Rocznik Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie
Rok XLVIII (2003)
PL ISSN 0079-3140
Przedruk z oryginału za zgodą Autora i Wydawcy
JAN STASZEL
Z NIEZNANYCH LISTÓW BRONISŁAWA PIŁSUDSKIEGO DO MARII ŻARNOWSKIEJ Z 1907 ROKU
Spośród
wielu różnych źródeł, które ukazują się drukiem, szczególnie ważne
miejsce — obok wspomnień i pamiętników — zajmuje niewątpliwie
korespondencja. Długie, pełne bogatej, różnorodnej treści, zwykle
barwnie i ze swadą przed stuleciem pisane listy, czytamy z dużym
sentymentem, jako niezwykle cenne, nieco może zaskakujące nas
świadectwo, iż w tym odległym czasie jakby wolniej i spokojniej toczyło
się życie ówczesnego społeczeństwa. Z natury rzeczy dotyczą one
codzienności, rejestrują sprawy i zdarzenia, blaski i cienie
przemijających dni, najczęściej mocno wpisane w tradycyjny świat
wartości minionej epoki. Epistolografia jest ważnym obrazem
przeszłości, z całą pewnością ma jednak przede wszystkim znaczenie
faktograficzne. Toteż listy urzędowe i naukowe, prywatne i rodzinne, to
dużej wartości materiały źródłowe, które w sposób znakomity poszerzają
wiedzę o życiu i działalności autorów korespondencji.
Polska Akademia Umiejętności, która z wielką dbałością gromadzi
materiały rękopiśmienne, związane z polską nauką i kulturą, przed kilku
laty szczęśliwym trafem zakupiła bogatą — głównie rodzinną —
korespondencję Bronisława Piłsudskiego. Ta interesująca spuścizna
epistolograficzna jednego z najwybitniejszych znawców języka i folkloru
ajnuskiego jest w posiadaniu Archiwum Nauki Polskiej Akademii Nauk i
Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie (dalej: AN PAN i PAU w Kr.) [1].
Dodać wypada, iż w Archiwum od dawna znajdują się również materiały
epistolarne Piłsudskiego, głównie z okresu jego bliskiej współpracy z
Akademią Umiejętności. Zawierają je przede wszystkim spuścizny naukowe
tej miary uczonych, co Władysław Kotwicz, Kazimierz Nitsch i Jan Michał
Rozwadowski, a także Korespondencja Sekretarza Generalnego Polskiej
Akademii Umiejętności. Pisząc o materiałach rękopiśmiennych związanych
z postacią Piłsudskiego nie można pominąć Biblioteki Naukowej Polskiej
Akademii Umiejętności i Polskiej Akademii Nauk (dalej: Bibl. Nauk. PAU
i PAN w Kr.), jest ona bowiem również w posiadaniu zasobnej spuścizny naukowej polskiego Sybiraka [2].
W korespondencji znajdującej się w krakowskim Archiwum odnaleziono
ostatnio niewielki zbiór listów Bronisława Piłsudskiego do Marii
Żarnowskiej z 1907 r., stanowiący przedmiot niniejszej edycji. Te
cenne, dotąd nieznane, materiały źródłowe do biografii uczonego
zasługują w pełni na uprzystępnienie.
Zanim jednak przedstawimy przygotowaną do edycji korespondencję, wypada
podać choć krótki rys biograficzny nadawcy, a także adresatki listów.
Ponieważ publikowane tu listy mają głównie charakter prywatny i bardzo
osobisty, staje się koniecznością omówienie mocno powikłanych dziejów
związku romantycznego tułacza z „najśliczniejszą ptaszynką", w okresie
prowadzonej z nią korespondencji, jesienią 1907 r., kiedy przebywała u
rodziny w Petersburgu, który od lat dwudziestu był miastem jej stałego
pobytu.
Bronisław Piotr Piłsudski (1866-1918), etnograf, badacz kultury
tubylczych ludów Sachalinu (Ajnów i Gilaków), znawca kultury ludowej
Podhala i Orawy, urodził się w Zułowie, położonym 60 km od Wilna. Był
synem Józefa Wincentego Piotra Pilsudskiego i Marii z Billewiczów,
rodziny szlacheckiej, posiadającej rozległe dobra ziemskie (Suginty,
Szyłele, Tenenie, Zułów), liczące ogółem ponad 12 tysięcy hektarów.
Dzieciństwo i młodość upłynęły mu w promieniach Zułowa i Ostrej Bramy.
Po pożarze Zułowa (1875) Piłsudscy przenieśli się na stałe do Wilna.
Tutaj Bronisław i o rok młodszy brat Józef pobierali nauki w gimnazjum
rosyjskim. Z powodu szykan, jakie miały miejsce w wileńskiej szkole
zaborczej, Bronisław Piłsudski dalsze nauki kontynuował w Petersburgu,
gdzie po złożeniu matury, jesienią 1886 r. zapisał się na wydział prawa
Uniwersytetu Petersburskiego, jednak zaledwie pół roku tylko był
studentem. Dość przypadkowy związek z grupą rosyjskiej młodzieży
organizującej zamach na cara Aleksandra III przypłacił więzieniem w
Twierdzy Petropawłowskiej, wyrokiem śmierci (1887), złagodzonym na 15
lat katorgi na Sachalinie. Długie dwanaście lat zesłania spędził w
nędznej osadzie Rykowskoje (w okręgu tymowskim), głównie w towarzystwie
przestępców i kryminalistów. Młody student wyrzucony przez życiowa
burzę na nieludzką ziemię, z trudem znosił ciężar beznadziejnej
egzystencji, poddając się często ,,smutkowi, tęsknocie i rozpaczy" po
utraconym kraju, rodzinie, ojczystym Zułowie, czy za bliskim mu miastem
jego młodości — Wilnem. W początkowym okresie zmuszony był zajmować
się pracami fizycznymi, następnie z pomocą rosyjskiego zesłańca Iwana
Juwaczowa otrzymał zatrudnienie w stacji meteorologicznej. Dorywczo
udzielał lekcji dzieciom miejscowej administracji, przez jakiś czas
nieoficjalnie uczył dzieci we wsi Derbinskoje, gdzie kierownikiem był
polski zesłaniec, proletariatczyk Hilary Gostkiewicz. Podejmował też
wówczas pierwsze próby nauczania dzieci Ajnów i Oroków. Społecznik,
obdarzony dużą wrażliwością, zdołał odnaleźć własne powołanie, które
przywróciło mu wiarę w sens istnienia.
Bystry i uważny
obserwator zainteresował się bliżej zniewoloną i ciemiężoną, skazaną
przez rosyjskich kolonizatorów na zagładę, autochtoniczną ludnością
Sachalinu. Młody zesłaniec podejmował różne, często skuteczne
interwencje u władz, stając się obrońcą i przyjacielem od stuleci
związanych z tą ziemią Ajnów, Gilaków (Niwchów), Oroków. Zjednani
niezwykłą serdecznością i życzliwością polskiego wygnańca tubylcy,
zwłaszcza Ajnowie i Gilacy, obdarzyli go przyjaźnią i bezgranicznym
zaufaniem, co pozwoliło Piłsudskiemu prowadzić owocne badania naukowe,
podejmować pogłębione studia etnograficzne w różnych rejonach wyspy i
gromadzić cenne materiały językowe i folklorystyczne.
