale już rozliczałem na dwoje, nie sądząc zupełnie, że potem
sam jeden będę takim bezwładnym...
Marysiu
mała, jeżeli
tylko ty możesz, to odezwij się, nie męcz mię, droga, milczeniem. Nie
możesz zdobyć się na dłuższy list, to choć odkrytkę mi przyślij, bym
wiedział, żeś zdrowa, z kilku wyrazów mógł już robić wnioski o twym
usposobieniu, o twych zajęciach i planach.
Nie
będę cię więcej
męczył swymi żalami, chociaż dziś na nic innego nie jestem zdatny.
Gdzieś się podziały cierpliwość, obiecany spokój, męstwo zniesienia
ciężkich prób.
Kończę,
bo pociąg zaraz odchodzi. Całuję cię gorąco i jak litości błagam o
liścik, o kilka ciepłych słów.
Twój
Broniś.
Będziesz
się śmiała i powiesz, żem jeszcze „sześcioklasista".
Uściskam wszystkich naszych. Mamie
rączki całuje. Maryniu chciałbym tak krzyknąć, ażbyś tam usłyszała i
mię pocieszyła.
6
Data: ,,Zakopane. Krupówki
„Hygea". 16-29/X-J8/31
października". W lewym górnym rogu podany nr listu: „IV".
[1] Maria Żarnowska po
wyjeździe z Krakowa (22 X 1907) do Petersburga zatrzymała się w Wilnie, gdzie m. in.
odwiedziła Adama i Jana Piłsudskich, Zofię z Piłsudskich Kadenacową, Stefanię Lipmanówne oraz
Ludmiłę z Chomiczów Koplewską, teściową Józefa Piłsudskiego. Wilno opuściła 26
października.
[2] Zob. przypis 8 do
listu 3.
[3] Iwan Pawłowicz
Juwaczow
(Juwaczew), pseud. I. P. Miroliubow
(1860-1936) —
oficer floty czarnomorskiej, skazany na karę śmierci, zamienioną na 15
lal kalorgi. Latem 1887 z dużą partią więźniów,
m.in. z B. Piłsudskim, wywieziony na Sachalin; początkowo obaj katorżnicy mieszkali razem
we wsi Rykowskoje i pracowali w miejscowej stacji meteorologicznej. Po 1897 r. mieszkał z żoną w
Petersburgu, uczestnik geograficznych ekspedycji, autor kilku publikacji.
[4] Lew
Jakowlewicz Szternberg (1861-1927) —
rosyjski antropolog i etnolog, zesłaniec, na
Sachalinie poznał i zachęcił B. Piłsudskiego (1891)
do zajęcia się badaniami etnograficznymi. Od 1899
związany z Petersburgiem, pracował w Muzeum Antropologii i Etnografii Akademii Nauk, był
sekretarzem Komitetu do spraw Badań Azji Środkowej i Wschodniej. Listy Piłsudskiego do
Szternberga ogłosił drukiem W. M. Łatyszew,
zob. B. Piłsudski, ,.Dorogoj Lew
Jakowlewicz..." Pisma L. J. Szternberga 1893-1917, Jużno-Sachalińsk,
1996.
7
[Zakopane], 2 XI-3 XI [1907]
Droga
Marysiu,
niepewność tak mię
przygniotła, że nic nie mogę robić, nawet z trudnością będę pisał.
Latałem dwa dni na spotkanie listonosza, zachodziłem do Turzymy,
Maryniutki, ciągle się dowiadując o listy; sądziłem, że mogły być tam
adresowane. Cały rój przypuszczeń jedno drugiego boleśniejsze opanował
moją duszę i wyzbyć się ze strachu o ciebie nie mogę. Dałem telegram i
za chwilę oczekuję jakiejkolwiek odpowiedzi...
3/XI. Moja ty droga
Marysieńko, list twój wreście [!]
doszedł mię i jestem jeżeli nie na
siódmym niebie, to bardzo blisko od niego. A wszak tak się udręczyłem,
może bez należytego powodu. Nastraszyłem was telegramem. A sam to
prawie wariowałem. Spałem wszystkie nocy źle, a ostatnią to formalnie
prześladowały mię okropne sny. A gdy się budziłem, to wypływały jakieś
straszne złowrogie upiory, które twierdziły mi, że z tobą źle. I
wszystko wydawało mi się tak możliwym, prawie pewnikiem. Moja ty lubo,
a jednak przeczucie mię nie myliło, że tobie coś dolega, że masz powody
do cierpienia, że czarne duchy starają się jeśli cię nie porwać, to
odurzyć ciemną mgłą, zaćmić jasne oczki, tak mile niedawno się śmiejące
i cieszące twego uniżonego ministra, tracącego głowę bez swej królowy
[!].
Nie poddawaj się
Marynko ciężkim myślom, wnieś tam u swoich o ile tylko można spokój,
pociechę. Wyobraź sobie, że cię całuję serdecznie w usteczka, potem w
twą małą łapkę i nabierz powagi, bo będziemy rozprawiali o kwestii
poważniejszej.
Tak
więc otrzymałaś list
od męża [1].
Wiesz, że nieraz chciałem ci zaproponować napisać od nas
obydwóch [!] zupełnie
otwarcie, ale ponieważ ty tak zawsze byłaś daleką
od chęci legalizowania naszego związku, że nie chciałem robić jakiegoś
nacisku, jak i w innych kwestiach. Wszak to twoja słaba strona, bojaźń
podlegania naciskowi, chociażby i najmilszemu. Chciałem być tylko
doradcą, przyjacielem, ale nie władcą, panem, a ta droga przeze mnie
wskazywana mogłaby ci się wydać właśnie chęcią do jak najprędszego
opanowania, stania się dla ciebie nowym tyranem.
Mniejsza jednak z tym.
Stało się już i stało się inaczej. Sądzę, że łatwo było do
przewidzenia, że mąż twój się dowie, przede wszystkim od Jasia [2].
Sama
też sądziłaś, że on zechce skorzystać z pozycji swobodnego człowieka i
zawiązać nowy stosunek, i dla niego bezwarunkowo jest potrzebna
legalizacja jego.
Co do sposobu, w jaki
chcesz odpowiedzieć mężowi i co będziesz z tą sprawą robiła, to sądzę,
że chociaż i sama dość znajdziesz w zapasie taktu i rozsądku, jednak
radziłbym pomówić z jakim prawnikiem, człowiekiem prawym; mogłabyś jemu
poruczyć prowadzić całą sprawę, bo zdaje się ona nie [jest]
tak prosta i nie załatwia się prędko. A stale samej prowadzić
korespondencję chyba nie będziesz znajdowała wielkiej przyjemności.
Oprócz tego w tej sprawie są dwie strony: cywilno-materialna i
kościelno-prawna.
Wszystko to ci wyjaśnią.
Moja ty złota, droga
Marysiu. Nie powinnaś się martwić i poddawać się strachom stroskanej,
kochającej cię mamy o czekającą cię przyszłość! Czyż my jedni żyjemy z
pracy i czy już zupełnie jest życie pracowite nie do zniesienia. Co
prawda, ty jesteś bardzo wypieszczona swymi uprzednimi laty, jesteś co
gorzej jeszcze słabą i niezbyt zdrową, lecz już dowiodłaś, że
najcięższe warunki pracy nie przygniatały cię w ciągu więcej roku.
Czyżby już tylko jedno zło czyhało na nas w dalszej naszej drodze. Moja
mała dzieweczko, a i ja wszak jeszcze jestem do czegokolwiek zdatnym.
Gdy będzie potrzeba, to zrzucę pychę z serca i wezmę się za jakąkolwiek
pracę, byle tylko móc istnieć nam we dwoje. Nie będzie to łatwym, nie
dlatego, bym nie umiał pracować. Byłem zdolny od rana aż do późnej nocy
przepędzać za pracą szeregi lat, teraz się zepsułem. Z tym damy rady.
Trochę gorzej, że ogólne warunki mało sprzyjają łatwemu
odnalezieniu
chlebodajnego warsztatu pracy. Tu nie Wschód i nie Rosja, gdzie większe
gaże i większa potrzeba ludzi nawet nie dość kwalifikowanych. Lecz przy
większej energii w poszukiwaniach, przy wykorzystaniu wszelkich
możliwych stosunków da się na pewno dotrzeć do celu.
W tej kwestii będziemy
jeszcze gawędzili i coś radzili dalej. Czekam jakiej odpowiedzi ze
Lwowa. Ale ważne jest dla mnie, co mogę wybrać, czy chcesz próbować
postąpić na scenę lub koniecznie się uczyć. Może by poszukiwać kogo,
kto by pożyczył określenie na dokończenie twego kształcenia się [3].
Czasem marzę o Japonii, ale lękam się, że to zbyt daleko od naszych i
byłoby ciężko i im i sobie samym. Ale na wszelki wypadek pisałem swemu
przyjacielowi, zapytując, czy moglibyśmy oboje znaleźć zarobek [4].
Ty porozumiewaj [się]
ze swoimi znajomymi, czy nie można by mieć stamtąd zarobek, to byłoby
najlepiej, trzeba by pomówić o tym. Ziniaka [5] też
w tym kierunku posuń.
Jesteś mała niezdrową,
zapewno droga i raptowna zmiana klimatu też wpłynęły. Jednak staraj się
poprawiać. Nie poddawaj się nastrojowi i rób to, co byś robiła i tutaj:
a więc jedz wszystko i więcej, pij wodę karlsbadzką. Napisałem
Ziniakowi, by dał ci 25 rs, które on mi został dłużny od lata. To
tymczasem. A potem, to staraj się otrzymać [pieniądze] za rękopisy. I
otrzymać zamówienie koniecznie z zadatkiem i nawiązać stosunki nadal z
redakcjami i wydawcami. Tak się to tylko robi. Trzeba użyć protekcji.
Możesz śmiało mówić, że człowiek potrzebuje i basta. Przyjaciele zaś
powinni podtrzymać. Ziniak kiedyś też miał mi pomóc w tej kwestii przez
panią Ładyżeńską [6].
Piszę o jednych kwestiach tak prozaicznych, a już zbliża się godzina
odejścia pociągu. List zaś musi odejść, dziś koniecznie.
Jak
mnie ucieszyłaś, Marynko ty moja, leciałem jak bomba po wydostaniu
listu, na który polowałem na ulicy półtory [!] godziny.
Już potem pomówię z
tobą, o tym niesprawiedliwym nazwaniu się — zawadą dla mnie. Ach ty
dziecko! Czyż ty nie widziałaś żem ożył przy tobie? A samo kochanie
moja droga, czyż to nie życie?! A więc dla czegóż istnieć? Gdzież
większy sens naszego borykania się na świecie niż ta
właśnie wspólnota dusz i serc, miłowanie się i zapomnienie o
nieubłaganym koniecznym końcu...
Nie Marysiu, nie
obwiniaj siebie. Nie widziałaś ty, co ja robię i czym jestem, gdy bywam
jeden i dla tego sobie wmawiasz. Ja ci mówiłem już, że produkcyjność
mej pracy przy tobie jest daleko większa. A o aktywności, której
nabyłem przy tobie, nawet Ziukowa dziś mówiła.
Smutno mi, że w domu u
was przygnębienie. Chcę jeszcze pisać mamie. Ale rad jestem, że wiem o
tobie, iżeś swobodna, nie chora. A teraz całuję cię droga szczerze cię
kochający Broniś.
Twoich uściskam.
A Ciocia [7] i Zula [8] tobą
zachwyceni. Ciocia słów odpowied[nich]
nie znajduje, by Ciebie opisać, i
jak cię kocha. Zula pisze oprócz tego, że zachwyciła się dźwiękiem
twego głosu. Pisz mi choć niewiele, ale o wielu rzeczach.
7 Data: ,,20/X st. stylu-2/XI n. stylu". W
lewym górnym rogu podany nr listu: „V".
[1] Maria Baniewiczówna, w dwa
lata po zesłaniu Piłsudskiego na Sachalin, w 1889 r. poślubiła Jana N.
Żarnowskiego; po opuszczeniu męża (1906), mieszkała z matką i siostrą
Zofią (Petersburg,
ul. Konna 5). Romans z Pilsudskim zmusił jej męża do uregulowania
sprawy. W
liście z 27 X 1907 mecenas Zygmunt Rymowicz pisał do Żarnowskiej: ,,P[an]
Jan prosił mnie
o zobaczenie się z Panią i omówienie pewnych ważnych kwesii dotyczących
stosunków Państwa".
[2] Jan Żarnowski po rozejściu
się rodziców mieszkał z ojcem w Petersburgu; na przełomie czerwca i lipca 1907 r.
bawił w Karlsbadzie, gdzie w tym czasie razem z Piłsudskim przebywała jego matka.
[3] Zdanie niejasno
sformułowane. Jak się wydaje, rzecz dotyczy projektu, aby Piłsudscy udzielili pożyczki,
potrzebnej na kształcenie artystyczne Żarnowskiej. W związku z jej
kategorycznym
sprzeciwem, Bronisław zarzucił niefortunne pomysły.
[4] Myśląc o tej egzotycznej
wyprawie zapewniał przyjaznego mu Futabatei Shimei, że pragnie „odwiedzić Japonie", a żona lteż
chce „zobaczyć kraj, o którym jej
wiele opowiadam, ona dobrze
śpiewa [...]. Gdybyśmy przyjechali do Japonii, to czy ona mogłaby mieć
lekcje śpiewu lub wystąpić z kilkoma koncertami?"
(5 X 1907). W innym liście czytamy: „Otworzyłbym kursy języka
polskiego [...]. Moja żona śpiewa, uczyła się w konserwatorium i
chętnie pojechałaby ze mną na Wschód [...] jeśli mogłaby
znaleźć tam zajęcie" (6 Xl 1907), zob. M.
Ciesielska, op. cit., s. 204, 226.
[5] Zob. przypis 1 do
listu 1. Kazimierz Piłsudski, młodszy brat Bronisława i Józefa w gronie
rodzinnym zwany był zdrobniale: Ziniak.
[6] Osoby o tym nazwisku nie
udało się bliżej określić.
[7] Zob. przypis 3 do listu 1.
[8] Zofia z
Piłsudskich
Kadenacowa
(1865-1935) — od 1884 żona lekarza Bolesława Kadenacego,
w
gronie rodzinnym zwana Zulą, szczególnie blisko związana z braćmi
Bronisławem i Józefem; zmarła 3 II w szpitalu Mokotowskim w Warszawie,
pochowana 8 II na cmentarzu na Rossie w Wilnie; w pogrzebie
uczestniczył ciężko chory Marszałek, zmarły 12 V 1935.
8
Zakopane, 4 XI [1907]
Najlepsza
moja, najśliczniejsza ptaszynko,
znowu mam od ciebie
list, i taki miły. Sądziłem, żeś wśród swoich kłopotów i smutków
zapomniałaś o dniu mych urodzin, o które ostatnie czasy często się
dopytywałaś. Ale i tak wczoraj była pierwsza od ciebie wiadomość i nią
właśnie sprawiłaś mi największą radość, podarunek dla dnia, do którego
zawsze przywiązuję mało wagi. Twoje uściski i całusy jeszcze i teraz po
godzinnej przerwie — i nie zważając na mróz silny na dworze i prawie
nie mniejszy w mym pokoiku — słodko mię pieką usta, grzeją całe ciało,
do serca wlewają błogą radość i spokój. A dziś jeszcze tak się czułem
samotnym. Źle śpię, obudziłem się b[ardzo] rano i jeszcze myślałem
wciąż o twym frazesie, że jesteś dla mnie „miłą, kochaną, ale zawadą".
Czyż droga moja ty nie czujesz, jak dużo ty wniosłaś do mego życia?
Wszyscy to widzą ze strony, ja o całą przepaść czuję się oddalonym od
tego okropnego pustkowia, które zostało za mną, w przeszłości, tym
okropnym, niszczącym ciężarem, ciągle nawet nieświadomie i teraz
działającym tylko ujemnie.
Co
do towarzyskości, to
też ty nie rozpatrzyłaś tego pytania ze wszystkich stron. Ja z
usposobienia byłem, a może i jestem, bardzo towarzyski.
Tylko
tego, jak i
potrzebnego dla mnie ciepła miłości kobiecej, miałem tak mało. Życie
łamało jedno, nie dało ujścia wrodzonym popędom, zdolnościom, a
narzucało co innego niezgodnego ani z naturą, ani z dążeniami.
Rozwinęło tylko bardziej jeszcze marzycielstwo, tak niepraktyczne,
niedogodne, a tym bardziej w dobie teraźniejszej.
Dla
mnie, nieraz ci
mówiłem, jest potrzebne bardzo długie, wytrwałe wysiadywanie w domu, a
zawsze kąt swój mi był obrzydły, zawsze rwałem się precz z niego,
szukałem zapomnienia, a było to możliwsze gdzie indziej, a nie w
czterech ścianach, chłodnych i jeszcze smutniejszych niż moja dusza.
Przy tobie stało się przeobrażenie w tym względzie. Ja byłem
zadowolniony, gdy z tobą czytałem, gdyśmy jeden drugiemu wynurzaliśmy
[się] przykuwała mnie twoja
obecność, dodawała energii od czasu do
czasu darowana pieszczota.
Dużo
warunków się
składa też, że ja przy tobie mało byłem towarzyski. Przede wszystkim ja
jeszcze dotychczas czuję się dziko, niepewnie, ocieram się, nawet się
lękam. Cały świat zupełnie odmienny kręci się przed mymi oczami. A
wszystko, co zapadło za lat 20 do mojej mózgownicy — tak mało tutaj
interesuje, jest dźwiękiem pustym dla otaczających mię. Potrzebuję też
bardzo serdecznej atmosfery, by się rozruszać, by znaleźć łatwość
wynurzania się. Byłem poczuł oschłość, suchość, nawet czyjeś
zafrasowanie, ciężar wewnętrzny, [wówczas]
jak podwoje [wynurzenia]
moje się zamykają, i jedynie co mógłbym odczuć mego bliźniego, wejść w
jego położenie.
Chwila,
w której
wróciłem do kraju, najmniej stosowna się okazała, nadzwyczaj ciężka [1].
Widzę i czuję tę bezradność, rozpacz u jednych, chaos pojęć u innych,
przygnębienie, strach i najohydniejsze uczucia i czyny pod ich wpływem
u reszty. Jak znaleźć i kędy tę łączność z otoczeniem, które dla mnie
zawsze było potrzebne, jak dla ptaka powietrze, a dla ryby — woda?
Prowadzić rozmowy dla
rozmów już miałem ich dość od czasu przyjazdu mego. Czułem, że za mało
pracuję, że tutaj trzeba wkładać ogrom nieprzerwanej pracy i zawsze
starałem się zająć, gdy tylko ty się czułaś nieźle, miałaś czas
zapełniony w towarzystwie. A gdy byliśmy razem, to wiesz, że ja zawsze
gotów drugiemu ustąpić pierwszą skrzypkę, i kilka razy nawet
przypominałem twoje zdanie, że Polak nie lubi, by jego żona przy nim
wyskakiwała naprzód, więc tym bardziej myślałem, że dobrze, gdy ty
więcej mówisz i ja cię nie krępuję [2].
8 Data: „Zakopane. Krupówki „Hygea" 22/X 4/Xl".
W lewym górnym rogu podany nr listu: „VI".
[1] Bronisław
Piłsudski był wówczas w
trudnej sytuacji, starania o pracę we Lwowie, m.in. w Muzeum im.
Dzieduszyckich, w redakcji „Polskiego
Przeglądu Emigracyjnego", podobnie jak w Krakowie —
zawiodły, Galicja była wówczas przepełniona uciekinierami z zaboru rosyjskiego. Zofia Maria
z Onufrowiczów Płoska 19 VI 1908
pisała do Bronisława: ,,Do Krakowa z Królestwa strumień ludzki
płynie bez przerwy. Nędza!", zob. Bibl. Nauk. PAU
i PAN, rkps 4646, t. 3,
k. 19.
[2] Brak dalszej,
końcowej części listu.
9
Zakopane, 4 XI-5 XI [1907]
Moja droga, Marynio,
nie
mogę położyć się
spać, by z tobą jeszcze raz dziś nie pogawędzić. I tak połowę chyba,
nawet mniej, mogę ci napisać z tego, co rwie się z duszy i głowy, i
żąda podzielenia się z moją najmilszą towarzyszką.
Jeżeli będziesz miała
[dość] czasu, to sama, albo
przez kogokolwiek dowiedz się w
Towarzystwie Geograficznym, czy nie mogliby oddać mój medal srebrny
przysądzony mi jeszcze w roku 1903. Ostatecznie może z czasem się
przydać, by go założyć gdzie. Chyba nigdzie go nie wysyłano, bo ja go
nie otrzymałem [1].
Czy zostawiłaś
Szt[ernbergowi] opis święta
niedźwiedziego] [2]. Zapewno on sam mi napisze
swoje zdanie. Jednak nie dawaj zbytnio zależeć się. Idzie mi bardzo, by
ważniejsze opisowe części przetłumaczyć na francuski i posiać do
Ameryki jak najprędzej. Nie wiem, czy tam to jest możliwe, bo gdy nie
będzie pieniędzy zbytecznych, to nie będzie czym płacić i trzeba będzie
posłać po rosyjsku, a tam przetłumaczą na angielski. Ze wszystkimi
książkami też się na pewno powstrzymasz.
Już
późno tylko
wieczorem poczułem się lepiej, a to głowa silnie mi bolała. Ty nic nie
piszesz jak twoje zdrowie i zdaje mi się, że nie jesteś szczerą. O
mamie też zamilczałaś w ostatnim liście. Czyżby już się uspokoiła?
Maryniu miła bądź dziecko moje ze mną otwartą. Dziś zdawało mi się,
gdym czuł się osłabionym, że mi więcej się podoba być twym opiekunem,
starać się, by tobie było dobrze, dogadzać tobie i już z tego jednego
być zadowolnionym. Nieraz wstyd mię ogarnia, że ty słaba istoto więcej
dla mnie robisz, ciągle na moją korzyść coś ustępujesz, i że w pełni ja
tobie nie mogę się wywząjemnić. W ogóle tym niezmiernie silnie się
różni moje teraźniejsze położenie od długiego okresu życia,
przepędzonego w najcięższych warunkach. Tam ja byłem opiekunem wielu
bardzo ludzi. Czułem zawsze pewien obowiązek, odpowiedzialność, a teraz
czy nie wszystko się dzieje odwrotnie. To silnie mię przygniata, dla
tego może ja mało jestem towarzyski, co ty zauważyłaś. Ale mała moja,
poczekaj, warunki się zmienią...
Dziś, chociaż ci
napisałem dużo w kwestii ważnej i będę czeka) na odpowiedź, jednak
snuję jeszcze jeden niezwykły projekt. Ogromnie mi przykro jednak,
gdybym musiał
zarzucić swoje opracowanie, a przeciwnie uważałbym, że trzeba by było
posuwać i kończyć je jak najprędzej w ciągu najbliższych kilku lat i
dlatego dużo bym dal, gdybym mógł, nie zajmując się niczym innym, oddać
się prędszemu ukończeniu. Ale dlatego trzeba mieć zabezpieczony byt.
Podano mi myśl, by urządzić stypendium specjalne na to konto i wyzyskać
stosunki litewskie, przeważnie nawet krewniaków lub starych przyjaciół.
Ma się rozumieć, sam ja tej inicjatywy podawać nie będę, ale jeżeli kto
się tym zajmie, to nie będę się sprzeciwiał. W tych dniach to się
wyjaśni, czy rozpoczną się w tym kierunku starania mych przyjaciół. Nie
wiem, czy Szt[ernberg] może mi wydobyć coś podobnego z Ameryki lub
chociażby w Petersb[urgu],
Napiszę mu. On ma się rozumieć mię będzie
gderał, że ja się rozrzucam, bo to była moja stara wada, na którą on
już zwracał uwagę. Miałem nadzieję, że przy tobie systematycznej
osóbce, wszystko się zmieni.
Moja
Maryniu luba, ty z
rozmysłem czy bezwiednie zamilczasz o sobie, o twoich projektach i o
nowych krokach w razie zmiany materialnej pozycji, co
najprawdopodobniej nastąpi. To mię męczy, żeś tak zamknięta, nie chcesz
szczerze pomówić z twym najbliższym, tak cię kochającym człowiekiem.
Czyż myślisz Marynko, żem zdolny tylko cię kochać, gdy masz się dobrze,
że nie czuję się tak silnie z tobą połączonym, by uważać [że to]
wszystko, co się ciebie tyczy, [jest]
naszą wspólną rzeczą?! Maryś
droga, rozmiękcz się, daj swobodę swym myślom i uczuciom, już jeżeli
nie na radę, to tak, dla mej wiadomości podziel się nimi z twoim może i
nie zawsze zaradnym, ale tak cię głęboko kochającym Bronisiem.
5/XI.
Listu od Ciebie
nie było. Sądzę, że teraz przykre masz dnie, a ja ci dodałem
[zmartwienia] swym telegramem
i jutro chyba tylko dojdzie list napisany
po otrzymaniu twego pierwszego.
Cały
ogrom mej
dziecinności w życiu praktycznym dzisiaj mi się przedstawił. Zawsze
prawda tak było, ale jaka różnica w tym, co mnie teraz spotyka.
Rzeczywiście ja sam siebie też nie poznaję. Wszystko idzie na opak. Tam
[na Sachalinie] w
najcięższych chwilach ubiegano się o mnie, byłem
poszukiwany jako nauczyciel, jako człowiek mogący to lub owo zrobić,
byłem doradcą, pocieszycielem setek ludzi, a tutaj... Czyżby i mię
spotkać musiał los wielu z powstańców, którzy nacierpiawszy się biedy w
najdroższej ojczyźnie, do której się rwali, o której marzyli długimi
laty, wracali nazad do tułaczej ziemi, lepszej niż kraj rodzinny? A ja
w taki czas dziwny jeszcze trafiłem, gdy nie ma komu pomyśleć o
rozbitkach, gdy współczucie zupełnie się wycofało z obiegu. Nastąpił
okres krwiożerczej walki, podczas której nikt już nie liczy się ze
słabszymi lub zmęczonymi jednostkami.