Działalność
naszego rodaka na polu etnografii nabrała większego rozmachu z chwilą,
kiedy rosyjski zesłaniec, późniejszy wybitny etnolog związany z
Petersburgiem, Lew J. Szternberg, odwiedził go w Rykowskoje (1891) i
zachęcił do dalszej pracy badawczej, głównie nad językiem i kulturą
Gilaków. Na przełomie XIX i XX stulecia Bronisław Piłsudski stał się
jednym z najwybitniejszych znawców aborygenów Sachalinu. Zebrane
wówczas zapisy słownikowe i językowe, bogate teksty folklorystyczne,
doskonale wykonane fotografie i wałki fonograficzne z nagranymi
tekstami i pieśniami tubylców, to wyjątkowej wartości, bezcenne
materiały dla nauki światowej. Skromny polski uczony i humanista, w
ciężkich warunkach zesłańczej egzystencji, swymi niezwykłymi
dokonaniami utrwalił język, folklor, kulturę autochtonów Sachalinu,
ocalając od zapomnienia obraz dawnego świata, który przeminął
bezpowrotnie.
Tocząca się na
Dalekim Wschodzie wojna rosyjsko-japońska (1904-1905), zakończona
klęską Rosji, w sposób radykalny wpłynęła na dalsze losy życiowe
przyjaciela Ajnów i Gilaków. W czerwcu 1905 r., kiedy u brzegów
Sachalinu zjawili się Japończycy, Piłsudski odpłynął do Nikołajewska
nad Amurem, a stamtąd przez Chabarowsk do Władywostoku, skąd z końcem
listopada 1905 r. zdołał odpłynąć do Japonii. Z tą chwilą pożegnał
Rosję na zawsze, pomimo bowiem wielu zachęt i korzystnych propozycji,
nigdy już nie odważył się przekroczyć granic rosyjskiego państwa.
Serdecznie przyjęty przez Japończyków, pozostał w tym gościnnym kraju
osiem miesięcy, nawiązując kontakty z ludźmi nauki, kultury i polityki.
Japonia oczarowała „sachalińskiego obywatela", był urzeczony jej
kultura, naukowymi osiągnięciami. Zajmując się nadal problematyką
tubylców Dalekiego Wschodu, Bronisław Piłsudski dopiero w Japonii w
1906 r. ogłosił pierwszą pracę poświęconą Ajnom pt. Sytuacja Ajnów
Sachalińskich. Zgodnie z zamiłowaniami podróżniczymi dane mu było
zwiedzić m.in. takie miasta jak Kobe, Nagasaki, Jokohama. W stołecznym
Tokio zdołał nawiązać kontakty z wybitnymi specjalistami w dziedzinie
ajnulogii — Shogoro Tsuboi i Ryuzo Torii. O wymienionym na końcu
uczonym, autorze cennej publikacji o Ajnach z Wysp Kurylskich, w liście
z 30 lipca 1906 roku do prof. Dybowskiego czytamy: „Tutaj z jednym
etnografem japońskim się poznałem, który jeździł na Wyspy Kurylskie i
napisał [pracę] o Ajnosach tamecznych. Jest to pan [Ryuzo] Torii".
Autor listu znajdował się w tym czasie koło portu handlowego Kobe, na
pokładzie parowca „Dakota", który w kilka dni później odpłynął z
Jokohamy do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Nie bez żalu żegnał
piękny kraj i jego mieszkańców. Japończycy bowiem życzliwie przyjmowali
i na różne sposoby wspierali sympatycznego znawcę języka ajnuskiego,
służyli mu chętnie pomocą i radą. Wybitny pisarz i tłumacz literatury
rosyjskiej Futabatei Shimei, darzył Polaka przyjaźnią, ułatwił mu też
zawarcie wielu znajomości, poznanie życia, obyczajów i kultury
japońskiej. Toteż Piłsudski będzie zawsze z serdeczną wdzięcznością
wspominał „drogą Japonię i pozostawionych w niej przyjaciół".
Kiedy nieco
uważniej analizujemy wydarzenia sprzed stulecia, krótki, ale przyjemny
okres życia Bronisława Piłsudskiego, związany z udanym pobytem i
ciekawymi podróżami, po tym — jak to sam sformułował — „subtelnym,
myślącym kraju", budzi się refleksja, której warto —jak sądzę — słów
kilka poświęcić.
Przytoczone
bowiem fakty pozwalają wyrazić uzasadnione przekonanie, że gdyby
przybysz z nieludzkiej ziemi zdecydował się czas dłuższy pozostać pod
japońskim niebem, jego sytuacja i losy życiowe mogły ułożyć się z całą
pewnością pomyślnie, a działalność naukowa przynieść znaczące
osiągnięcia. W gościnnej Japonii istniały odpowiednie warunki, aby z
powodzeniem uprawiać studia ajnulogiczne, prowadzić badania
językoznawcze i folklorystyczne. Wolno też założyć, iż grono znajomych
i przyjaciół, głównie osób z kręgu nauki i kultury, potrafiłoby znaleźć
potrzebne fundusze, zapewniające polskiemu wygnańcowi godziwe warunki
egzystencji. Zakończenie przed rokiem wojny rosyjsko-japońskiej
pozwoliło na prowadzenie swobodniejszej działalności naukowej. Ponad
wszelką wątpliwość Piłsudski musiał mieć pełną jasność, iż z tą chwilą
otwierają się przed nim niezwykle rozległe tereny badawcze. Jak
wiadomo, duże skupiska Ajnów znajdowały się wówczas na japońskiej
wyspie Hokkaido, gdzie latem 1903 r. nasz etnograf prowadził razem z
Wacławem Sieroszewskim studia nad Ajnami, z powodu konfliktu
rosyjsko-japońskiego dramatycznie przerwane. Przede wszystkim jednak
miał możliwość podjęcia niczym nie skrępowanej pracy badawczej na
bliskim mu i dobrze znanym południowym Sachalinie, opanowanym przez
zwycięską Japonię. W południowej części wyspy, znajdującej się pod
administracją japońską, miał Piłsudski ajnuską żonę i dwoje dzieci. W
tej sytuacji polski uczony, jeden z najbardziej kompetentnych znawców
przedmiotu, wiążąc swe losy
z przyjaznym mu krajem, mógł na dużą skalę podjąć fascynujące go studia
nad Ajnami Sachalinu i Hokkaido. Jeśli nawet rozważał takie projekty,
zwyciężyły naturalnie inne racje. Idąc za głosem serca, zdecydował się
powrócić w dalekie a tak przecież bardzo mu bliskie, umiłowane strony
ojczyste. Gnany ogromną tęsknotą za dawno utraconą Polską, rodziną, w
sierpniu 1906 roku odpłynął z Japonii do Ameryki, którą pożegnał
niedługo i drogą morską dostał się do Europy Zachodniej. Po krótkim
pobycie we Francji, w październikowe dni 1906 r. stanął szczęśliwie —
jako człowiek nareszcie wolny — na ziemi polskiej zaboru austriackiego.