Marutko!
Czy nie
straszy cię przyszłość? Dziś i ja jestem taki niepewny. Źle być zbyt
nastrojowym, a jeszcze gorzej wybitym z kolein życia. A jednak nie
chciałbym być tym trzeźwo praktycznym człowiekiem, dobrze i łatwo się
urządzającym na świecie nawet w najpodlejszych warunkach.
Koniecznie
poznaj
Poddubskiego [3], a
też Juwaczowa. Mnie zawsze przyjemni ci starzy moi
znajomi, którzy znali mię innym; będziesz mogła i ty przez nich poznać
te stronice mego życia, o których mi samemu ciężej mówić niż im, tylko
świadkom.
Bardzo
mię interesuje jak znalazłaś Jasia [4]? Czy
nie ma w nim zmiany? Czemu nie pisał? Czy nie gniewać się zaczął na
mnie?
Poślę
ci droga ten list, niechbyś częściej miała na teraz jedyny dowód mojego
dla ciebie przywiązania.
Uściskam
cię, całuję ci
nóżki, które z daleka to i niezbyt czyste nie będą razić mych ust,
rączki, szyję twoją dumną, usteczka i oczki twe zielone. Twoje dziecko
Broniś.
Zimno
w pokoju mi danym. Lękam się, że Turzyma weźmie ze mnie zbyt drogo, nie
taniej [niż] 5 koron
dziennie.
Mamę
mocno przepraszam, że ja jestem przyczyną jej zmartwienia... i całuję
jej rączki.
Jak wyglądasz? Czy się
poprawiasz? Kogo słuchasz? Czy śpiewasz? Czy dużo koło ciebie
uprzednich adoratorów? Czy opowiadałaś o Karlsbadzie? O Japonce? O
Walencie [5]. O Wiedniu? O „nie mogę"? Adres
Sikorsk[iego] [6] przyślij, bo
listu twego znaleźć nie mogę. A Heryng czeka.
9
Data: „Zakopane.
4/XJ. 5 XI. 22-23
paźdz. st. st.". W lewym górnym
rogu
podany nr lislu: „VII".
[1] Bronisław Piłsudski decyzją
Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego w Petersburgu został nagrodzony srebrnym
medalem za całokształt działalności naukowej na Dalekim Wschodzie.
[2] Jesienią 1907 r. Żarnowska
przywiozła do Petersburga m.in. pracę Piłsudskiego o święcie niedźwiedzim u Ajnów na
Sachalinie, jednak Szternberg uznał ją za mało naukową; uzupełnienia i korespondencja w
tej sprawie trwały siedem lat, ostatecznie zamieszczona została w
piśmie „Żiwaja Starina" 1914, z. 1-2. s.
67-162.
[3] Leonid
Wasilewicz Poddubskij - starszy lekarz okręgowego
szpitala w Aleksandrowsku
na Sachalinie oraz kierownik zarządzający stacjami meteorologicznymi w
1. 1892-1899, bliski
znajomy Piłsudskiego.
[4] Jan
Żarnowski syn Jana Nepomucena i
Marii z
Baniewiczów, zob. przyp. 7 do listu 3.
[5] J. Walenia
- osoba zapewne
spokrewniona z Piłsudskimi, w liście (23 VI 1907) przesłanym B. Piłsudskiemu
ze Lwowa do Karlsbadu, „Drogiemu
Wujaszkowi" życzyła „pomyślności z powodu ożenku".
[6] Nie wiadomo o kogo chodzi;
być może był to znajomy Herynga, mieszkający w Petersburgu.
10
[Zakopane], 5 XI-6 XI [1907]
Droga
Maryś,
choć na kilka chwil
przed snem muszę z tobą porozmawiać. Kiedy tak długo nie było listu i
tak się niepokoiłem, zrobiłem to, co mi radziłaś lub kazałaś nawet. Na
noc wziąłem do siebie twoją bluzkę nocną i leżała ona zamiast ciebie,
moje małe dziecko, tak blisko do serca, jak w piękne dnie naszych
pierwszych miesięcy, ty lgnęłaś do niego i ja nawzajem.
Co do
propozycji
Sztern[berga] [1]. to
ja poruczam tobie i jemu razem wyjaśnić [je]
ostatecznie. Gdybyś ty uważała dla siebie najlepszym, gdyby też on zapewnił
stałą gażę -
zarobek, możliwy do istnienia, to ja się zgadzam. Bo ja ci prawdę
mówię, że koniecznie wśród swoich ja nie mam pociągu żyć, a ty jak
nieraz mawiałaś też. Najbliżsi swoi byliby na Litwie, a i tutaj
wówczas, gdyby się człowiek nie dwoił, nie chciał ostatecznie ukończyć
pracy, raz już rozpoczętej. Ale nie zapominaj droga moja o sobie, o
swych chęciach, planach. To dla mnie tak samo ważne, jak i moje własne.
Ja chcę pokochać to, co ciebie przejmuje, chciałbym byś we mnie
widziała zawsze swego towarzysza opiekuna, nie tylko kochającego
człowieka i wdzięcznego ci za twą miłość, za twe matczyne troski o
rozbitka...
6/Xl. Droga mała
dzieweczko, rzeczywiście mi szkoda ciebie, że w tych ciężkich, zupełnie
nowych dla ciebie przejściach jesteś zupełnie sama, a przynajmniej nie
ma przy tobie tego, który we wszystkim, co zaszło jest głównym
winowajcą. Ale, bądź mężna! Wszystko minie, a i takie powikłania i
czasowe przesilenia tym bardziej. Byliśmy nierozważni, jak dzieci
patrzaliśmy na to, co nas oczekuje; w rozkoszy uroczej zapomnieliśmy,
że rzadko się zdarza idylla bez końca. Nie sielankowe teraz czasy, i
ludzie. Może za to mamy więcej energii, by rzucić się do walki z tym,
co się spotkało, i nie dać się zdruzgotać ani poniżyć.
Marynio, dziś jeszcze
więcej niż uprzednio jestem spokojny, przychodzę do normy, bo
bezwarunkowo uprzedni szereg dni czułem się źle; i marzłem i
naniepokoiłem się i niedosypiałem. A trzeba mieć organizm przygotowany
do rzetelnej i długiej pracy. Marynio, nie gryź się, nie upadaj na
duchu, nie poddawaj się zniechęceniu i jakimś majaczeniom ciężkim. Po
co tak tragicznie patrzeć na rzeczy, które się dzieją z milionami nie
wybranych losem ludzi. Przeżyjemy i taki okres w życiu i będziemy
kiedyś tylko wspominali, jak o rzeczy nawet miłej, o tym, co, mam
nadzieję, jeszcze więcej nas zbliży i da nowe, drogie uczucia, jeden
dla drugiego.
Dbaj o swoje zdrowie, drwij sobie z takich okoliczności i słuchaj, co
będę ci znowu przedstawiał.
Od
ciebie Maryniu
wszystko zależy. Ty wiesz sama, że jeżeli do ostatniej chwili nie
wiemy, co będzie dalej w szczegółach, to nie tylko dzięki mojej
niepewności, czy mógłbym wjechać, ile jeszcze więcej niejasnym twym
chęciom, które ty tak rzadko mi wypowiadałaś. Sądzę, że teraz rzecz
stoi tak, iż ja muszę pozostać za granicą - gdziekolwiek. Od ciebie
zależy reszta. Ja bez wątpienia marzę i życzę tego bardzo, byś ty żyła
przy mnie. Dla mnie to ogrom[n]ie
silny bodziec do życia, w pracy byś
ty mi nie przeszkadzała, bo wszak umiałem już przy tobie pracować, a
teraz ty byś sama mię popychała do tego, bo rozumiesz jaśniej, że dużo
czasu musi uchodzić w życiu przeciętnego niebogatego człowieka na tę
prozę. Idzie teraz, co byś ty mogła robić, i czy koniecznie musiałabyś
pracować tylko dla chleba, a nie w tym, co znajdujesz największe
zadowolenie. Gdyby tylko się udało umieścić artykuły, to ja bym jeszcze
pewniej i więcej bym pisał. Zginąć, to nigdy nie zginiemy, nie w
pustyni mieszkamy i zbyt dużo mamy przyjaciół. Więc dla mnie
miejsce byłoby wówczas nieważne
i mógł bym mieszkać, gdzie chcąc. Nawet w głębokiej wsi, byle tylko
taniej można było przeżyć i więcej czasu mieć na pracę. Nie przesądzam
i Finland[ii], jeżeli Szt[ernberg] upewni, że to łatwiej mi
umożliwi
zarobek i wskaże skąd, i jaki on będzie. On zaś pisał takie ogólniki,
takie napomknienia, że z tym się liczyć na serio ja nie mogę. Prosiłem
go, by z tobą tę kwestię wyjaśnił należycie i przy rozmowie o tym bądź
ścisłą w wyrachowaniach kwestii materialnej. Jeżeli się wyjaśni, że
artykułów umieścić nie można, że zamówień na opis popularny o tubylcach
Sachalinu [2] nie
będzie (o czym nie zapomnij się dobić od wydawców
odpowiedzi) i otrzymać zadatku nie można będzie, to ja muszę szukać
stałego miejsca najprawdopodobniej we Lwowie, bo tam najłatwiej niby
znaleźć posadę.
A ty droga moja, musisz
wreszcie mi wyjaśnić szczegółowo, jak patrzysz na sytuację. Mówisz o
konieczności dla siebie zarobku. Na czym się zatrzymywałaś myślą,
zupełnie zamilczasz. Bądź o czas pobytu twego w Pitrze spokojna.
Wydostaniemy [pieniądze], byś
nie czuła się tam ciężarem. Od Ziniaka
otrzymasz 25 rs., które on miał mi tutaj odesłać. Może co otrzymasz za
artykuły, więc zostaw je u siebie. Wreszcie są jeszcze na taka chwilową
biedę środki. Za ten czas, co będziesz w Pitrze, trzeba więc wyjaśnić
tę twoją stronę, bo bez tego, Marysiu, niemożebne jest nadal ciągnąć.
I dla mnie koniecznie
już gdzieś się stałej urządzić. Ile to czasu się marnuje na przejazdy,
rozpakowywanie, układanie. Pisać cokolwiek, siedząc jak na popasie -
niemożliwe. To nie tylko już moje złe przyzwyczajenie. Ale to wszyscy
pracujący umysłowo tego potrzebują. Nie spiesz się, nie gorączkuj się.
Ja na próżno ci dałem w jednym z uprzednich listów taki termin krótki.
Będzie dość czasu. Tylko wiedzmy, że teraz już jedną gawędą skończyć
nie można. Teraz twój pobyt potrzebny i dla ciebie samej, bo w każdym
razie i twoi się nacieszą, i ty choć mało o tyrn piszesz, ale na pewno
napawasz się zadowoleniem, widząc co dzień mamę, Zosię, Zenię, Juluka,
Leona, a może i przyjaciół.
Co do Jasia [3], to
i mię
to martwi, tylko ja mam możność rozumowania. Wiem, że dziecko się może
zmieniać i poddawać, ale wierzę, że u niego grunt przez ciebie dany
zostanie trwałym. Musisz postarać się, by ktokolwiek z porządnych ludzi
mógł do niego się zbliżyć i przeciwdziałać temu, co wnosi w jego duszę
otoczenie jego domu. Tym sposobem ty wypełnisz swój obowiązek matki.
Najmujemy nauczycieli, wychowawców, znaczy się, kochając nawet tak, jak
to robią przeciętne rodziny, wierzymy, że inni wypełnią to lepiej, niż
my sami. Cieszy nas zaś rezultat, że dziecko wyrosło na człowieka
szlachetnego.
A
osobiste stosunki
ludzi dwóch pokoleń, jak rodzice i dzieci, zawsze łatwo się luźnią,
pozostawiają ogrom dzielącej ich przestrzeni. Zbliżają się o tyle, o
ile u jednych są powiązane życiem materialnym i uczuciowym, u drugich,
daleko rzadziej, życiem duchowym, szerszą pracą społeczną. Nad tym moja
droga ty pomyśl i urządź nieznacznie dla niego. Czasem to bardzo
trudne, ale możliwe. Gdyby on chodził do takich ludzi, to mogłabyś mieć
od nich stałe doniesienia o jego rozwoju, przyzwyczajeniach,
dążnościach. Trzeba odnaleźć taką rodzinę, która by się opiekowała jego
duszą, o ile się da. Tym się zajmij, moja mała. To może i niezwykła
droga, ale prawidłowa. Przyjdzie zaś czas, gdy i on ciebie oceni lub
pozbędzie się zawisłości.
Rozpatruję
całą
sytuację z punktu zapatrywania twojego, że od razu przerywa się pomoc
materialna, którą miałaś. Nie mogę tylko wykombinować tego, że ty
zupełnie zrywając z mężem, nie otrzymujesz ani grosza. Prawo mówi
inaczej, nie mówiąc o poczuciu sprawiedliwości. Jaką drogą może ona być
zadość uczyniona, to rzecz inna i dlatego radziłem ci zwrócić się do
prawnika, ale porządnego, bo ja się lękam, że twój krewniak Groński [4] —
to nicpoń i z takimi to niebezpiecznie, bo przesadzają.
Marynko
muszę przerwać
i zanieść na kolej list. Jakbym to ja chciał byś mi o sobie jak
najwięcej opowiedziała. Zawsze czuję niedopowiadanie; z takim trudem
wynurzasz się, okienka twej duszy osobistej tak szczelnie zamknięte.
Poświęć mi więcej niż pół godzinki, które odrywasz na napisanie liściku
do mnie i tylko w moich sprawach. Co prawda, one są i twoimi, ja ci za
to tak jestem wdzięczny. Ale ty sama nie możesz ukryć, że tym się nie
kończy twoje zainteresowanie życiem i związek z nim inne ma jeszcze
nici ode mnie tak starannie ukrywane.
Marysiu, gołąbko, bądź
ze mną jak z twym szczerym przyjacielem. A na pożegnanie, tak cię
ściskam, byś choć jeden siniaczek miała na swym delikatnym ramieniu.
Pisz droga, uściśnij twoich.
Twój
Broniś.
Zajdź do Juwaczowa, on może wskazać
wydawców. Powiedz, że moje położ[enie]
złe.
10
Data: „5/XI-6/Xl". W lewym górnym rogu podany nr listu: „VIII".
[1] L. J. Szternberg
zachęcał B. Pilsudskiego do osiedlenia się i podjęcia pracy w
Finlandii, jednak Bronisław odrzucił te propozycje, jako mało konkretne
„ogólniki".
[2] W korespondencji
Piłsudskiego spotykamy liczne wzmianki o planowanej pracy poświęconej tubylcom Sachalinu,
zapowiadane wspomnienia nie zostały - niestety - napisane. Interesujące uwagi dotyczące tej
sprawy, z podanym tekstem konspektu pracy zob. A. Kuczyński,
O nienapisanej
książce Bronisława Piłsudskiego, „Lud" 1994, 1. 77, s. 191-198.
[3] Z młodym Żarnowskim jego
ojciec miał poważne kłopoty. List w tej sprawie J. N. Żarnowskiego do M. Żarnowskiej
(Petersburg, 8 VIII 1906) zob. Aneks, s. 409-410.
[4] Adwokata nazwiskiem
Groński nie udało się bliżej określić.
11
[Zakopane], 6 XI-7 XI [1907]
Mała,
śliczna Marynio,
dziś przed snem, podczas którego mam nadzieję, że cię zobaczę, napiszę
ci trochę o tym, co widzę i słyszę bez mojej pani.
U
Turzymy dotychczas
niedużo osób. Jakiś pół wariata siedzi w swym pokoju i nigdy się nie
pokazuje. Za obiadowym stolikiem zasiadają Lack [1],
Marysia [2], ja
i sama
gospodyni [3].
Dziś przyjechała mała córka, przypominająca trzęsący się
liścik osiny lub innego drzewa. Lack jest to niby krytyk artystyczny,
znawca jakich nie bywało i artykuły jego niby będą odszukiwane z czasem
(wszystko to podaję w ocenie zachwyconej i aż nadto to ujawniającej p.
Turzymy), ale tymczasem nieoceniony i jak wszyscy prorocy nie mając[y]
posłuchu u swoich. Smaruje niby po 24 dużych stronic nowego zapewne
utworu, a za obiadami i kolacjami jest milczący, czasami tylko siląc
się na jakieś koncepta. Marysia jest zawsze sobą i ciągle rozprawia,
nie tracąc humoru i łatwości obracania języka. O Ziuku to ma się
rozumieć powstrzymam się, żeby nie być stronniczym.
Zakład przyprowadza się do porządku, co my pierwsi uczuwamy to dość
dobitnie, bo jesteśmy wszyscy wysmarowani farbami.
Przyjeżdżał to literat
Bukowiński [4],
mający wydawać nowe pismo w Warszawie pod tytułem
„Sfinks".
Był ucieszony propozycją drukowania artykułów mego
przyjaciela Hasiegawy [5] i
będzie go nawet reklamował — naprzód jako
współpracownika swego. Zobaczymy, co wyjdzie z tego. W tygodniku tym
mają uczestniczyć Daniłow[ski]
[6],
Żeromski [7],
Kasprowicz [8],
Witkiew[icz] [9],
Sierosz[ewski] [10],
Markowska [11] i
inni. Poznałem niedawno Orkana [12], ale
nie mogę
ci określić go bliżej. Z Paryża przyjechał mój znajomy, brat Fiuta,
przyrodnik [13]. Ma
mieć w sobotę odczyt w sali czytelni.
Doktorowa
[Gawlikowa]
była solenizantką niedawno. Maryniutka wyprosiła u mnie, bym napisał
jej wiersze. Oto musiałem wysilić się, ale wyobraź sobie nie
wiedziałem, że mogę być wierszokletą, gdy tego potrzeba. Napeckałem
jakieś 2 czterowiersza i dałem do wyboru. Była zachwycona i Maryniutka,
a potem i sama Gawlikowa, gdy otrzymała. Chociaż Maryniutka udaje, że
sama wykombinowała, jednak zapewno się domyślają i wątpię, by
zaimponowała Mar[yniutka]
swojej rywalce. Wszak ciągle się sprzeczają i
rywalizują rozumem, wdziękami itp. Zostałem za to na imieniny
doktorowej [zaproszony i]
tak uraczony tortami, owocami, że aż mdło mi
się potem zrobiło.
A ja się ostrzygłem
trochę, Marynio, i nie wytrzymałem, chcąc z powodu twego odjazdu
zapuścić żałobną fryzurę. Dokuczały mi włosy na szyi.
Zimno, ale śniegu nie ma. Jednak pokój opala się należycie.
Spotkałem raz Łopaconkę. Dobrze wygląda. Muszę ją odwiedzić.
„Kariera Janka" w
felietonach „Naprzodu"
jest pisana bardzo nieudolnie. Opisane są
stosunki studenckie Petersburga z lat 1895-1897. Pseudonim autora
jeszcze nie odkryty.
Z Marysią byłem u
Turskich [14];
poznałem wreszcie sławne Pelcię i Melcię. Mną operował sam
pan. A Marysię wszak przegadały te dwie babulki przy pomocy jeszcze
swej matki. Trzepiotały wszystkie razem, że aż w uszach ból uczułem. A
Marysia wychodząc skarżyła się, że ma ból głowy, bo nie dały jej mówić.
On zajmujący, bo zna stosunki czasów ubiegłych, z emigracji starej. Nie
znalazłem, by plątał fakty tak, jak mi powiadano.
Nie pisałem ci, że
Bekowa [15]
umarła. W wilię dni zadusznych przygotowała na mogile męża
lampeczki, upiększyła grób, ukończyła właśnie śliczny krzyż z nadpisem
rzewnym i tak pasującym do jej męża: „Jednemu z tych, co czynem marzyć
chcieli" — i upadła zemdlona. Uderzyła ją apopleksja. Tego samego dnia
już jej nie było. Zostały dwie córki. Ona była rodzoną siostrą
Prószyńskiego [16]
(Promyk), który silnie chory leży teraz w Zakopanem.
Gdy
mieszkałem u gazdów
— ten biedak Jasiek [17], co
to biedny przecierpiał z naszego powodu,
najwięcej mi usługiwał. Zawsze czynny, chętny, mile spotykający. Tak mi
szkoda, że nie mam czasu i możności bliżej się zetknąć z ludem, z
dzieciakami. Jest sens i chęć do tego, gdy się żyje stałej w jednym
miejscu i można okazać wpływ więcej systematyczny.
Poukładałem
twe halki i
resztki ubioru myśląc, kiedyż to ty sama rozwiniesz? Marynio, czy
dłużej chcesz zabawić? Czy będziesz [się]
spieszyła? Co postanowisz
robić nadal? Mam nadzieję, że na wszystkie uprzednie listy ty mi
odpowiesz już zupełnie poważnie i szczegółowo.
Miałem znowu miły list
od mego przyjaciela Japończyka — literata. Pisze mi z zachwytem o swym
synku [18],
który się urodził przy mnie w miesiącu „Konia" i otrzymał ode
mnie podarunek, jak się należy według obyczajów japońskich. Szczerze mi
życzy, bym i ja miał takiego małego człowieczka, i dodaje japońskim
przysłowiem: „kochający ojciec zawsze głupi".
Mała moja, całuję cię mocno. Jak się czujesz, Marynio pisz mi więcej o
sobie. Stojąc na kolanach przed tobą, proszę cię zrób to, nie zapomnij.
7/Xl. Dziś były dwie
gazety tylko, widocznie pisane ręką Jasia [Żarnowskiego]. O ile mi to
było przyjemnym, bo wywnioskowałem, że znaczy się on dla ciebie jest
zupełnie dobry, jeżeli nie ma i do mnie pretensji. Lecz za to nawet
charakteru twego [pisma] nie
widziałem i smutno mi było. Ziniak mocno
mię zasmucił [19]. Po
pierwsze wyjaśnił, że wracać teraz nim Manifest jaki
nie skasuje mi przypisywanych nowych win — niemożliwe. Ale po wtóre
pisze mi, że nie może do ciebie chodzić z powodu mamy i ma to być
postanowienie ostateczne. Widocznie zrobiła mu impertynencję i biedny
zapewno za mnie musiał odpokutować. Martwi mnie to bardzo, bo widoczna,
że ty łagodzisz tylko stosunek mamy do mnie, nazywając go słabą urazą.
Napisz mi otwarcie.
Niepokoję się o swoje
artykuły, lękam się, że zabrakują i będziesz miała kłopot. Ale wszak
mogą przerabiać i zmieniać. Głównie sądzę — szwankuje nie[w]prawność
literacka. Gdyby dodatnio się rozstrzygnęła kwestia z artykułami i
otrzymałbym pewną dość znaczną sumę, to wówczas wolałbym osiąść w
cichszym miejscu i znowu zająć się smarowaniem. Tematów jest jeszcze
moc i faktów niemało, ale trzeba spokoju, pewności siebie i
silniejszych bodźców. Dziś np., układając
rzeczy, rozmawialiśmy z gospodynią. Oddałaby
wszystkie 3 pokoje za 100 guldenów
na całą zimę (tj. za 7 mies[ięcy]).
To bardzo niedrogo. Ziukowa dałaby brakujące naczynie i jakoś by
się żyło, oszczędnie. Jeszcze taniej można by urządzić się
u Bajów [20].
Żona do
niego przyjechała. Mają domek o 3 pokoje. Jeden mogliby oddać. Myślę
tylko, czy ty miałabyś zajęcie i zadowolenie jakie byś chciała i
którego ja dla ciebie bardzo pragnę. W Zakopanem jest też towarzystwo.
Można od czasu do czasu jeździć do Krakowa. A przyroda i teraz śliczna.
Powietrze cudowne. I zapewno, że zdrowiej, niż gdziekolwiek bądź,
jeżeli nawet chorzy tutaj się poprawiają. Jest to wiec też jeden z
projektów. Musisz jednak w każdym z przedstawionych przeze mnie i sama
dołączyć swoje zapatrywania i swoje plany i wywnioskować, co stanowczo
może być odrzuconym, a co możliwe itp.
Marysiu droga, nie daj
się zajeść tym obrzydliwym materialnym wężom naszego życia, które nas
obiegły. Przetrwamy je i wszystko pójdzie potem gładziej. Któż może
przewidzieć dzień jutrzejszy? W każdym danym wypadku bądźmy sobą i nie
zapomnijmy, że życie ma jeszcze tyle stron pociągających, że my jeszcze
nie ta milionowa szara masa nieszczęsna - nie mająca ani małej nadziei
na jasną, pogodną, lekką przyszłość przynajmniej w kilku pokoleniach.
Uściskam cię mocno,
czekam listów, bo zaczniesz teraz mi odpowiadać, wszak prawda, dziecko
me dobre, jedyne. Nie gryź się, szanuj zdrowie — energia własna, pomoc
ludzka wyprowadzi nas na dobrą spokojniejszą drogę.
Twój
kochający i czekający Cię
Broniś.
Twoich ściskam. Mamie całuję rączki.
Posyłam
jutro jeden
artykuł, który jeszcze nie przepisany, ale dla poznajomienia się. To
odpowiedzi dla „Woprosow
Sibiri". Tam mój kolega uniwersyt[ecki]
redaguje — Gołowaczow [21]. Czy
nie odnajdziesz ty Bierezina N[ikołąja]
wydawcę popularnych książek, to też mój kolega szkolny i
uniwers[ytecki]. On by
możliwie pomógł w zamówieniu na popularne
książki, tyczące się Wschodu. Co z fotografiami robisz. Je koniecznie
trzeba by przykleić gdzie. Mam jeszcze sporo ich. Całuję jeszcze raz.