Z chwilą
zjawienia się ok. 21 października w Galicji, Bronisław Piłsudski dwa
pierwsze tygodnie spędził na wypoczynku u swego brata Józefa i jego
żony Marii w Zakopanem, a następnie w pierwszej dekadzie listopada
przyjechał do Krakowa. Tu nadal mieszkał z Ziukami, którzy w tym czasie
wynajęli czteropokojowe mieszkanie przy ul. Topolowej 16. Dzięki
życzliwości braterstwa miał zapewnione mieszkanie, opiekę i skromne
utrzymanie. Musiało jednak upłynąć sporo czasu, zanim zdołał odnaleźć
się w nowej rzeczywistości. Po dwudziestu niemal latach sachalińskiej
poniewierki, powrócony w ojczyste progi czuł się mocno zagubiony, w
marnej też znajdował się fizycznej i psychicznej kondycji. Skarżąc się
czasami na różne kłopoty i trudności, z właściwą mu otwartością
wyznawał, iż ponad miarę męczy go „ogrom wrażeń i tempo życia". Wygnany
przez rosyjskiego zaborcę na dalekie kresy Azji, usiłował obecnie jakoś
ułożyć swe życie na kontynencie europejskim. W rozległej korespondencji
prowadzonej m.in. z życzliwym mu prof. Uniwersytetu we Lwowie
Benedyktem Dybowskim, usilnie prosił o udzielenie informacji i „rad co
do stosunków galicyjskich".
Jednak kwestią
szczególnej dla niego wagi była niewątpliwie pilna potrzeba nawiązania
bliższych kontaktów zarówno z Akademią Umiejętności, jak i
Uniwersytetem Jagiellońskim. Jak wiadomo, przybysz z Dalekiego Wschodu
przywiózł do Galicji niezwykle bogate i cenne materiały sachalińskie.
Według relacji Sieroszewskiego Piłsudski zebrał na zesłaniu „do 10000
wyrazów ajnoskich, 6000 gilackich, 2000 oroczońskich, dużo bajek,
pieśni, legend, podań, obyczajów, moc fotografii i jedyną w świecie
kolekcję 100 wałków fonograficznych". Były to dużej wartości teksty
językowe i folklorystyczne, które polski badacz mógł opracować jedynie
z pomocą krakowskiego środowiska naukowego.
Pierwszym
uczonym, z którym Bronisław Piłsudski zetknął się jesienią 1906 r., był
Józef Morozewicz, członek korespondent Akademii Umiejętności, przed
dwoma laty mianowany profesorem mineralogii UJ. Poznali się w 1903 r.,
kiedy wracający z Wysp Komandorskich Morozewicz odwiedził Piłsudskiego
na Sachalinie, skąd przewiózł jego kolekcję etnograficzną do Warszawy.
Spotkanego pod Wawelem tułacza na jeden miesiąc przyjął do swego
mieszkania (ul. Wolska 9, obecnie ul. Józefa Piłsudskiego), przede
wszystkim jednak ułatwił mu nawiązanie kontaktu z filologiem
Kazimierzem Nitschem, w tym czasie sekretarzem Komisji Językowej AU. Z
kolei uczynny znawca zapoznał badacza Ajnów z utalentowanym historykiem
Karolem Potkańskim oraz wybitnym, europejskiej miary uczonym polskim,
Michałem Rozwadowskim. Potkański, z którym liczył się ówczesny
sekretarz generalny Akademii Bolesław Ulanowski, mógł skutecznie
zainteresować Zarząd AU przywiezionymi z Sachalinu materiałami.
Przedwczesna śmierć dziejopisa (16 VIII 1907) przekreśliła wiązane z
nim nadzieje. O tej bolesnej stracie pisał Bronisław do Wilna: „najlepszy mój protektor [...] profesor Potkański umarł niedawno".
Dopiero dzięki bliskiej współpracy i usilnym staraniom świetnego
specjalisty, jakim był prof. Rozwadowski, mógł Bronisław Piłsudski w
kilka lat później opublikować nakładem Akademii Umiejętności swą
najważniejszą pracę, Materiały do języka i folkloru Ajnów [3].
Skromny badacz ludów Syberii miał powody do radości i dumy, bowiem jego
ogromnej wartości naukowej materiały z takim trudem zebrane i
przywiezione do Polski ogłosiła drukiem Akademia Umiejętności,
najwyższa wówczas ponadzaborowa polska instytucja naukowa. Wypada w tym
miejscu podkreślić, iż wydanie te książki było ważnym wydarzeniem,
dużej miary osiągnięciem naukowym. Zdaniem prof. Alfreda Majewicza,
najwybitniejszego w Polsce specjalisty w dziedzinie ajnulogii, ta
jedyna publikacja Piłsudskiego ma unikatowy charakter, bowiem ,,niepozorny 270-stronicowy tom zatytułowany Materials for the Study of the Ainu Language and Folklore [...] jest i bez żadnych wątpliwości pozostanie najlepszą książką o języku Ajnów Sachalińskich i ich tradycji" [4].
Jawi się obecnie konieczność wyjaśnienia istotnej
dla dalszych rozważań kwestii natury chronologicznej. Jak wynika z
relacji sympatycznego sybiraka, po długiej, rok z górą trwającej
peregrynacji przez różne lądy i oceany, dopiero w ostatniej dekadzie
października 1906 r. stanął na polskiej ziemi, ściślej mówiąc w
Zakopanem. Przyjęty gościnnie przez brata Józefa, po dwutygodniowym
wypoczynku, w towarzystwie ukochanego Ziuka i jego żony Marii, ok. 7
listopada przyjechał do Krakowa, gdzie — z małymi przerwami - mieszkał
do końca października 1907 r. W tym pierwszym okresie pobytu pod
Wawelem z pomocą Morozewicza i Nitscha, a może i Benedykta Dybowskiego,
dość szybko zdołał nawiązać kontakty z elitą naukową i intelektualną
dawnej stolicy Polski. Król Ajnów
miał zatem sposobność zapoznać się bliżej z tej miary luminarzami
świata nauki, jak wspomniani wyżej historyk Potkański czy językoznawca
Jan Michał Rozwadowski. Tymczasem choć zostały nawiązane ożywione
stosunki z wybitnymi uczonymi, pełnym życzliwości dla niedawnego
katorżnika, materiały do języka i folkloru przywiezione do Polski
jesienią 1906 r. wydano nakładem Akademii dopiero we wrześniu 1912 r.,
czyli minęło sześć lat, zanim ta cenna publikacja ujrzała światło
dzienne. Trzeba w tym miejscu wyraźnie powiedzieć, że stało się tak bynajmniej nie z winy Akademii.
Po osiedleniu
się w Galicji Piłsudski miał spore problemy z adaptacją w nowym
nieznanym świecie, wszystko wydawało mu się obce i dziwnie
skomplikowane. Biurokracja, cały porządek formalno-prawny był
niezrozumiały, życie wśród Ajnów, gdzie spędził lat osiemnaście, było
przecież tak proste i przejrzyste. Zdaniem pamiętnikarza Pawłowskiego,
który powołuje się na wiadomość otrzymaną od Wacława Sieroszewskiego,
Piłsudski bardziej niż inni zesłańcy „nasiąkł tajga syberyjską. Podobno
ciężko mu szło współżycie z Europejczykami". Pisząc pierwszy list z
ziemi galicyjskiej do siostry, Zofii Kadenacowej w Wilnie, dał wyraz
przekonaniu, że „nie jest tu jeszcze ten szczery kraj rodzinny, jak
nasza Litwa". Ogarniała go coraz silniejsza nostalgia za utraconą
Litwą, w najbliższej przyszłości nie widział możliwości odwiedzenia
rodziny, Zułowa czy bliskiego mu — jak często pisał — Wilenka. Zawsze
fatalnie znosił samotność, po odzyskaniu wolności wciąż myślał o stabilizacji życiowej. Toteż jego początkowo dość ożywione kontakty z Akademią z wolna ulegały rozluźnieniu. Julian Talko-Hryncewicz, który bliżej znał i cenił Bronisława utrzymywał, że potrzebował on stale „świeżych wrażeń", jego niespokojna natura sprawiała, że bodaj najbardziej „brakowało mu wytrwałości", zaś praca „spokojna, systematyczna, gabinetowa" była dla niego nużąca [5]. W każdym razie rozpoczęte w tym czasie prace i ambitne zamierzenia przyniosły nikłe rezultaty. Pierwsze lata pobytu Piłsudskiego w Galicji (1906-1908) to okres w pewnym stopniu dla nauki zmarnowany. Przejawianą początkowo sporą aktywność w tej dziedzinie na jakiś czas przekreśliły sprawy natury osobistej.
Bronisław
Piłsudski obdarzony marzycielskim charakterem nie zawsze liczył się z
realiami, w jakich mu przyszło żyć. Kierując się romantycznymi
porywami, czasami podejmował decyzje, które przynosiły mu bolesne
zawody i rozczarowania. Niedługo po przyjeździe do Krakowa, mieszkaniec
cichej, spokojnej wtedy ul. Topolowej, coraz częściej wspominał lata
młodości i ówczesne wileńsko-petersburskie przyjaźnie, łączące go z
rodziną Baniewiczów, tak mocno wpisaną w jego losy. Trzeba zatem
pozostawić na boku jego działalność naukową i opierając się na
materiałach rękopiśmiennych ukazać nieco bliżej mało dotąd znaną,
prywatna stronę życia [6].
Będąc uczniem
rosyjskiego gimnazjum w Wilnie, Bronisław Piłsudski chętnie
uczestniczył w życiu towarzyskim. Często z bratem Józefem bywał
w salonie ciotki, Ludwiki Hołowniny, gdzie poznał i niedługo zakochał
się w „jasnej Zosi" —jak określał ją na kartach młodzieńczego
Dziennika. Panna Zofia — zapewne pierwsza miłość romansowego Bronisia —
była córką Michała i Heleny Baniewiczów, rodziny ziemiańskiej, mającej
podobno małą posiadłość ziemską w Święciańskiem [7]. Baniewiczowie oprócz
Zofii mieli młodszą córkę Marię oraz synów Juliana i Leona. Ojciec —
jak się wydaje — już nie żył wówczas, wychowaniem dzieci zajmowała się
matka. Wiadomo, że cała rodzina mieszkała w tym czasie u majorów
Brzozowskich, w domu położonym nad brzegiem Wilii przy ul.
Preobrażeńskiej (później Ludwisarska). Zakochany gimnazjalista wileński
spotykał „Zosieczkę z jasną, wesołą twarzą" u Hołowniny, bywał też u
Baniewiczowej, gdzie przyjazna panna udzielała mu lekcji muzyki.
Czytali też razem poezje Zygmunta Krasińskiego, czasami studiowali
literaturę o tematyce społecznej. Te sielankowe spotkania zostały
nieoczekiwanie przerwane, bowiem z końcem kwietnia 1885 r. panna Zofia
mająca zaledwie lat siedemnaście wyjechała do Petersburga, gdzie
otrzymała pracę w biurze kolejowym. Pod wpływem emocji zdesperowany
młodzian powziął fatalną w skutkach decyzję wyjazdu z Wilna do
Petersburga, aby tam pobierać dalsze nauki i naturalnie być razem z
bliską mu damą serca. Pretekstem wyjazdu były szykany szkolne doznane
ze strony rosyjskich nauczycieli.
Po upływie
zaledwie czterech miesięcy od wyjazdu Zofii z Wilna, 19 VIII 1885,
Bronisław zjawił się w nadnewskiej metropolii, która zadziwiła go swym
ogromem. Nazajutrz, 20 sierpnia, odwiedził ukochaną Zosię „bardzo
zadowolnioną" z wizyty wileńskiego przybysza. Dalsze dzieje
romantycznej pary potoczyły się dramatycznie, jasna, promienna
przyszłość nie była im pisana. Wkrótce po przyjeździe do stolicy carów,
w przedostatniej notatce, skreślonej l IX 1885 autor Dziennika
pomieścił pełne smutku i niepokoju wyznania. „Teraz oprócz Zosi nie mam
tu nikogo. Ale i ta może być wyślizgnie mi się z rąk. Historie się
dzieją w Wilnie z powodu mojego wyjazdu. Baniewiczowa w rozpaczy według
jednych, według drugich bardzo niezadowolniona z tego, iż ja pojechałem
do Pitra. Sama z tego głównie powodu przenosi się tutaj. Wszyscy o tym
gadają, że ja wyjechałem jedynie dla Zosi. Tatko przysłał mi list,
ostrzegając mię od poddawania się zmysłowi" [8]. Jawiły się —jak widać —
poważne zagrożenia, które w bliskiej przyszłości położyły kres
romansowi zułowskiego panicza. Helena Baniewiczowa
wyraźnie niechętna tej znajomości, zapewne już jesienią 1885 r. z całą
liczną familią przeprowadziła się z Wilna do Petersburga. Trudno bliżej
uściślić, kiedy energiczna niewiasta zjawiła się nad brzegami Newy, nie
ulega jednak wątpliwości, że rodzina Baniewiczów na długie lata
związała z tym miastem swe losy. Stanowcza i nieustępliwa matka,
niezadowolona z postępowania córki postawiła na swoim, zdołała zburzyć
romantyczną sielankę i zerwać serdeczny związek dwojga młodych ludzi.
Jak doszło do rozstania Bronisława z Zofią, jak i kiedy rozeszły się
ich drogi, nie da się nic pewnego powiedzieć. Można przyjąć, iż
Piłsudski mający duże poczucie honoru i godności, wobec jawnej
nieprzyjaźni, sam usunął się w cień. Nie można też wykluczyć, że młoda
Zofia ugięła się i pod presją matki porzuciła wiernego przyjaciela.