Czekam listów!
Ziukowa Cię całuje. Sirkowie kłani[ają].
11 Data:
„6/XI
7/XI". W lewym górnym rogu podany nr listu: „IX".
[1] Stanisław Lack
(1876-1909)-krytyk literacki, współpracownik krakowskiego „Życia", przyjaciel Stanisława
Wyspiańskiego, zmarł na gruźlicę; w autografie: Lak.
[2] Zob. przyp. 2 do
listu 3.
[3] Maria z
Prus-Głowackich Wiśniewska,
pseud. Maria
Turzyma, wspomniana niżej jej córka mieszkała w
Krakowie; bliższe dane dotyczące Turzymy zob. przyp. 6 do listu 2.
[4] Władysław
Bukowiński (1871-1927) - poeta, krytyk literacki i
teatralny, publicysta;
w założonym i redagowanym przez siebie warszawskim miesięczniku
iiteracko-artystycznym „Sfinks" (1908-1913) zamieścił
artykuł B. Piłsudskiego Na niedźwiedzim święcie u Ajnów z wyspy Sachalin (t. 7-8: 1909).
[5] Futabatei Shimei,
właśc. Hasegawa
Tatsunosuke (1864-1909) - wybitny pisarz japoński, tłumacz
literatury rosyjskiej; zaprzyjaźniony z nim Piłsudski nazywał go najczęściej Hasiegawa.
[6] Gustaw Daniłowski
(1872-1927) - powieściopisarz, poeta, publicysta, działacz PPS blisko
związany z Józefem Piłsudskim.
[7] Stefan Żeromski,
pseud. Maurycy
Zych (1864-1925) - prozaik, dramaturg, publicysta;
darzył uznaniem B. Piisudskiego, z którym spotykał się w Zakopanem i w
Paryżu (1909). Latem 1910 obaj zwiedzali wystawę angielsko-japońską,
gdzie byli też Ajnowie. Zdaniem pisarza „Pan Bronisław był ojcem,
dobrodziejem i sędzią Ajnosów" obecnych na wystawie.
[8] Jan Kasprowicz
(1860-1926) - poeta, krytyk, tłumacz.
[9] Stanisław Witkiewicz
(1851-1915) - prozaik, krytyk artystyczny, malarz; korespondujący z
pisarzem Józef i Bronisław Piłsudscy tytułowali listy: „Kochany
Wujaszku".
[10] Zob. przyp. 4 do
listu 5.
[11] Maria Markowska
(1878-1939) - poetka okresu Młodej Polski, żona gen. WP Henryka Minkiewicza.
[12] Władysław Orkan,
właśc. Franciszek
Smreczyński (1875-1930) - poeta, powieściopisarz, dramaturg,
publicysta.
[13] Romuald Kazimierz
Minkiewicz (l878-1944} — biolog, literat, publicysta, popula
ryzator wiedzy
przyrodniczej (kursy oświatowe w Zakopanem i Krakowie 1905-1908), zamordowany 24 sierpnia przez
Niemców w Warszawie. Brat Romualda Henryk Minkiewicz,
pseud. Fiut
(1880-1940) —
dowódca 3 pp Legionów Polskich, gen. dyw. WP zamordowany w 1940 r.
przez Rosjan w
Katyniu.
[14] Kasper Michał
Turski (1874-1925) — emigrant, konspirator, walczył
w legionie polskim
z Prusakami pod dowództwem Garibaldiego w wojnie francusko-pruskiej, z
końcem XIX w.
zerwał z ruchem rosyjskim i wstąpił do PPS.
[15] Zenona z
Prószyńskich Bekowa
(ok. 1859-31 X 1907) - żona Dionizego Beka
(1865-25 IV
1907), publicysty, działacza społecznego, redaktora „Przeglądu Zakopiańskiego", oboje pochowani na Peksowym
Brzysku w Zakopanem.
[16] Konrad Prószyński,
pseud. Kazimierz
Promyk (1851-1908) — działacz oświatowy, publicysta, księgarz,
redaktor „Gazety Świątecznej"
(1881-1908); w ostatnich latach życia leczył się m.in. w Zakopanem, zm. 8
VII 1908 w Warszawie.
[17] Zapewne Jan
Gąsienica, syn Daniela Gąsienicy, u którego
mieszkali Bronisław i Józef Piłsudscy.
[18] Z drugiego małżeństwa,
które Futabatei Shimei zawarł w 1904 r., miał dwóch synów.
[19] Kazimierz Piłsudski
(Ziniak) informował, że całkowicie zerwał kontakty
z matką M.
Żarnowskiej, Heleną Baniewiczową; nadmieniał ponadto, iż w Petersburgu
znana jest antyrosyjska
działalność Bronisława w Japonii. „O portrecie Twoim w gazecie,
która wychodziła w
Japonii, tutaj wiedzą i [o] rozmowach z żołnierzami też, o sprawie z
Matwiejewem też".
[20] Bolesław Antoni
Jędrzejowski, pseud. Baj
(1867-1914) - działacz polityczny, współredaktor „Przedświtu", założył wydawnictwo
Spółka Nakładowa „Książka", które w 1905 r. przeniósł ze Lwowa do
Krakowa. B. Piłsudski w tym wydawnictwie zamierzał ogłosić swe sachalińskie wspomnienia,
które jednak nigdy się nie ukazały.
[21] Nie udało się ustalić
bliższych danych dotyczących redaktora Gołowaczowa, jak i wspomnianego niżej wydawcy
Nikołaja Bierezina.
12
[Zakopane], 8 XI -10 XI
[1907]
Dobrej
nocy, Marysieńko!
ale przedtem daj
smacznego buziaka. Dziwnie, ty żadnych o mnie snów nie masz, a ja
miewam o tobie. Wczoraj był nawet przykry, bo ty nie chciałaś jechać do
mnie. Co
prawda, że figury twojej nie widziałem, przynajmniej nie mogłem sobie
jej uprzytomnić, gdym się obudził. A zawczoraj to miałem sen erotyczny,
ale dobrze nie mogę powiedzieć, czy ty w nim figurowałaś.
Zmartwiłem ciebie swymi
listami i tym niepokojem, którego opanować nie umiem. Potem tylko
rozumuje, że byłem niecierpliwy, że dałem się unieść i przesadziłem.
Ale łatwość w traceniu równowagi — jest to właśnie objaw neurastenii.
Praca i to systematyczna jest dla tej obrzydliwej choroby bardzo
korzystną i jednym z ważniejszych lekarstw. Już bardzo późno, po
pierwszej i czuje się zmęczonym, więc nie piszę ci o Finl[andii], o
czym dłużej dziś myślałem.
Wyobraź sobie Turska
(Pelcia czy Melcia nie wiem) śpiewała w Londynie, musiała zaprzestać,
bo coś w gar[d]le się
zrobiło, ale ma wystąpić tutaj z koncertem zimową
porą na rzecz biedujących emigrantów. Pomówię z nią o jej śpiewie i tej
kwestii. Ty już za nic nie będziesz mogła wywinąć się i zmuszą cię do
ofiary dla wygnańców małej cząsteczki twego talentu. Gdy pojedziesz, to
zabierz koniecznie tę suknię, w której występujesz, tj. wyst[ępow]ałaś
w Pitrze.
Czytuje i ja po kilka
razy twe listy. Zawsze żałuję, że tak rozmaszyście piszesz, bo inaczej
musiałabyś nawet na jednej ćwiartce napisać więcej, niż na trzech teraz.
O sobie i swoich mało
piszesz. Czy się leczysz? jak cię prosiłem. Czy pijesz karlsbadzką
wodę? Czy jadasz mięso? Czy dostatecznie się wysypiasz? Cóż ty dałaś
Julukowi [1] i
Leonowi, bo wszak zdaje się odłożyliśmy i nic nie kupiliśmy
im. Czy starałaś się o książki, spis których dałem. Drogich nie trzeba
kupować. Ale niektóre bardzo bym chciał mieć: Krasnowa [2],
Panowa [3] i
Komandirowka [4] na
Sachalin z „Wojennych
Sborników" za 1906 czy 1907 r. U
Juwaczowa mogą być zapewne, albo u „bukinistów" (antykwariuszy). A cóż
Jaś, przychodzi? Czy otrzymał „Trybunę" [5]? Jak
chodzisz po mieście, czy
nie marzniesz? Maryniutka powiedziała mi komplement, że dziś bardzo
pięknie wyglądam. A ty mała dziecinko, czy przyszediaś [!] do dawnego
stanu? i wypiękniałaś?
Jeżeli
tak, to cię
całuję w policzki (czy pucowate [pucułowate] jak u starej Maryni) i ze
spuszczoną giową idę samotnie do łóżka.
9/XI dzień. Nie miałem
dziś nic, co by było w twoich rękach, na co by patrzały twoje oczki.
Ani listu, ani gazety! Odczytałem tylko twoje listy uprzednie. Maryniu,
czy prawdę tylko mi piszesz, czy rzeczywiście masz pieniądze? Nie
ukrywaj dziecko nic przede mną. Masz czasem chętkę zataić ode mnie
nieprzyjemne rzeczy, ciebie się tyczące, a zarazem i mnie. Nie rób
tego, moja mała. Ja zawsze wolę być przygotowanym do najgorszego i
jednak nie poddać się, wybrnąć. Chociaż bezwarunkowo tak się chciałoby
nieraz sielankowych prawie warunków życia. Ale cóż, kiedy w około takie
szalone piekło, taki bezmiar goryczy, bólu, podłości, i świętej
ofiarności, że o tym wszystkim zapomnieć niepodobna.
Listu
dziś ci nie
poślę. Jesteś spokojniejszą. Sądzę i w domu się trochę uspokoili, są
weselsi i nie tak może potrzebujesz mojego słowa przyjacielskiego.
9 XI noc. Znowu idę
spać, i tylko pomarzę, że przytulasz mnie do swego łona, i prosto a
serdecznie mówisz „Broniś, mnie z tobą tak lekko, dobrze!". A jak mnie
było wówczas błogo; anielskie rozczulenie, cicha spokojna radość
rozchodziły się po całym mym ciele i duszy, i zdawało mi się, że to
najszczęśliwsze chwile w mym życiu. Głębiej, lepiej odczuwałem całą moc
szczęścia, niż gdy myśl o tym, że i mnie z tobą dobrze, narodziła się
wprzódy u mnie. Czemu to tak — nie mogę objaśnić sobie. Pamiętasz, gdyś
ty zmęczona położyłaś się na kanapce, a ja też położyłem obok głowę i
myślałem nie ruszając się, udając, że i ja zasypiam. Podniosłem się i
siadłem pisać, gdy już ty dobrze spałaś. A ty tak pięknie tym się
cieszyłaś! A las koło ul. Sienkiewicza i nasze nocne spacery?
Karslbadzkie kwiatki co ci co dzień nosiłem z lasku! A pierwszy dzień i
noc w Krakowie?! Twoje wejście do mnie na Topolowej. Jaką mi się
wydałaś wówczas drobną, głosik zupełnie dziecinny; chyba drżałaś.
Marynko droga, moja siostrzyczko najmilsza, tyle cudownych, boskich dni
tobie zawdzięczam. Jak pierwszy, delikatny, czyściutki śnieg pokrywa
równym kobiercem sczerniałą, pomarzła glebę, tak twoja osóbka, twe
pieszczoty, twa opieka i miłość zaćmiły mi uprzednie ciężkie lata i
wrócić do nich byłoby boleśnie...
Nie
posyłam ci dalszego ciągu listu.
Nie zdążyłem ci odesłać
listu, pociąg odszedł. Byłem u Turskich. Żona jego ma głos kontralto.
Opery ma Trubadura,
Salome
i inne, ale Fausta
nie było. Będę szukał u
kogo innego. Jeszcze tej zimy może wystąpi na scenie, jeżeli ją
przyjmą. Napisała do dyrekcji propozycję i zaraz poprosili jej, by
przyjechała i oni mogli poznać jej głos. Ona sądzi, że nie trudno
postąpić na scenę, bo potrzebują śpiewaczek i chętnie biorą swoich. Za
granicą przyjmują do konserwatorium] tylko do 23 lat. Ona jednak uczyła
się prywatnie w Paryżu, tam to drogo kosztuje. W Polsce nie ma tych
terminów wiekowych. Oczekuję dpowiedzi od Krauzowej [6],
której napisałem, nie nazywając ciebie, ale mówiąc, że to się tyczy
bardzo bliskiej dla mnie osoby.
Słuchaj Maryniu, może
niesłusznie, ale ja przeczuwam, że serce twe dla mnie obojętnieje, że i
mnie prędko z tą samą lekkością zaliczysz do tych twoich znajomych
nowych, którzy nie są dla ciebie dość czuli, którzy ciebie krepują i są
tobie niepotrzebni w twym życiu. Gdybym to mógł przenieść się i
rozmówić się z tobą tak szczerze, byś mi się wypowiedziała otwarcie i
jasno to, co teraz tylko czuć się daje z twych króciutkich listów,
zdawkowych słów, które mi dotychczas jednak posyłasz.