Rozwikłanie tej tajemniczej, pełnej dramatycznego napięcia sprawy bez
nowego materiału źródłowego nie jest obecnie możliwe. Wydaje się niemal
pewne, że Baniewiczowa miała jakieś bliższe związki z dużą liczebnie
kolonią polską w Petersburgu, co sprzyjało osiedleniu się na stałe w
dalekim, obcym mieście i otrzymaniu pracy zarobkowej. Z pomocą krewnych
czy znajomych mogła z łatwością znaleźć dla córki w środowisku polskim
kandydata na męża i doprowadzić do małżeństwa. Prezentowana niżej
korespondencja wyraźnie potwierdza fakt, że Zofia Baniewiczówna w
późniejszym czasie była osobą zamężną, matką dwóch córek. Nie znamy
niestety imienia i nazwiska jej męża, nie udało się też ustalić
bliższych szczegółów związanych z tym małżeństwem.
Bronisław
Piłsudski boleśnie przeżył doznane upokorzenie, nieprzyjazne stanowisko
„stojącej na przeszkodzie" matki jego ukochanej położyło kres
młodzieńczej miłości. Tymczasem wrażliwy, ale i uparty młodzieniec nie
do końca jednak ustąpił z placu. Trudno odgadnąć jak do tego doszło,
dość że w niedługim czasie ponownie uwikłał się w romans, tym razem
zakochał się w Marii Baniewiczównej, młodszej o rok siostrze utraconej
Zofii. Młodziutka panna również zadurzyła się w nieszczęśliwym
adoratorze siostry. Rzecz ciekawa, w okresie wileńskim wyraźnie
ignorował Marynię, nie przejawiając żadnego zainteresowania jej osobą.
Gdyby Bronisław darzył ją wówczas głębszym uczuciem — jak czasami
podaje się mylnie w literaturze — nie miałby żadnego powodu porzucać
Wilna, z którym tak mocno był związany. Przyjaźnie pod chmurnym niebem
carskiej stolicy, zrodzone w sposób gwałtowny, przekreśliły wydarzenia
natury politycznej. Jak wiadomo, z powodu kontaktów z grupą spiskową
organizującą zamach na cara, Piłsudski został skazany na 15 lat katorgi
i latem 1887 r. zesłany na Sachalin. Natomiast osamotniona panna —
zapewne z inspiracji matki — w niedługim czasie pocieszyła się po
stracie szczerego wielbiciela. U schyłku 1888 r., w każdym razie nie
później niż latem 1889 r., kiedy nieszczęśliwy katorżnik na nieludzkiej
ziemi ścinał las, Maria Baniewiczówna poślubiła, od wielu lat
związanego z Petersburgiem, majętnego, znacznie od siebie starszego
Jana Żarnowskiego. Małżonek powabnej panny pochodził z kresowej rodziny
ziemiańskiej, był generalnym kontrolerem
dóbr państwowych w Rosji. W okresie syberyjskiego zesłania Piłsudski
nie prowadził korespondencji z Baniewiczami, jednak z całą pewnością
otrzymał od swej rodziny dokładne informacje o petersburskim
małżeństwie bliskiej mu Maryni. Jakieś jednak sporadyczne kontakty,
zdarzały się dopiero z początkiem XX w. Wiosną 1907 r., w pierwszym
liście pisanym z Krakowa do Petersburga niedawny więzień Sachalinu
wyraźnie wspomniał, że ,,od czasu jak dałyście mi telegram na Święta
Bożego Narodzenia w 1903/1904 r. nie miałem o was wiadomości".
W świetle listów
objętych edycją jawi się jasno prawda oczywista. Od chwili przyjazdu do
Galicji marzeniem Bronisława Piłsudskiego było odnowienie dawnego,
sprzed lat dwudziestu, romansu, któremu kres położyła długoletnia
katorga sachalińska. Sporo czasu poświęcał na zebranie informacji o
zadomowionej w Petersburgu rodzinie Baniewiczów, w pierwszym rzędzie —
rzecz jasna — o Marii, również nad Newą mieszkającej. Pierwszym
informatorem na gruncie krakowskim był Józef Morozewicz, który w latach
1897—1904, jako geolog Instytutu Geologicznego mieszkał w Petersburgu i
miał powiązania z miejscową kolonią polską.
W 1906 r. święta
Bożego Narodzenia spędzał Bronisław w gronie rodzinnym w Zakopanem,
gdzie odwiedziły go wówczas przybyłe z „Wilenka" najmłodsza siostra
Ludwika Piłsudska i ciotka Stefania Lipmanówna. Obie krewne — jak
również korespondująca z nim Zula Kadenacowa — niewątpliwie dostarczyły
sporo wiadomości na temat interesującej go osoby. Jednak najbardziej
kompetentnym informatorem był związany z Petersburgiem brat, Kazimierz
Piłsudski, z którym romantyczny marzyciel prowadził korespondencję. U
schyłku 1906 r. na prośbę Bronisława przesłał petersburski adres Marii
Żarnowskiej, po opuszczeniu męża mieszkającej razem z matką Heleną
Baniewiczową, siostrą Zofią i jej dwiema córkami oraz kuzynką Zenona
Piotrowską. W sytuacji, kiedy myśli i serce Sybiraka coraz bardziej
pochłaniały sprawy osobiste, o żmudnej, systematycznej pracy nad
tekstami Ajnów i Gilaków nie mogło być mowy. Usiłując z całą
determinacją przywołać dawne przyjaźnie miał nadzieję, że tym razem swe
tęsknoty za życiem rodzinnym zdoła urzeczywistnić. Pomysły odnowienia
dramatycznie przerwanego związku z kapryśną przyjaciółką lat młodych,
która z chorobliwym uporem wciąż marzyła o wielkiej karierze
artystycznej, były mocno chybione. Marzycielski rozbitek, zagubiony na
gruncie galicyjskim, szedł ku swemu przeznaczeniu, kierując się
wybujałą uczuciowością; zabrakło koniecznej w jego trudnej sytuacji
trzeźwej rozwagi. W zamożnym bowiem domu męża, postawionym na stopie
wielkopańskiej, Żarnowska długie lata żyła w dobrobycie. Dzięki
wysokiej pozycji poważanego dygnitarza, towarzysko była związana z
wielkim światem stołecznego Petersburga, nie miała potrzeby zajmować
się materialną stroną życia. Natomiast Piłsudski pozbawiony pracy,
zmagając się z trudną codziennością, nie bez goryczy musiał przystać na
status rezydenta, korzystać z mieszkania i pomocy brata Józefa lub też
przyjaciół. Dla romansowego Bronisława nie istniały jednak racje rozumowe, wiedział jedno: jego towarzyszką życiową będzie Maria Żarnowska.
Warto w tym
miejscu wspomnieć o zaskakującej wiadomości, jaką Piłsudski pomieścił w
liście do Futabatei Shimei, pisanym z Krakowa 21 XI 1906, a więc
zaledwie po upływie miesiąca od chwili zjawienia się na ziemi polskiej.
,,Tutaj już przygotowują dla mnie narzeczoną i jest bardzo możliwe, że
ulegnę, chociaż teraz jeszcze nie widziałem swojej narzeczonej po 20
latach rozłąki". Ostatecznie w liście wysłanym w kwietniu 1907 r. do
owej „narzeczonej", będącej od lat osiemnastu żoną Jana Żarnowskiego.
złożył męską propozycję. „Na lato wybieram się do Zakopanego. Czy nie
moglibyśmy się spotkać. Wszak zapewno wyjeżdżacie z dusznego Pitra,
choć na parę miesięcy". W rychłej odpowiedzi, informującej o niedługim
wyjeździe za granicę, znalazło się wielce obiecujące zapewnienie: „będę
mogła z Tobą się zobaczyć". Z tą chwilą bieg wydarzeń potoczył się
lawinowo. W krakowskim „Czasie" (18 V 1907, nr 113, s. 2), w rubryce
„Przyjechali do Krakowa" m.in. podano: „Marya Żarnowska z Petersburga".
Przyjechała zatem pod Wawel 17 maja i tego samego dnia odwiedziła
Piłsudskiego przy ul. Topolowej 16. Zatrzymała się czasowo w
nieistniejącym dziś Hotelu Centralnym przy Pl. Matejki 1.
Z początkiem
czerwca Bronisław z ukochaną Marynią bawili już w czeskim Karlsbadzie,
skąd w drugiej połowie lipca powrócili na krótko do Krakowa, udając się
z kolei na kilka miesięcy do Zakopanego. Czas wakacyjny spędzili oboje
w Domu Zdrowia Pomocy Bratniej (Pomoc Bratnia) przy ul. Sienkiewicza 8,
gdzie lekarzem naczelnym był wówczas dr Antoni Kuczewski — podobnie jak
Piłsudski — rodem z Wileńszczyzny. W rodzinnym zjeździe, jaki latem
1907 r. odbył się pod Tatrami, spotkali się czterej bracia Piłsudscy:
Bronisław (z Krakowa), Jan (z Wilna) z żona Marią, Józef (z Krakowa) z
żoną Marią i Kazimierz (z Petersburga). U boku Sybiraka znalazła się
również Maria, będąca od 1889 r. małżonką Jana N. Żarnowskiego. Trzeba
bowiem z całą stanowczością stwierdzić, że Bronisław Piłsudski i Maria
z Baniewiczów Żarnowska nigdy nie byli małżeństwem. Żarnowska opuściła
męża, ale nie była z nim rozwiedziona, jesienią 1907 r. cała sprawa
prowadzona w Petersburgu — być może z inicjatywy Żarnowskiego —
skończyła się czasową separacją, co ułatwiło jej w okresie choroby
powrót do petersburskiego domu małżonka, człowieka rzadkiej dobroci i
kultury. Przy tym z prowadzonej korespondencji jasno wynika, że nie
była ona zainteresowana zawarciem legalnego związku, zachowała też
nazwisko męża, co z pewnym żalem wypominał jej rozmarzony wielbiciel.
Znajdując się w mocno kłopotliwej sytuacji, Piłsudski przedstawiał
ukochana Marynię jako „poślubioną żonę", konsekwentnie wszędzie i
wszystkim głosił mit o zawartym małżeństwie, nadając mu pozory
legalności. Świadectwem tej wersji o zawarciu oficjalnego związku jest
choćby wiadomość, jaką w liście z Zakopanego (9 IX 1907) przesłał
japońskiemu przyjacielowi: „już się ożeniłem. Przyślę Panu fotografię
swojej żony —mojej przyjaciółki z dzieciństwa".
W drugiej
połowie października 1907 r. — po pięciu z górą miesiącach pobytu w
Karlsbadzie, Wiedniu i Galicji — Żarnowska przez Warszawę i Wilno
powróciła do Petersburga. Pozostała tam pełne trzy miesiące, musiała
bowiem uregulować ważne dla niej sprawy rodzinne i osobiste. Z tego
właśnie czasu zachowany blok korespondencji stanowi przedmiot edycji.
Zanim ten interesujący zbiór listów zostanie omówiony, choć kilka słów
wypada powiedzieć o dramatycznych wydarzeniach, które położyły kres
pełnego powikłań i wzajemnych rozczarowań romansu.
Po przyjeździe z
Petersburga do Zakopanego, w drugiej dekadzie stycznia 1908 r., Maria z
Bronisławem gościli w pensjonacie „Hygea" przy ul. Krupówki 78,
prowadzonym wówczas przez zaprzyjaźniona z Piłsudskimi Marię
Wiśniewską. Wczesną wiosną 1908 r. oboje wyjechali do Lwowa, gdzie w
latach 1908-1909 mieszkali kolejno: w pensjonacie „Mignon" (ul.
Badenich 3), w kamienicy Jeskulskiego (ul. Turecka 3 m. 12) i przy ul.
Zachariewicza 7. Osiedlając się w stolicy Galicji Piłsudski spodziewał
się znaleźć zajęcie w Muzeum im. Dzieduszyckich lub w jednej z
bibliotek, czy też w redakcji „Polskiego Przeglądu Emigracyjnego",
jednak podjęte starania całkowicie zawiodły. Udało się jedynie ogłosić
kilka artykułów na łamach czasopisma „Lud". Dwuletni — niespełna —
okres pobytu pod Wysokim Zamkiem, to czas, w którym Piłsudski prowadził
działalność społeczną i naukową uczestnicząc m.in. w życiu Klubu
Społeczno-Narodowego, odwiedzał biblioteki i muzea, zawierał
znajomości z ludźmi nauki i kultury Lwowa, m.in. B. Dybowskim.
Natomiast Maria Żarnowska uczęszczała w tym czasie na lekcje śpiewu u
poleconego jej aktora, uczącego „metodą włoską", Władysława Barącza,
czasami przy ul. Tureckiej urządzała kameralne koncerty. Z opłaceniem
kosztownych lekcji śpiewu nie miała raczej problemów. Zapewne z
Petersburga napływały jakieś większe sumy pieniężne, bowiem w księdze
adresowej miasta Krakowa i Lwowa za rok 1909 Maria Żarnowska jest
wymieniana jako „kapitalistka", widocznie procenty od kapitału
zapewniały jej utrzymanie i pozwalały rozwijać artystyczne zamiłowania.
Plany i
zamierzenia, jakie oboje wiązali z tym pięknym miastem, zostały w
sposób dramatyczny przekreślone. W 1908 r. Żarnowska zaczęła zapadać na
zdrowiu, lekarze wykryli raka piersi. Wiosną 1909 r. zdecydowała się
wyjechać do Petersburga, gdzie —jak się wydaje — dokonano pierwszego
zabiegu. Kiedy jesienią 1909 r. Piłsudski z ciężko chorą Marią znaleźli
się w Paryżu, przeprowadzono kolejne operacje. Warto wspomnieć, iż
paryscy lekarze usiłowali zwalczyć chorobę z pomocą radu odkrytego w
1898 r. przez polską uczoną Marię Skłodowską-Curie. Sytuacja stała się
dramatyczna, stan chorej pogarszał się gwałtownie, z każdym dniem
topniały szczupłe fundusze, pojawiły się nieporozumienia, wzajemne
pretensje i zarzuty. Zdesperowana Żarnowska opuściła Paryż i wróciła na
stałe do Petersburga. Przyjęta z dawną serdecznością przez męża,
spędziła w jego domu dwa ostatnie lata życia [9].