Np. o Finlandii teraz
mi piszesz obszerniej, i widzę, że ja tylko mam tam zamieszkać, a ty
byś się uczyła w Pitrze, lub otrzymała miejsce gdzieś w Rosji. Więc już
teraz cię ciągnie do rozstania!... Znajomi nowi niby dla ciebie
nieczuli, co nie jest prawdą. Jest to dowód twej niechęci własnej
chyba. Pomyśl, że ty sama skryć chcesz od nich najgłębsze, najdroższe
swe tajniki duchowe, swój talent, swoje plany i potem rzucasz na ludzi
kamieniami, że mało się tobą interesują, że ciebie nie ocenili z tej
chyba strony. Po cóż to robienie przed nimi tajemnicy, czemu nie być
szczerą z nimi, może niejedną radę, a może i pomoc byś spotkała. Np.
Marysia sama w tych dniach mi mówiła, czemu byś ty nie uczyła się
śpiewu, jeżeli by się wyjaśniło, że już za późno iść drogą artystyczną,
to zostałby w ręku fach nauczycielski śpiewu, dość popłatny. Musiałem
przemilczeć dla twoich, nie wiem jak to nazwać, dziwacznych chęci.
Tam
szukasz ludzi,
którzy by ci pomogli, swobodnie mówisz o tym, a tutaj unikasz tej
kwestii, dowodzisz, że jesteś niemą, że dawno te mrzonki wyrzuciłaś
precz. Może ja jestem winny, że nie przymusiłem cię wyjaśnić twe chęci,
projekta wcześniej, że nie umiałem cię prosić, byś śpiewała, że nawet
podstępy, o których marzyłem, mi się nie udały, że sądziłem, iż ty
więcej jesteś drażliwą na nacisk z zewnątrz, niż się okazuje.
Marynio
droga, ty
pogardzałaś nami jako profanami w śpiewie, ale nie sądź, byśmy byli
nieczuli na piękno, by i tu nie było ludzi, dla których dźwięki piękne
nie dawały rozkoszy, zapomnień o warunkach ciężkiego życia. Ja siebie
nazywałem, że w gruncie ja jestem stworzony „dlia wdochnowienja, dlia
zwukow sładkich i molitw" [7].
Inne jednak, nie tylko te jedne wyrosły w
duszy potrzeby; poczucie solidarności z najbliższymi, przyjaciółmi,
klasą społeczną wydziedziczoną, z narodem całym uciskanym i jarzmionym
— woła tak silnie, stale, rozpaczliwie! Ale moja droga ja szanuję
talenta w ogóle, a talent drogiej dla mnie osoby, jest już przeze mnie
kochanym, chociażbym jak dotychczas nie korzystał sam z niego, a nawet
odczuwał, że on był przyczyna twego w tym kierunku pogardliwego
stosunku do mnie, powodem niejednego bólu mi sprawionego. Ale to
przeszło. Marynio, ty chyba się przekonałaś, że ja tobie szczerze od
pierwszych dni naszego współżycia mówiłem, że krepować twej indywidualności
nie
chcę, że chciałbym, byś swe zdolności rozwijała nie tylko dla swej
przyjemności, ale dla rozkoszy, radości mogących cię podziwiać. Z tego
powodu ja się smucę bardzo, że odczuć możesz żal o straconych 5
miesiącach czasu.
Decydujesz
się na Lwów,
ale znowu z rezygnacją, że musisz porzucić świetne plany, że znowu ja
będę przyczyną twego smutku, twych nieziszczonych nadziei stać się
artystką.
Ten
sam Lwów i Kraków
nawet wydawali się ci przed odjazdem możliwymi i nie widzę, czem się
zmienili. Petersburg dla głosu jest najgorszym miastem. Dobrych
profesorów zupełnie nie ma. Od razu na scenę ani tu, ani tam cię nie
przyjmą. Jeżeli tylko tam będziesz szukała ludzi interesujących się
takimi zdolnościami, to tylko tam ich odnajdziesz. Chcąc od wszystkich
tutaj się ukryć — będziesz miała tutaj pustynię. Twoi starzy znajomi
dobrzy dla ciebie, nie dlatego, że ich w jakimś szczęśliwym dniu
spotkałaś, ale dla twoich i własnych ich właściwości, dzięki dłuższemu
czasu obcowania. Czemu taki lęk masz do nowych ludzi, którzy niby Cię
zawsze pociągają?
Marynio
droga, ja
kocham cię silnie, twoje istnienie bliskie stało się dla mnie
potrzebnym, drogim, napełniającym nowymi siłami, twoje pieszczoty goją
mi zranioną, wymęczoną uprzednim życiem duszę i dają mi więcej męstwa,
więcej aktywności, o ile jeszcze jestem zdolny. Ja marzę i czekam z
upragnieniem chwili, gdy się spotkamy i serdeczny nasz związek się
utrwali, ale najdroższa dziecinko ja na wszystko się zgodzę, byle nie
być obwinianym, iż cię gnębię, co może ci wmawiają, albo ty wierzysz, i
dałaś mi wyraz w swym liście piątym, że wracasz do Lwowa ze smutkiem,
że świetne twe plany są pogrzebane. Marysiu, zastanów się, szczerze mi
odpisz. Ja chciałbym ci wszystko zrobić, co będzie w mej mocy, ułatwić,
odszukać, prosić itp., opiekować się tobą, kochać, jeżeli to tobie
potrzebne. Ale jeżeli uważasz, że to niedostateczne, jeżeli tylko tam
może się rozwijać twój talent, jeżeli trudności większe tutaj dla
ciebie się wydają nie do zwyciężenia..., rób Marynio, co ci podpowiada
uczucie, nie żałuj mnie. Miłość moja nie ta, do której może się
przyzwyczaiłaś. Istnienie nasze takie niepewne; możliwe, że dnie moje
się skończą prędko. Nie chciałbym, by kto krakał potem, że ja tobie
przyszłość zepsułem, byś ty do mnie potem żal odczuwała, że
przeszkodziłem ci wejść na drogę, tobie mogącą dać najwięcej radości i
zadowolenia.
Odpisz
mi droga moja,
dobra Marysieńko jak najprędzej, tylko szczerze, chociażby to miał być
dla mnie wyrok gorzki i smutny. Całuję cię długo i ze smutkiem, ale z
rezygnacją czekam twej odpowiedzi.
Twój
Broniś.
Nic
nie zmieniam, do otrzymania odpow[iedzi]
zostaję tymczasem w Zakopanem.
Jak
twoje zdrowie?
Posyłam artykuł o stosunkach uczących się dwóch płci w Jap[onii].
Postaraj się, jeżeli masz czas umieścić go w jakiej redakcji.
10/XI.
Marynko luba,
znowu nic nie otrzymałem od Ciebie, ani gazety. Cóż znowu się dzieje.
Uspokajam siebie, ale tak bym cię prosił, byś jeżeli nie piszesz, to
choć gazetę poślij i ja będę pewny o ciebie. Cały ranek przepracowałem.
Chcę co dzień nie wychodzić nigdzie do obiadu i pracować. Tak robiłem
już kiedyś i to najlepiej się posuwa praca, bo od rana giowa jeszcze
nie wsiąknęła innych wrażeń. I gdyby nawet wieczorem nie udało się nic
zrobić, to za 3-4 godz[iny]
coś się napecka. Mam nowe projekta, napiszę
ci obszernie pogląd na nich. Sądzę, że gdybyś ty mogła otrzymać środki
na kształcenie się i gdyby cię określił jaki znawca, że jeszcze masz
głos świetny, czy dobry i że nie późno się uczyć, to ja sądzę, że
najlepiej by pojechać do lepszych konserwatoriów. Turska mówi, że
wszędzie uczą darmo, a gdy kto ma świetny głos, to można się dostać i
do Reszkiego [8]
darmo. Przynajmniej z największą korzyścią przejdzie
czas, a gdybyś nie mogła nawet śpiewać potem, to będziesz miała markę
dobrą jako nauczycielka, uczenica lepszych profesorów. Ja bym zaś
pisał, a to wszędzie jest możliwym. Turski daje nadzieję, że francuski
znajomy jego wydawca mógłby dać naprzód za wspomnienia, które bym ja
mógł napisać. Do tego mię wielu nakłania i ja bym zgodził się, gdybym
miał choć na zimę zapewniony byt i stałe na cały czas zamieszkanie. W
niepewności o jutro nie idzie taka praca, która potrzebuje oderwania
się jak największego od stosunków i myśli o przyszłości. Całuję Ciebie
mocno moja najdroższa dziecinko.
Twój
Broniś.
Uściśnij
swoich. Czy otrzymały Zosia i Zenią moje kartki kiedyś posłane do Wilna.
12 Data: „8/XI-10/XI.
Niedziela. (28 pażdz. st. sl.)". ,W lewym górnym rogu podany
numer
listu: „Xl". List nr „X"
nie zachował się w zespole publikowanej
korespondencji.
[1] Julian i Leon Baniewiczowie
— bracia Zofii Baniewiczówny i Marii Żarnowskiej, kuzyni Zenony Piotrowskiej,
zob. przyp. 2 do listu 2.
[2] Andriej Nikolajewicz
Krasnow (1862-1915) —botanik i geograf, prof. Uniwersytetu w Charkowie; uczestnik wielu
ekspedycji, w tym również i na Sachalin (1892), o którym napisał kilka prac i artykułów.
[3] Wiktor Ananiewicz
Panow (1860-1920)—marynarz, dziennikarz, publicysta, redaktor gazety „Dalnij Wostok", radny rady miejskiej
Wladywostoku (1898-1902).
[4] Z polecenia Muzeum
Antropologii i Etnografii Rosyjskiej Akademii Nauk i Rosyjskiego Komitetu do Badań Azji
Środkowej i Wschodniej Piłsudski odbył wyprawę naukową na Sachalin. Wyniki badań przedstawił w
obszernym sprawozdaniu: Otczot B. O.
Pilsudskogo po komandirowkie k Ajnam i Orokam o.
Sachalina w 1903-1905 godach, opublikowanym w: „Izwiestija Russkogo Komilieta dla Izuczenia Srednej i
Wostocznoj Azji", 1907.
[5] „Trybuna" —dwutygodnik, pismo
socjalistyczne, wychodziło w Krakowie w 1. 1906-1907, redakcja mieściła się przy
ul. Retoryka.
[6] Zob. przyp. 11 do lislu 5.
[7] Ros. - „dla
natchnienia, dla dźwięków słodkich i modlilw".
[8] W tym czasie działali
Jan Mieczysław
Reszke (1850-1925) i jego brat Edward Reszke
(1853-1917), znakomici śpiewacy, którzy odnosili duże sukcesy na
scenach operowych Europy i Ameryki.
13
[Zakopane], 10 XI-12 Xl
[1907]
Droga,
dobra Marynio,
jestem pewny, że jutro
będę czytał to, co mi kilka dni temu o takiej może porze pisałaś.
Napracowałem się, czuję się nawet zmęczonym, ale jeszcze na noc z tobą
moja mała muszę porozmawiać.
Zajmuje mię bardzo, co
odpisałaś ty byłemu mężowi. Nie dla jakiego nacisku na ciebie, ale
pozwól mi szczerze wypowiedzieć swe zdanie. Ja sądzę, że rzeczywiście
ty nie masz racji nosić jego nazwiska, raz już istnieją te dodatki do
naszych imion. Jeżeli nie zechcesz uprawnić naszego stosunku, to w
każdym razie formalnie z tamtym musisz wziąć rozbrat. Trzeba liczyć się
i z cudzymi poglądami i odczuwaniem, o ile nasze postępki je wywołują,
i o ile skutki ostatnich mogą być usunięte bez naszej szkody moralnej.
Możliwą jest rzeczą, że
twój b[yły] mąż jest
szczerze przejęty kwestią ulegalizowania twego
położenia, ciesząc się, że przestaniesz figurować jako jego żona, co
nie zawsze mogło mu sprawić przyjemność; jeżeli nie miał nadziei, że
się poprawisz, przeprosisz lub i bez tego, będziesz wspaniałomyślnie
przyjętą na panią jego domu. Dobrą rzeczą otrzymanie rozwodu będzie i
dla samej Ciebie. Zniknie fałszywość położenia, zależność stała od
kogoś, z którym się zerwało łączność duchową i serdeczną. Dla mnie
przyjemniej to, bo będę odczuwał, że ty szczerze mię kochasz i nasz
związek uważasz nie chwilowym, rozciągasz go w myśli na czas dłuższy.
Nie będziesz się lękała z tej strony (pomijając możliwe przeszkody z
powodu zdrowia i strach o nie) mieć jeszcze synka lub córeczkę, gdyby
los nas nimi obdarzył. Gdybyś się zgodziła, Marysieńko, to ja zawsze
jestem gotów wypełnić formalności i postawić cię poza możliwymi
nieprzyjemnościami ze strony głupiego, lecz czasem bardzo dokuczliwego
otoczenia. Nie myśl, że tym ci chcę powiedzieć zwykłe męskie słowa:
zaszczycę cię swym nazwiskiem itd. Co do mnie, to nawet i szczycić się
nie mam czym, bo „sachaliński obywatel", to niewiele doda pychy i
zadowolenia jej. Niczym też więcej niż teraz nie mogłabyś być
skrępowaną. Zawsze wszak będziesz miała zupełną możność porzucić swego
Bronisia, jeżeli przestaniesz go kochać lub pokochasz kogo innego.
11/XI.
Droga Marynio,
już dwie godziny jak otrzymałem twój list piąty, i dotychczas jeszcze
nie mogę się uspokoić. Skupić uwagę i odpowiedzieć ci jak najobszerniej
i jaśniej, i jak najmniej wyrazić tej goryczy, która przeniknęła do
najdalszych kątków mej duszy. Wybacz, jeżeli ci się wyda jakie zdanie
zbyt gorzkim, może nawet mnie nazwiesz niesprawiedliwym, ale chcę być z
tobą zupełnie szczerym i proszę Ciebie moja droga byś i ty zupełnie
szczerze mi odpowiedziała. Chociaż piszesz, że zdecydowany jest Lwów,
jednak ja cię proszę jeszcze raz się zastanowić nad tym głębiej i gdy i
wówczas mi tak samo odpowiesz, będę liczył, że postanowienie jest
stalsze i ostateczne, i rozpocznę w tym kierunku przygotowania.
Zbyt Ciebie kocham moja
najmilsza dziecinko, by mieć do ciebie urazę i czuć się obrażonym
dotkliwie, ale gdy sobie uprzytomnię twój stosunek do śpiewania twego
przy mnie, taki ból ściska, że trudno mi tobie należycie wyrazić. Ty
mnie kopnęłaś nogą, nie raz, a to stale tym zapatrywaniem się, czy
tylko bezwiednym wyrażaniem swoich marzeń i chęci, swych nadziei i
planów. Ja nie mówię już o tym, iż nigdy nie chciałaś przy mnie
śpiewać, choć niewiele, dowodząc (można było przypuszczać), że nie
jestem godny słuchać twych dźwięków, że jestem zbyt gruby i płytki, by
ocenić tę przyjemność, ocenić należycie i ciebie. Ale o swych
najgorętszych życzeniach mówiłaś tak niechętnie, unikałaś, ciągle
powtarzałaś, że wszystko to skończone, i że inne drogi musisz obierać.
Zbijałaś mię czasami z tropu, nie mogłem zrozumieć, gdzie prawda a
gdzie umyślnie wmawianie, czułem tylko, że dużo w tobie nurtuje
wewnątrz nie wypowiedzianego. Czasem było mi tak dobrze, że całe okresy
nie byłem zdolny zaciekać się dalej, niż w tym, co się przeżywało na
razie. Czasami zaś czekałem, że ty
mnie poznasz bliżej, że przekonasz się, iż ja mogę i umiem odczuć
piękno, że ja nie tylko chcę brać od kochanego człowieka, ale i
najwięcej mu od siebie dawać. Nie wiem, co by było, gdyby nie to, że
jakimś szczęśliwym wypadkiem przyszliśmy przed samym twym odjazdem do
porozumienia w kwestii dla ciebie najdroższej, mianowicie twego
dalszego artystycznego kształcenia się. Może ty byś teraz stamtąd, z
daleka rzucała i na mnie pogardliwie i niechętnie obwinienia, jakie
robisz swym nowym znajomym. Nie byli dla ciebie czuli, nie poznali się
na tobie itd. To sądzę jest nieprawda. Przyczyna w samej tobie. A czyż
ty byłaś z nimi tak zupełnie serdeczną i otwartą? Zachowałaś od nich z
rozmysłem najpotężniejszą swą i najmilszą dla ciebie część duszy,
ukryłaś przed nimi ten talent, który jednak chce się uzewnętrznić i za
to, że go nie poznali, nie chwalili, nie podtrzymali - czujesz jakby
urazę. Widocznie, że żyłaś z nimi jak z obcymi, z którymi z musu się
siedzi podczas niedługiej jazdy koleją na jednej ławce.
Moja mała, czy zbyt
dumna, czy zbyt skromna do dziwactwa dziewczynko! Ja rzeczywiście pod
wielu względami straciłem lub nie nabyłem tam na Wschodzie
inteligencji, artystycznie stoję nisko, lecz umiem szanować talenta; a
talent kochanej osoby jest mi drogim potrójnłe. Nigdybym nie darował
sobie, gdybym musiał przyznać, że ja go zgniotłem lub zniszczyłem. A
jednak wszak długi czas ty uważałaś siebie za zrezygnowaną dla mnie
porzucić to, co cię najwięcej nęciło, dla czego, wierzysz, masz jeszcze
dosyć sił i zdolności ogrom cały. Teraz znowu z twoją rezygnacją co do
Lwowa ty powtarzasz w mniejszym tylko stopniu to samo. Znowu wysuwa się
pogląd, że mogąc i chcąc być artystka na większą skalę, ty bierzesz
małą niezadowalniającą pracę w chórze, znowu dzięki mnie. I przy tym
dodajesz, prawda w uprzednim liście, że jesteś dla mnie miłą kochaną,
ale zawadą. A nieraz już się przekonałem, że gdy mi co wmawiasz, to
może bezwiednie dochodzisz do tej drogi, bo sama to uczuwasz, ale jako
wieloletnia niewolnica nie przyzwyczaiłaś się do prostej linii
wypowiedzenia swoich myśli czy uczuć.
Widocznym teraz dla
mnie, iż mię to właśnie nazywasz swą „miłą zawadą". Marysio, droga,
zastanów się jak możesz najgłębiej, wszak powiedziałaś raz w swym
liście pierwszym, że „jeszcze
szczerzej" chciałabyś ze mną mówić, „ale
jakoś nie wychodzi. Nie wiem czemu". Ja ci dopomogłem,
podpowiedziałem
ci dużo rzeczy i jeszcze podpowiem ci dalej. Miej wytrwałość dłużej się
zatrzymać nad tą kwestią i śmiałość powiedzieć otwarcie, chociażby to
było dla mnie bolesnym.
Namawiałaś mnie do
Finland[ii], ale głównie
dla mnie, a gdy już postanawiasz co innego,
wyluszczasz jak to dla ciebie ważne było, jak o tym marzyłaś. Znowu
nieszczerość w jednym czasie, a potem smutna rezygnacja z mego powodu.
A jednak ja ostatecznie nic nie chcę rozstrzygać. Owszem co do
Finlandii, to bardzo mię osobiście pociąga chęć trzymania się czegoś
jednego, nadzieja szybszego ukończenia pracy o tubylcach Sach[alinu], a
pod tym względ[em] bezwarunkowo
pomoc Szt[ernberga] i
Akademii jest mi
bardzo korzystną. Pisałem
tylko, że musiałbym wiedzieć na pewno, czy miałbym stały zarobek. Co do
mnie, to zgodziłbym się usunąć od więcej znajomego otoczenia, od
społeczeństwa, z którym wiele ma się łączności (ostatecznie solidarność
taka bezwiednie daje ogromne zadowolenie, zaspokaja społeczne instynkta
i potrzeby duszy), byle tylko wypełnić ciążący na mym sumieniu i umyśle
obowiązek zakończenia pracy wieloletniej. Nie wiedziałem tylko, co byś
ty robiła w Finl[andii].
Teraz ty mi jaśniej piszesz, że ty byś uczyła
się w Pitrze, albo nawet w Rosji gdziekolwiek otrzymałabyś miejsce.
Zimny chłód przechodzi mi po całym ciele, jak i wówczas, gdy
przeczytałem ten straszny dla mnie wyrok. A wiec Finlandia byłaby
etapem dla przygotowania mnie do... rozstania się. Marysio, nie
znajduję słów, by mówić o tym spokojnie, ale nie krępuj się, docinaj
dalej to, co już tak silnie nacisnęłaś. Tymczasem jednak, nim mi nie
odpowiesz, nim nie wyspowiadasz się z tych uczuć, które zawsze
zachowujesz przy sobie, nim me wątpliwości nie rozjaśnisz tak lub
inaczej, piszę ci dalej.
Na
małżeństwo patrzyłem
ja i patrzę, że to związek ludzi nie tylko się kochających, lecz i
pomagających jeden drugiemu w ciężkiej prawie zawsze pielgrzymce po
ziemi, stwarzających też o ile od każdego z nich zależy warunki rozwoju
drugiej jednostki (nie tyczą się tutaj dzieci), i z konieczności
ustępstwami wzajemnymi utrzymujących równowagę i harmonię w osobistym
życiu każdego członka. Ty Marysiu, jakby umyślnie mi podkreślasz, że ja
nie tylko ci dopomóc nie mogę, ale stanowczo i stale przeszkadzam w
rozwoju twej indywidualności. Zamilczam już o uprzednim okresie, w
którym ty jakbyś wszystko dla mnie poświęcić chciała. Ale i teraz
każesz mi trzymać w tajemnicy swe plany. Nikomu nie mogę powiedzieć,
poradzić się z kim, odnaleźć tych interesujących się, na brak których
ty narzekasz. Nie chcesz, by może i w trochę cięższych warunkach, ale
otoczona mą miłością, opieką dążyć do dopięcia twego celu, ale od razu
rezygnujesz, chcesz wrócić ze smutkiem, że nic świetniejszego poza chór
nie dotrzesz. A więc znowu przede mną świadomość, że mam cię ukochaną,
szczęście której społeczne muszę deptać. Czyż to konieczn[i]e potrzebne
Marysiu? Czy ty szczerze mię kochasz? Czy ty inaczej nie możesz stawiać
tego pytania, może i niełatwego, ale według mnie mającego nie to jedyne
rozstrzygnięcie? Czy nie odczuwasz ty, jaki ból mi sprawiasz takim
dramatyzowaniem, które tak nierówno na nas spada. Ty cierpiąca, a ja
przyczyna twego smutku? Czy na pewno wiesz, że inaczej być nie może?
Staram się na twoje
usprawiedliwienie wyciągnąć cały arsenał obronny, a jednak mi bardzo
ciężko, gdy tak ma pozostać nadal. Byłaś kochaną, ale przez mężczyzn
despotów, więc nie rozumiesz może innego usposobienia. Wyrosłaś i żyłaś
zbyt mało samodzielnie reagując na otoczenie, i dziwny strach masz do
nowych warunków, nowych ludzi, nie myśląc, że i ci twoi starzy znajomi
kiedyś byli też nowymi. Że nie od roku, w którym się poznałaś z nimi
zależy zażyłość, przyjaźń, ale od własnych ich i twoich właściwości, od
czasu albo sprzyjających warunków. Nie myślisz, że talent, a tym
bardziej takiego rodzaju jak twój, jednakowo może być ocenionym i w
Rosji, i tutaj i w zupełnie nawet odmiennych warunkach. Ale
straszno mi, może to bezwiedny wyraz, że tracisz dla mnie przywiązanie.
Ach odpowiedz mi prędzej, szczerze, zupełnie już tracę głowę.
Całuję
Cię mocno twój Broniś.
13 Data:
„10/X1-12/XI". W lewym górnym rogu podany nr listu: „XII".
14
[Zakopane, 13 X1 1907]
Droga
Marynio,
już kilka dni przeszło
bez żadnych od ciebie wiadomości. A miałaś mi napisać, jakie odpowiedzi
były w redakcfjach]. Robi mi się smutno, przedstawia mi się, że ty
jesteś niezdrowa. Może przeziębiłaś się, chodząc za dużo. Posyłam ci
część przysłanych mi przez Szt[ernberga] pieniędzy i proszę cię
najusilniej użyj na leczenie się, nabierz więcej sił. Pisałem ci dużo,
może za wiele. Lękam się, że brakiem spokoju w niejednym z listów byłem
ci przykrym. Wybacz mi, najdroższa, rzucając się we wszystkie strony,
usilnie pracując, wynurzałem się ci może zbytecznie nawet z chwilowych
uczuć i myśli. A w gruncie chciałbym ci tylko dodać odwagi do
zwalczenia okoliczności, które my zbyt długo jak dzieci zapoznawaliśmy,
albo bezwiednie odkładaliśmy na potem. Wszystko złe i ciężkie minie.
Wejdziemy na inne tory życia. Mama za nas przestanie się niepokoić.
Ludzie przestaną nami się gorszyć. A i swoje sumienie będziemy mieli
czyste. Tak dobrze, pięknie, gdy życie osobiste jest pełne prawdy.
Dotychczas z jednej strony ją uprawialiśmy i nie było źle nam, chociaż
tyle ludzi mogło nas osądzać. Teraz nastąpi czas, że i druga strona
życia będzie cięższa, ale zupełnie czysta. Droga Marysio, ja tylko nie
chcę, byś dla mnie zarzuciła swoje nadzieje być tym, do czego ciebie
ciągnie. A też najdroższa dbaj o
swoje zdrowie. Robię starania, prawda zbyt późne, o
utrwalenie bytu materialnego. O możność dla ciebie uczenia się w ciągu
roku.
Uściskam cię mocno, twoich całuję. Mamie całuję rączki. Chcę ciągle do
niej napisać. Do Zosi i Zeni zacząłem.