Jeśli informacja, jaką Piłsudski przekazał prof. Rozwadowskiemu jest
ścisła, Maria Żarnowska zmarła licząc 42 lata z końcem maja 1911 r.,
pochowana w grobie rodzinnym na cmentarzu Rossa w Wilnie.
Kilkuletni
romans, dość niefrasobliwie w majowe dni 1907 r. nawiązany, dobiegł
kresu. Trudno w tak delikatnej, intymnej materii się wypowiadać, ale,
patrząc z oddali, wolno — jak sądzę — dać wyraz przekonaniu, że ten
niefortunny związek stał się dla Bronisława Piłsudskiego w jakimś
stopniu siłą niszczącą. Sytuacja, w jakiej się znalazł, w sposób
wyraźny pogłębiła dręczące go objawy neurastenii, a przede wszystkim
spowodowała poniechanie w szerszym zakresie działalności naukowej.
Nieudane, wciąż podejmowane próby założenia rodziny były prawdziwym
nieszczęściem tego dobrego, szlachetnego człowieka, tak bardzo przez
zły los skrzywdzonego. Gorące marzenia o wiernej, opiekuńczej
towarzyszce życia pozostały niespełnione. Samotny, zagubiony tułacz
często podkreślał, że jego główna udręka „to brak żywej bliskiej osoby
[...]. I ja zapewno za wybredny jestem. Może i głupio zrobiłem, że
odmówiłem się rok temu od proponowanej mi przez Jenerałową [Zamoyską]
panny" [10].
Zamykając
dramatyczny, tak bardzo osobisty wątek biografii naszego bohatera, czas
powrócić do omówienia przygotowanej do druku korespondencji.
Dużej wartości
rękopiśmienne materiały Bronisława Piłsudskiego, zawierające przede
wszystkim zasobną korespondencję, od kilku lat są w posiadaniu Polskiej
Akademii Umiejętności. W zespole tym zachowały się listy Bronisława
Piłsudskiego do Marii Żarnowskiej, listy Żarnowskiej do Piłsudskiego, a
także korespondencja rodzinna [11]. Niniejsza edycja obejmuje ogółem 19
listów, przy czym kilka z nich ma defekty, brakuje początku lub
zakończenia listu. Pierwszy bez daty i miejsca, nie ukończony i nigdy
nie wysłany, pisany był w Krakowie, zapewne w styczniu 1907 r. Kolejny,
drugi list przesłany do Petersburga w połowie kwietnia tegoż roku
spełnił oczekiwania nadawcy, bowiem w miesiąc później Żarnowska zjawiła
się w jego krakowskim mieszkaniu. Jednak główny, podstawowy zrąb
publikacji stanowi chronologicznie zwarty blok listów (nry 3-19), które
Piłsudski pisał jesienią 1907 r., kiedy radosne, trwające pięć miesięcy
karlsbadzko-zakopiańskie dolce far niente przeminęło, a jego
„stoliczna różyczka" wyjechała na trzy miesiące do Petersburga.
Bronisław Piłsudski
lubił i umiał pisać listy, epistolografem z całą pewnością był
doskonałym. Z dużym upodobaniem prowadził rozległą korespondencje.
Bliżej zaprzyjaźniony z autorem Materials, Sybirak Edmund Płoski
zapewniał, że absolutnie nikt nie ma prawa posądzać Bronisława „o
wstręt do listopisania". Często i chętnie pisał listy długie,
tradycyjne, sentymentalne i — jak przystało na marzyciela —
„nastrojowe", pełne serdecznej szczerości i otwartości. Wypowiadając
poglądy i sądy o ludziach i zdarzeniach ukazywał różne aspekty
toczącego się życia, radości i smutki, osobiste dramaty ogarniające
różne obszary jego tułaczej doli. Publikowane tu listy z 1907 r. o
różnorodnej tematyce są ważnym źródłem do biografii Piłsudskiego.
Pisane niedługo po powrocie z sachalińskiej katorgi do Galicji, podają
wiele nieznanych dotąd wiadomości o jego życiu osobistym, ale i
zamierzonej wówczas działalności naukowej. Warto w tym miejscu
wspomnieć, że już w te chłodne jesienne dni 1907 r. Piłsudski
informował swą damę serca o planowanej niezwykle ciekawej publikacji,
której niestety nigdy nie napisał. Zgodnie z otrzymaną ofertą miał
bowiem „napisać popularny opis geograficzno-etnograficzny (o Gilakach
i Ajnosach) [...]. Koniecznie trzeba by dowiedzieć się i w Pitrze u
wydawców, czy nie dadzą mi zamówienia takiego samego". Żarnowska
zabrała zresztą do Petersburga kilka artykułów Bronisława, które z
pomocą znajomych ludzi nauki i redaktorów miały zostać pomieszczone w
miejscowej prasie. Mieszkający w Paryżu Michał Turski obiecał nawet
ułatwić druk książki wspomnieniowej w piśmie „Byłoje" Władimira Burcewa.
W świetle
publikowanej korespondencji prywatnej, bardzo osobistej, możemy
skonstatować, iż kilkumiesięczna rozłąka z Żarnowska była dla
osamotnionego Bronisława dramatem, trudnym do udźwignięcia ciężarem.
Toteż listy „sentymentalnego chłopca" — jak pisał o nim towarzysz
sachalińskiej katorgi Hilary Gostkiewicz — najczęściej wypełniają
poufne, serdeczne wyznania i myśli, długie, pełne tęsknoty, intymne
zwierzenia. Żyje w nieustannym napięciu nerwowym w obawie, że Żarnowska
na stale pozostanie w ponurym Pitrze, aby tam realizować swe marzenia o
karierze artystycznej. W tej sytuacji jawiły się czasami niesnaski,
poważne, różnej natury wzajemne pretensje i oskarżenia. Z natury
łagodny samotnik zakopiański, słał spod Giewontu długie, sercem pisane
listy, łagodził narastające nieporozumienia, usiłując ocalić tak
niedawno odnowione związki przyjaźni. Zgodnie z jego oczekiwaniami
Maria Żarnowska pożegnała w końcu Petersburg, gdzie miała „z separacją
[...] dużo kłopotów" i po powrocie do Galicji w styczniu 1908 r.
mieszkali już razem z Bronisławem w zakopiańskim pensjonacie „Hygea".
Edycja tej
wielce interesującej — choć nie za obfitej korespondencji — stanowi bez
wątpienia dużej wartości źródło historyczne. Z przykrością trzeba
stwierdzić, iż nie dysponujemy wszystkimi listami. Brakuje z całą
pewnością kilkunastu z drugiej połowy listopada i grudnia 1907 r. Listy
Piłsudskiego prawie
na pewno zostały przywiezione z Petersburga do Galicji, czy wszystkie,
żadną miarą nie da się ustalić, może niektóre zniszczyła porywcza
adresatka. Pewne przesłanki zdają się potwierdzać przypuszczenie, że
Piłsudski i Żarnowska. wyjeżdżając wiosną 1908 r. na czas dłuższy do
Lwowa, zabrali posiadana korespondencję, w tym również listy, jakie
pisali do siebie jesienią 1907 r. Jest to zresztą jedyna dotychczas
znana ich osobista korespondencja. Jak wiemy, w stolicy Galicji nie
zabawili długo. Choroba, dramatyczne zerwanie, śmierć Żarnowskiej
zamknęły krótkie związki obojga ze Lwowem. Materiały rękopiśmienne
pozostały tam nadal, najpewniej — jak się wydaje — powierzone opiece
Dybowskiego znalazły schronienie w jego willi („Biały Dworek", ul.
Zaścianek 12). W każdym razie, jak wcześniej wspomniano, Polska
Akademia Umiejętności zakupiła fragment spuścizny Bronisława
Piłsudskiego od właścicieli nie związanych rodzinnie z Piłsudskim,
którzy przewieźli te cenne materiały ze Lwowa do Krakowa i szczęśliwie
ocalili je od zagłady. Kierując się tym śladem, z pewnością warto objąć
gruntowną kwerendą zbiory biblioteczne i archiwalne Lwowa, gdzie — być
może — znajduje się część spuścizny naukowej naszego rodaka.
Zachowane listy
romantycznej pary, interesująca, dwustronna wymiana myśli, pozwala
bliżej poznać ich wzajemne, łączące ich wówczas relacje. Listy
Żarnowskiej pisane rozwlekle, dużymi literami, niekiedy budziły
niezadowolenie jej adoratora. „Zawsze żałuję, że tak rozmaszyście
piszesz, bo inaczej musiałabyś nawet na jednej ćwiartce napisać więcej,
niż na trzech teraz".
Listy Bronisława
Piłsudskiego pisane są drobnym, wyraźnym pismem. Czasami razi
nieporadna stylistyka, a zwłaszcza polszczyzna, skażona licznymi
rusycyzmami. Pozostawiono je bez zmian, jak również specyficzny styl
autora listów. Zachowano formy i wyrażenia językowe autora, które mają
obecnie inne znaczenie i mogą być często niezrozumiałe dla
współczesnego czytelnika. Wątpliwości budzą m.in. szczególnie takie
wyrażenia jak „rozliczać" — zamiast liczyć, rachować na coś, oraz
„tylko" — wyraz niepoprawnie używany w znaczeniu: dopiero. Brakujące
litery, a także rozwinięcia licznych skrótów uzupełniono stosując
nawias kwadratowy, obejmując nim również inne dopiski edytorskie. W
edycji liczącej 19 listów znakomita większość pochodzi z Zakopanego, a
tylko kilka z Krakowa. Przy opracowaniu publikacji stosowano się — poza
wskazanymi wyżej osobliwościami stylu — do zasad instrukcji
wydawniczej. Zmodernizowano głównie interpunkcję.
Niniejszy, nieduży, ale
bogaty w treść zbiorek listów, po 96 latach od jego powstania ukazuje
się drukiem, jako pełna autentyzmu opowieść autobiograficzna. Choć
chronologicznie obejmuje drobny wycinek czasu, jest znaczącym
przyczynkiem do kroniki życia wielkiego uczonego, wybornego badacza
skazanych na zagładę tubylców Sachalinu. Szczere, pełne serdeczności,
osobiste wyznania i refleksje pozwalają nam poznać cząstkę prawdy o
człowieku niezwykłej prawości i szlachetności. Składając hołd Bronisławowi
Piłsudskiemu, uczonemu sławy europejskiej, współczesny mu Zygmunt
Zaleski pisał przed laty: „Pracą ducha i ciężkim trudem żywota zasłużył
sobie sumiennie na pamięć wdzięczną Ojczyzny i myśl serdeczną
rodaków" [12].
[1] AN PAN i PAU w Kr., sygn. KIII-157.
[2] O sprawie tej zob. K.
Grodziska, Spuścizna rękopiśmienna Bronisława Piłsudskiego w zbiorach
Biblioteki PAN w Krakowie i jej proweniencja, „Rocznik Biblioteki PAN
w Krakowie", R. 43: 1998, s. 295-300; A. F. Majewicz, Archiwalia po
Bronisławie Pilsudskim w Bibliotece PAN w Krakowie i ich
wykorzystanie, tamże, R. 44: 1999, s. 293-306.
[3] B. Piłsudski, Materials for the Study of the Ainu Language and Folklore , collected and prepared for publication by ..., edited under the supervision of J. Rozwadowski, Kraków 1912., s. XXVI, 242.
[4] A. F. Majewicz, Badacz i przyjaciel sachalińskich tubylców - naukowa sylwetka Bronisława Piłsudskiego, [w:] "Literatura Ludowa", 1988, nr 4-6, s. 41.
[5] J. Talko-Hryncewicz, Wspomnienia lat ostatnich (1908-1932), Warszawa 1932,
[6] Obszerniej o tej sprawie zob. J. Staszel, Bronisław Piłsudski i jego związki z Akademią Umiejętności w Krakowie, Rocznik Bibl. Nauk. PAU i PAN w Kr., R. 46: 2001, s. 7-103.
[7] S. A. Korwin-Pawłowski, Wspomnienia, t. l, Na przełomie dwóch epok, Warszawa 1966, s. 149, pisze: „niedaleko Zułowa, majątku Marii i Józefa Piłsudskich, leżała również niewielka habenda [posiadłość] państwa Baniewiczów'1. Relacje pamiętnikarza dotyczące interesującej nas problematyki, są niestety pełne rażących błędów i nieścisłości.
[8] W zbiorach rękopiśmiennych Bibl. Nauk. PAU i PAN w Kr. znajduje się kserograficzna kopia Dziennika B. Piłsudskiego sporządzona z maszynowego odpisu stanowiącego własność Instytutu im. Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Autograf Dziennika posiada Dział Rękopisów Biblioteki Litewskiej Akademii Nauk w Wilnie.
[9] Na temat rozstania
Piłsudskiego z Żarnowska pisali: L. Krzywicki, Wspomnienia, Warszawa
1959, t. 3, s. 268; S. A. Pawłowski, op. cit., s. 156. Informacje
podane w obu pamiętnikach zawierają sporo błędów i nieścisłości.
[10] AN PAN i PAU w Kr., K 111-84, j. a. 57. Kiedy Piłsudski mieszkał w Kuźnicach, Jadwiga Zamoyska, która z córką Marią prowadziła Szkołę Domową Pracy Kobiet, obiecała wyswatać go z jedną z posażnych panien. „Pani generałowa dała Bronisławowi wskazówkę, żeby, kiedy panienki będą przechodziły przez salę, wskazał przez kaszlnięcie na wybraną, ą ona postara się mu ją wyswatać", zob. J. Talko-Hryncewicz, op. cit., s. 42^43.
[11] Przygotowane do edycji listy zob. AN PAN i PAU w Kr., sygn. K 111-157.
[12] Z. Lubicz-Zaleski, Śp. Bronislaw Ginet-Piłsudski [w:] „Jeniec Polak", 6 VI 1918, nr 36, s. 4.