Twój
Broniś.
14 Data:
„Zakopane, 13 Xl 07". Dala ustalona na podstawie stempla pocztowego.
Kartka pocztowa
bez daty i miejsca. Na odwrocie adres: „Marija Iwanowna Żarnowskaja,
Konnaja ul. N. 5 kw.
4 Pieterburg. Rossya. Petersburg". W lewym górnym rogu podany inną ręką
nr listu: „XIII".
W liście 16. pisze:
„List [...] trzynasty odkryty, ale nie numerowany".
15
[Zakopane, ok. 14 X1 1907]
Droga
Marysieńko,
dziś otrzymałem list od Mamy i zaraz jej odpisuje. Przeczytaj go
najprzód, i oddaj tylko w takim razie, gdy będziesz sądziła, że nic
Mamę nie obrazi i nie pogorszy jej stanu
nerwowego. W przeciwnym razie napisz mi, co i jak jej odpowiedzieć.
Martwi mię, że źle wyglądasz. Cóż to jest moja mała? A milczysz, i nic
nie robisz. Czy nie mogłabyś mi wydostać i wcześniej przysłać książkę
Krasnowa [1] o Sachalinie. Tam dużo o przyrodzie
jego się mówi. Od dziś
zasiadam za przygotowanie odczytu, obiecanego. Sądzę, że sam na tym też
trochę zarobię. Gdy ukończę go, wyjadę z Zakopfanego], a tymczasem tu
wciągnąłem się do pracy, lękam się zrywać i nie mogę nawet wziąć swych
rzeczy. Biedna Ziukowa ma nieporozumienie z gaździną i ta rzeczy nasze
zatrzymuje [2].
Czekam
na jakieś wieści od Ciebie. Całuję tak długo, jak tobie to będzie
przyjemnym.
Kochający
Cię czułym sercem
Broniś.
Cóż Jaś? A nut Fausta [3] nie mogę dotychczas dostać.
15 Data:
brak daty, miejsca i numeru. Data ustalona na podslawie treści listu.
[1] Zob. przyp. 2 do listu 12.
[2] Maria i Józef Piłsudscy
mieszkali wówczas w domu Daniela Gąsienicy, Zakopane, Droga do Poronina (obecnie
ul. Jana Kasprowicza 32). Jesienią 1907 r. mieszkał w tym domu Bronisław Piłsudski z M.
Żarnowską.
[3] Chodzi o wspomnianą
wcześniej operę Ch. Gounoda.
16
[Zakopane, ok. 15-16 XI
1907]
Moja
Marynko najdroższa,
tylko co przyszedł
wyczekiwany kilka dni twój list. Wybacz mi moja droga, że ja sprawiam
ci przykrość czasami zbyt szerokim wynurzaniem się i wypowiadaniem
nawet ulotnych na wszelki wypadek projektów lub raczej myśli o
możliwości przeistmenia w najbliższy okres przynajmniej. Trzymaj się
jednego, cośmy raz, jeszcze przed odjazdem uplanowali i postanowili. Ty
będziesz się kształciła na śpiewaczkę! To jest cel, a drogi już trzeba
wynaleźć najodpowiedniejsze i możliwe. Moja ty pieszczotko mała,
cieszysz się, że cię uważam za człowieka. Wiedz Marynio, że nie inaczej
sobie przedstawiam nasze pożycie jak tak, że ty w zupełności jesteś
zadowoloną. Wolę być sam w położeniu zapomnianego, niż czuć, że
wyzyskuję siły kochanej osoby, neguję jej duszę. Może brak mi
przyzwyczajenia odpowiedniego, to co innego, ale do tego chcę dążyć, a
mam tę zarozumiałość, że dla doścignięcia swego ideału jestem zdolny i
mam chęci ku temu reformować siebie nawet w swym późnym wieku. Dla mnie
wyrysowuje się w przyszłości, że ty jesteś sławną naszą (ale nie
rosyjską) śpiewaczką [1], ja
znanym badaczem ludów sachalińskich, a życie
nasze jest wzorem dla
młodzieży jako nowy lepszy typ małżeństwa, w którym jeden drugiego nie
dręczy i nie przygniata. Marysio droga dążmy do tego! Czemu ty
dziecinko tak łatwo i lekko chcesz zaraz ustąpić, wleźć do swej muszli
jak ślimak i tam się dręczyć, że gubisz swoje dary dla miłości, dla
mnie. Gdybyś inaczej, jaśniej swe zatajone marzenia mi uzewnętrzniła,
to czyżbyśmy stracili tyle czasu. Czyż nie masz sama wiary, a potrzebni
ci są twoi krewni, którzy ciebie podpychają przemocą. Marysiu, ja ci
pisałem już pod wrażeniem podobnych słów twoich kilka dni temu może
zbyt ostro, ale powtarzam ci — ja nie odstępuję od swoich słów. Jeżeli
ja mam ciebie przygniatać i zabić rozwój twego talentu, to musisz albo
mię zaraz rzucić, albo tak długo być z daleka, nim nie upewnisz siebie,
że teraz już nic ci w naszym stosunku nie zaszkodzi.
A więc co do chóru ja
patrzę na niego jako na ostateczność, którą trzeba by ominąć wszelkimi
siłami. A myśleć jeszcze o uczeniu się chociażby rok. A tymczas[em]
śpiewaj w domu, ucz się u
kapelmistrza, ja sądzę, że polskie nuty,
chyba w Lutni [2] czy gdzie indziej dostać łatwo. Chodź
mniej z moimi
interesami. To cię widocznie męczy. Ja odszukam kogo innego. Napisałem
już Juwaczowowi, Poddubskiemu, Torgassowym [3]. Może kto z nich się
podejmie tego samego. Nie wiem, czy byś chciała widzieć Poddubsk[iego]?
Ja pisałem Ziniakowi, by dał adres twój. Ale lękam się, że Mama nie
lubi takich ludzi, co cię u niej będą traktowali jako moją żonę. Sądzę,
że dlatego ty i Juwaczowa unikasz, jako człowieka może kręcącego się w
tym samym towarzystwie, co twój b[yły] mąż. Powiedz mi szczerze.
O „Byłom" myślałem i
Turski napisał już do redaktora Burcewa [4]. Tam
bezwarunkowo najłatwiej,
ale za wspomnienia to trzeba zasiąść już ze spokojniejsza głową. A ja
teraz spokoju użyć nie mogę, nim na czas dłuższy nie będziemy się czuli
zapewnieni i z jasnym wyraźnym planem życiowym.
Ja nie rozpaczam, że
niby nasi krewni nie tylko się nie zbliżają, ale oddalają. Tak źle
jeszcze nie jest. A postaramy się dobrze sami, to i zniknie dość łatwo.
Daj czasu, daj możności zetknięcia się, a i sama przyłóż szczerego
udziału. Biernie zachowując się, jest się często na łasce różnych fal.
Trzeba umieć iść i przeciwko nim, tworzyć w życiu osobistym to, co się
wydaje pięknym, dobrym, do życzenia! Ucieszyłaś mnie naszym Jasiem.
Widzisz, dobry chłopczyk. Z ochotą napiszę mu, gdy otrzymam list od
niego. Uśmiechnij się Marysieńko do mnie miło, patrząc na Zachód, by
doleciał twój obraz wdzięczny, poetyczny i spoczął w moich objęciach.
Uściskam
Cię najmilsza
moja, królewno, i błagam zwróć uwagę na swe zdrowie. Pójdź do kobiety
lekarki i z nią wyjaśnij swój stan. Zdaje mi się zaniedbywany tobą.
Twój Broniś!
Twoich
całuję serdecznie. Mamie rączki ucałuj. Posiałem dziś list jej.
Czyż
twoja Aristowa [5]
nie ma stosunków z wydawcami? Jest
niejaki „Żenskij
Wiestnik",
„Russkaja Szkoła",
„Sowriemiennoje
Obozrenie". Może osobnie
coś wydać
można. Jeżeli znajdzie się nakładca. Bierezin - Mikołaj.
Po
co wysłałaś mi
pieniądze. Ja chcę się obejść bez nich. Będę tutaj dobywał je tak lub
inaczej. A może coś się zarobi za napisane rzeczy? Juwaczow może pomóc
w tym względzie. Kiedyś mi obiecał.
Marynio ty o sobie mało
piszesz i ja się smucę. Piszesz, że jesteś zajętą, ale czym? Jak
spędzasz dzień przeciętny. Czemu milczysz o tym. Czy dużo śpiewasz w
domu?
16
Data: list bez daty i miejsca. W lewym górnym rogu podany nr listu:
„XV" z adnotacją autora: ,,a
trzynasty był odkryty, ale nie
numerow[any], a czternasty
- Mamie, dziś wysłany z rana".
[1] Bronisław Piłsudski,
żarliwy patriota polski wyraźnie dawał do zrozumienia Żarnowskiej, że
swe ambicje artystyczne winna realizować w kręgu kultury polskiej, a
nie w bliskim jej rosyjskim środowisku Petersburga.
[2] Polskie towarzystwo
śpiewacze działające wówczas w Petersburgu.
[3] Osoby o tym nazwisku nie
udało się bliżej określić.
[4] Władimir L. Burcew
(1862-1942) - historyk związany z partią narodników, w 1900 r. założył w Londynie
czasopismo „Byłoje"
(Przeszłość, Minione), które wydawał później w Paryżu i Petersburgu. W 1887 r.
Józef Piłsudski został osadzony w moskiewskim wiezieniu Butyrki, w
celi, w której
był W. L.
Burcew.
[5] Bliższych danych nie udało
się odnaleźć.
17
[Zakopane], 23 Xl-24 XI
[1907]
Droga
Marysio,
ty śpisz zapewno moje
maleństwo, znużona bieganiem, wrzawą miasta, spotkaniami ze znajomymi i
nasycona wrażeniami z kotłującego się co dzień u was życia rodzinnego.
Mama cię nakarmiła więcej nawet niż chciałaś, pokazała ci jaki modny
żurnal, robiła ci rady co do uszycia ciepłych majteczek i stanika;
Aldona [1] dokuczała pytaniami: czemu, co to jest,
dlaczego? Kota
opowiadała o swoich zajściach w szkole. Zosia i Zenia zziębnięte,
zgłodniałe, przyleciały z zajęć i podają wrażenia z rozmów koleżeńskich
o Dumie [2] lub wyśmiewają jakiego franta
spotkanego na ulicy. Ty wróciłaś
z obchodu po redakcjach i udając wesołą minę skrywasz złość na jakiego
grubiariskiego sekretarza i zniechęcenie, że już nic się nie dobijesz
dla swego Bronisia. Za obiadem wrzawa, śmiech, zadowolenie. Wieczorem
wbiega Jaś [Żarnowski] i
dominuje nad całą gromadką; namawia pójść na
występ Szalapina [3] i z tego powodu tysiące pochwał czułych
sypia się na
śpiewaka, że aż ucho mu zarzwiebiało[!] w tym czasie. Jaś naswawolił i
wybiegł, a jego miejsce zajął Julek [4] zadyszany, bo
długo nie może dziś posiedzieć. Za „cudzodomstwo" dostało [mu] się
wczoraj od żony i dziś ma porę naznaczoną ściśle. Jednak ma czas
naprawić lustro, które Aldonka skrzywiła i ptaka japońskiego
zreparować, co oberwał sobie skrzydła. Leon [5] zjawia się ostatni,
opowiada, że przeniesienie do Tomska nie nastąpi, i kpi sobie z tego, i
całej swej kariery, dowodząc, że tyle tylko i jest w życiu radości, co
człowiek już miał i użył, a te nadzieje i marzenia to los głupich.
Lecz oto dzwonek jeden
i drugi — zjawiają się codzienni prawie goście przyjaciele, by spędzić
wieczór w przyjemnym wesołym towarzystwie. Chusteczki, majteczki,
koszule w rękach pań chociaż się trzymają jeszcze, ale szwy posuwają
się coraz powolniej i wreszcie Marysia jest zmuszona śpiewać.
Towarzystwo zamilkło; po krótkiej pauzie roznosi się po całym
mieszkanku głos dźwięczny i silny — unosząc myśli każdego precz daleko
od rzeczywistości w świat nieuchwytnych dążeń, niejasnych chęci. Zosia
i Zenia swe robótki na chwilkę złożyły i przeżywają w ciągu kilku minut
całe lata. Mama z pogodnym czołem patrzy na swą ulubioną córunię i
tylko znowu zmarszczyła brwi, gdy przypomniała sobie tego niegodziwego
Bronisia, co niepotrzebnie zupełnie pokochał Marysię. Elżbieta [6] nawet
drzwi od kuchni na wpół otworzyła i oparta o ścianę wpatrzyła się w swą
„panienkę". A ona dzieweczka już duża, wysmukła w szarej swej
..reformie" wpadła w zapał i śpiewała zapomniawszy o wszystkim i
wszystkich, wyobrażając, że jest na scenie w roli Margarity, Tatiany
lub innej bohaterki, ubrana w dziwne stroje i mając pr